Czy jest to sytuacja odwracalna? Nie miejmy złudzeń. Zamiast dla emerytów pieniądze zaczną pracować dla państwa. Trzeba naprawdę sporego wysiłku, by wyobrazić sobie, że w ciągu najbliższych lat rządzący – niezależnie od barwy politycznej – lekką ręką pozbędą się z budżetu blisko 30 miliardów złotych rocznie. Zawsze bieżące potrzeby będą górą, ciągle trzeba będzie walczyć z pokusą rozdania tych pieniędzy niektórym grupom elektoratu. A może po prostu liżącej rany po kryzysie kasy państwa długo nie będzie już stać w inwestowanie w coś o tak odległych skutkach jak reforma emerytalna.

Problem w tym, że mimo wszelkich niedoskonałości ta reforma miała swój cel. Chodziło głównie o to, by nadciągająca w Polsce katastrofa demograficzna nie doprowadziła za kilkadziesiąt lat do katastrofy finansów państwa. A także o to, że mimo wszelkich utyskiwań prywatne OFE bardziej efektywnie inwestują pieniądze niż państwowy ZUS. Również o to, że OFE miały absolutny obowiązek wypłacać ludziom emerytury. ZUS, owszem, również, z tym że możliwości ingerencji rządzących w zasady jego funkcjonowania są nieskończone.

Ale teraz te ambitne zamierzenia stają się przeszłością. Reforma emerytalna przerosła siły państwa i stopień determinacji rządzących. Nie otrzymamy żadnej modyfikacji systemu, tylko w zasadzie jego likwidację. Szkoda.