To również ograniczanie dostępu do specjalistów czy gigantyczne kolejki w szpitalach. Rozwiązanie tych problemów wymaga odwagi politycznej od rządzących i jasnego przekazu – za część usług płaci NFZ, za inne pacjent z własnej kieszeni. Wiąże się to również ze zniesieniem monopolu jednej instytucji kontraktującej świadczenia zdrowotne i wprowadzeniem prawdziwej konkurencji między szpitalami o chorego i pieniądze, które za nim idą. Wtedy pacjent nie jest już tylko przedmiotem. Staje się podmiotem.

Niestety, strach przez spadkiem popularności w sondażach powoduje, że rząd unika pytań na temat reformy systemu. Dlatego kraje, które ich się nie boją, wyprzedzają nas w rankingach. Dopóki to się nie zmieni, strach przez gniewem lekarza będzie większy niż niepokój o stan swojego zdrowia czy wstyd przed badaniem w obecności 10 studentów medycyny.