Obecnie za pieniądze z NFZ pacjent może się leczyć tylko w tych szpitalach i przychodniach, które mają podpisany z nim kontrakt. Fundusz określa też, ilu pacjentów w ciągu roku może wyleczyć dany szpital. Gdy za trzy lata w życie wejdzie unijne prawo, zasady te przestaną obowiązywać. Pacjent płacący składkę będzie mógł pójść, gdzie będzie chciał, a NFZ za to zapłaci.

Rząd musi się przygotować do zmian planowanych przez UE. W innym razie budżet NFZ tego nie wytrzyma. Na leczenie pacjentów w prywatnych klinikach fundusz wyda nie o 3,2 mld zł więcej niż obecnie, ale dwa razy więcej. Rząd, wzmocniony niezłym wynikiem wyborów samorządowych, powinien uczciwie powiedzieć, co czeka nas w ochronie zdrowia. Same przekształcenia szpitali nie wystarczą. Czas wrócić do dyskusji o głębokich reformach rynkowych i bolesnych decyzjach. Podwyższeniu składki zdrowotnej albo ograniczeniu listy procedur opłacanych przez NFZ czy współpłaceniu. Obecnego systemu, gdzie wszystkim należy się wszystko, nie da się utrzymać. Tym razem klasyczne sztuczki księgowe, jak pożyczenie pieniędzy z funduszu rezerwy demograficznej czy przeksięgowania w funduszu drogowym, nic nie pomogą.