Od trzech lat obowiązuje na przykład zakaz pracy w handlu w święta. Przepisy, które go wprowadziły, to istna łamigłówka. Są niejasne. Nie precyzują np. podstawowej kwestii – które placówki mogą pracować w święta, a które nie. Dla firm są niesprawiedliwe, skoro np. stacja paliw może w święto sprzedawać pieczywo czy alkohol, a pobliski supermarket musi być zamknięty. Pracodawcy słusznie domagają się, aby ustawodawca ustalił jasne zasady gry. Tym bardziej że za ich nieprzestrzeganie firmom grozi kara.

Słuszne są także racje Państwowej Inspekcji Pracy. Po uchwaleniu przez Sejm bubla, aby nie dopuścić do sytuacji, że np. we Wszystkich Świętych zamknięte są wszystkie stacje benzynowe, uznała (nieco z przymusu), że są to placówki użyteczności społecznej i powinny być otwarte w dni świąteczne. Tyle że ta interpretacja ma słabe podstawy w przepisach. Resort pracy, który powinien przecież razem z inspekcją mówić jednym głosem, uznał teraz, że stacje paliw to zwykłe placówki handlowe. Czyli w święta pracować nie mogą.

Aby uniknąć takich wątpliwości, konieczna jest nie tylko zmiana przepisów dotyczących zakazu pracy w handlu w dni świąteczne. Po to, aby pracodawcy nie musieli zgadywać, co nakazują im przepisy, a inspekcja pracy wiedziała kogo i kiedy może ukarać za nieprzestrzeganie prawa. Konieczna jest też głęboka reforma systemu stanowienia prawa. Lepiej, żeby posłowie nie produkowali masowo nowych aktów pod wpływem nastrojów społecznych, ale aby stanowione przez nich prawo było jasne, precyzyjne i użyteczne.