Tak chce Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej. To rozsądna propozycja, bo nie powinno się traktować ludzi jak głupków, którzy nie wiedzą, co zrobić z pieniędzmi. Przysłuży się też większej konkurencji OFE o klienta, dbałości członków funduszy o ich pieniądze i zwiększeniu wiary ubezpieczonych w system emerytalny. A to może go obronić przed nacjonalizacją.

Minister chce też jednak obniżyć wysokość składki wpływającej do OFE kosztem ZUS. To brak konsekwencji. Jak wypłacać ludziom gotówkę z OFE, jeśli może tam jej nie być. Dlatego rząd powinien się wycofać z pomysłu obniżenia składek, ale wprowadzić jednorazowe wypłaty.

Orwell z politykiem

Przeciwnicy wypłat argumentują, że doprowadzą do nieodpowiedzialnego gospodarowania gotówką. Przekonują, że po pierwsze weseli staruszkowie pojadą dookoła świata lub kupią drogi samochód i będą później klepać biedę. Po drugie trzeba będzie dopłacać do pomocy społecznej, aby ich utrzymać.

Pierwszy z tych argumentów jest szkodliwy z dwóch powodów. Kryje się w nim paternalistyczne przekonanie, że państwo wie lepiej. To Orwellowska wizja z „Roku 1984”. Prowadzi do tego, że politycy chcą zarządzać coraz większą częścią naszej rzeczywistości. Inny powód to zjawisko tzw. hazardu moralnego. Człowiek ubezpieczony jest bardziej skłonny do robienia ryzykownych rzeczy. A skoro państwo urządza za mnie moje życie, to nie muszę być przezorny, bo ono zawsze się o mnie zatroszczy.

Więcej korzyści niż strat

Drugi z tych argumentów jest nieprawdziwy. Przecież minister Fedak chce, by osoby mogły otrzymać gotówkę, dopiero gdy będą miały zapewnione dwie minimalne emerytury. Nie trafią więc do pomocy społecznej. W obecnych warunkach byłaby to kwota 1412 zł. A przeciętna emerytura z ZUS to 1706 zł. Nie jest więc o wiele wyższa, a jakoś nie widzimy emerytów masowo korzystających z pomocy społecznej.