A co robi ministerstwo? Najpierw diagnozuje system, później wydaje raporty, a ich zawartość omawia na konferencjach. Koniecznie w drogich hotelach. Gdy już powstaną tysiące stron opracowań, eksperci przystąpią do tworzenia nowych rozwiązań. Najlepiej, żeby było ich parę, bo można je testować i korygować. Nic się nie dzieje, jeśli upłynie termin zakończenia projektu – po prostu się go wydłuży. Efekty tych wysiłków nie są też udostępniane nauczycielom czy dyrektorom szkół. W środowisku panuje więc przekonanie, że te pieniądze są wydawane w zamkniętym gronie powiązanych towarzysko instytucji. Co gorsza, UE rozliczy MEN nie z efektów pracy, ale z tzw. wskaźników: liczby konferencji, broszurek, ekspertów.

To nie tylko dowód niekompetencji MEN. Często szwankuje system dzielenia funduszy UE. Po raz kolejny okazuje się, że ludzie lepiej od urzędników wiedzą, jak wydawać pieniądze. Bruksela powinna więc zastanowić się, czy nie obniżyć składki do wspólnej kasy.