Jeszcze 10 lat temu we Francji, kiedy wprowadzano 35-godzinny tydzień pracy, argumentowano, że wolny czas dany pracownikom pobudzi popyt i zwiększy zapotrzebowanie na siłę roboczą. Gospodarka jednak tak nie działa. Skrócony tydzień pracy przy niezmienionym poziomie zarobków doprowadził do zmniejszenia konkurencyjności francuskiej gospodarki, nasilenia bezrobocia i wolniejszego wzrostu gospodarczego. W roku 2008 wycofano się z tych rozwiązań.

Teraz przyszedł czas na kolejne niepopularne rozwiązanie. Mimo protestów i strajków parlament zatwierdził podwyższenie wieku emerytalnego z 60. do 62. roku życia.

Podobnie jak przed 10 laty we Francji myślano w Polsce na początku lat 90. Wzrost bezrobocia był rekompensowany ucieczką na wcześniejsze emerytury. Dominował pogląd, że osoby starsze zwalniają miejsca dla nowo wchodzących na rynek pracy, więc wentyl bezpieczeństwa w postaci wcześniejszych emerytur jest dobry dla gospodarki. Szybko okazało się, że ten wentyl najbardziej uderza w młodych, gdyż podnosi ich koszty pracy. Badania wykazały też, że innych miejsc szukają ci, którzy zaczynają karierę, a zupełnie inne zwalniają osoby przechodzące na emeryturę. Podobnie było ze świadczeniami i z zasiłkami przedemerytalnymi wprowadzonymi w drugiej połowie lat 90. Też miały złagodzić napięcia na rynku pracy, a zwiększyły je. Dziś opinie o zaletach krótszego wieku emerytalnego czy też krótszego tygodnia pracy należą do mniejszości. Dlatego też, również w Polsce zachęca ludzi do dłuższej aktywności.

Niektórzy uważają, że silne zachęty ekonomiczne są wystarczającą motywacją, aby ludzie dłużej pracowali. Wydaje się to logiczne – im później przejdziesz na emeryturę, tym więcej składek zapłacisz, a kapitał podzielisz przez krótszą dalszą oczekiwaną długość życia. Dostaniesz znacznie większą emeryturę, a to powinna być silna zachęta ekonomiczna do dłuższej aktywności zawodowej. Badania jednak pokazują, że same zachęty ekonomiczne nie wystarczają. Nie jesteśmy w stanie oszacować swojej dalszej długości trwania życia. Wolimy pieniądze dziś niż większe za parę lat. Nie każdy też ma tak ciekawą pracę, by chcieć jak najdłużej w niej zostać. I co najważniejsze, wielu pracodawców wykorzystuje ustawowy wiek emerytalny do zwalniania osób, które już go osiągnęły. To między innymi właśnie z powodu ustawowego niskiego wieku emerytalnego osoby po pięćdziesiątce mają trudności ze znalezieniem pracy. Pięcioletni okres ochronny przed emeryturą jest bardzo silnym demotywatorem dla pracodawców do zatrudniania osób po 50. roku życia. Lepiej przecież zatrudnić osobę młodszą, którą w przypadku potrzeby niezbędnej restrukturyzacji można będzie zwolnić. Może to brzmi brutalnie, ale każda firma musi brać pod uwagę wariant zarówno wzrostu, jak i kryzysu. Jeśli w kryzysie nie będzie można dostosować zatrudnienia do możliwości rynkowych, to firma padnie. I na koniec nie zapominajmy, że osoby 60-letnie mają olbrzymie doświadczenie zawodowe i byłoby absurdem niekorzystanie z tego rezerwuaru wiedzy.

Nie unikniemy podwyższenia wieku emerytalnego w Polsce. Nie wierzmy, że ludzie sami będą się decydować na przechodzenie na późniejszą emeryturę. Jedyną skuteczną metodą na zwiększenie podaży pracy w gospodarce jest wydłużenie okresu pracy. Im później to zrobimy, tym trudniejsze będzie wprowadzanie tego typu zmian. A przed problemem nie uciekniemy.