Takie przywileje często działają wbrew tym, których mają chronić. Tak jest np. z ochroną starszych osób. Firmy zwalniają je tuż przed ich wejściem w okres ochronny, bojąc się, że przez cztery lata nie będą mogły tego zrobić. Mamy więc przywilej, który dyskryminuje. Podobnie może być w przypadku ochotników do NSR.

Obejmowanie taką ochroną jest też dyskusyjne etycznie. Konsekwencje ponoszą prywatne firmy, a decyduje za nie ustawodawca. Ponadto, jeśli chroni się kogoś, bo jest np. w związku, to firma redukująca etaty może zwolnić lepszego pracownika tylko dlatego, że chroniony nie jest.

Rozdawanie przywilejów to domena polityków. To obiecają, że wprowadzą ulgi na bilety PKP, to że nie ruszą KRUS czy nie podniosą wieku emerytalnego. Problem polega na tym, że nie ma darmowych lunchów. Jeśli ktoś ma przywileje, to płacą za nie inni. Pół biedy, jeśli wszyscy uznajemy, że to jest uzasadnione. Jednak u nas otrzymują je ci, którzy głośniej krzyczą.