Podobną niechęć czują także inni Europejczycy. Tym większą, w im większych kłopotach gospodarczych znalazła się ich ojczyzna. Tylko co my robimy w tym gronie, skoro przez kryzys przeszliśmy suchą stopą?

Otóż wykazujemy zdrowy rozsądek. Myśleliśmy ekonomicznie także w 2005 r., kiedy trzy czwarte kraju chciało pakować walizki i jechać do lepszego świata. Wtedy korzystaliśmy z różnicy kursowej pomiędzy złotym a zachodnimi walutami (zwłaszcza funtem). Dziś nie opłaca nam się ruszać z domów, bo w Anglii i Irlandii trudno znaleźć pracę.

Wiemy o tym, bo – co warto zauważyć – na Wyspach wciąż żyje i mieszka ok. 2 mln Polaków, którzy nam o tym donoszą. To ci najbardziej mobilni, gotowi na ryzyko. Ostrożniejsi czekają na poprawę koniunktury i zakładają swoje biznesy w kraju. I właśnie nasz optymizm trzyma nas w kraju. A optymizm to nieuchronna zapowiedź dalszej poprawy koniunktury.