Podnosząc składkę zdrowotną, kolejny rząd chce nas oszukać. Mieliśmy skończyć z marnowaniem pieniędzy przez NFZ. Niestety, obietnica ta okazała się równie prawdziwa jak ta, że do składki zdrowotnej nic nie dołożymy z własnej kieszeni
Publikacja: 17 maja 2010, 10:03 Aktualizacja: 17 maja 2010, 10:09
Ponad rok temu, 30 stycznia 2009 r. pisałem, że rząd zamierza podnieść nam stawkę składki zdrowotnej z obecnych 9 do 10 proc. Teraz ze zdziwieniem dowiaduję się, że mimo upływu czasu, by nabrać nadziei, że takiej podwyżki nie będzie, plan ten wcale nie umarł. Co więcej i o zgrozo: podwyżka miałaby wynieść nie 1 punkt procentowy, tylko 3. Teraz składka miałaby wynieść 12 proc. Zupełnie jakbyśmy dziś płacili mało na publiczną służbę zdrowia, do której dostęp i tak jest dość iluzoryczny. Dobra wiadomość: 12 proc. mielibyśmy płacić dopiero w 2020 r. Zła: 10 proc. mamy płacić już od 1 stycznia 2011 roku. Tak przynajmniej chciałoby Ministerstwo Zdrowia, które z uporem i konsekwentnie od dłuższego czasu stara się sięgnąć do naszych kieszeni.
Niecałe dwa lata po tym, jak obniżono nam obciążenia publicznoprawne, zastępując trzystopniową skalę PIT skalą dwustopniową z niższymi niż poprzednio stawkami, miesięczne obciążenia naszych pensji wzrosną. I to na tyle, że dla ponad 95 proc. podatników płacących podatek w pierwszym przedziale skali podatkowej (zarabiających rocznie nie więcej niż 85 tys. zł) zniwelowane zostaną skutki obniżenia PIT. Innymi słowy ci, którzy dopiero co zaczęli oddawać nieco mniej ze swoich pensji, w roku 2011 oddadzą mniej więcej tyle co w 2008 r. Tyle że pieniądze te zamiast na rachunek fiskusa, trafią do NFZ, który – jak uczy doświadczenie – z pewnością dobrze je spożytkuje. Na tyle dobrze, że stawkę za chwilę znów trzeba będzie podwyższyć, bo inaczej nigdy nie podniesiemy się z finansowej zapaści polskiej służby zdrowia. W co akurat trudno mi uwierzyć. Bez względu na to, ile byśmy do tego dziurawego worka dosypywali, i tak potrafi on bez widocznych śladów wchłonąć kolejne pieniądze.
W całej tej historii warto za to zwrócić uwagę na inną kwestię. Otóż w sprawie składki zdrowotnej jesteśmy jako obywatele oszukiwani niemal od początku reform systemów ubezpieczeniowych. Dziś mało kto już pamięta, że początkowo składka ta wynosiła zaledwie 7,75 proc. Gdy ją wprowadzano, ówczesny rząd (spuśćmy zasłonę milczenia na to który) obiecywał, że na jej wprowadzeniu żaden obywatel nie straci. Nie straci dlatego, że to, co przekaże na zdrowie, będzie mógł sobie odliczyć od podatku. W ten sposób suma obciążeń, które nas dotyczą, miała pozostać na niezmienionym poziomie. Zmienić miał się jedynie sposób dystrybucji tego, co i tak musieliśmy już oddawać. Zmienić miał się też system finansowania publicznej opieki zdrowotnej. Wygląda na to, że z punktu widzenia obywatela zmieniło się niewiele.
Bardzo szybko okazało się, że wspomniane 7,75 proc. to zdecydowanie za mało i składka zaczęła rosnąć. Cierpiący na chroniczną sklerozę rządzący, niepomni na składane wcześniej w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej zapewnienia, składkę podnieśli. Powoli, bo w tempie o 0,25 punktu procentowego rocznie. Wolno, ale i tak urosła ona do 9 proc. Na dokładkę od podatku dalej odliczamy tylko 7,75 proc., czyli pozostałe 1,25 płacimy już z własnej kieszeni. Płacimy wbrew temu, co nam obiecywano.
1: Asen z IP: 77.255.130.* (2010-05-17 10:37)
Pierwotnie składka na ubezpieczenie zdrowotne wynosiła 7,5 proc.
I nie wszyscy zapomnieli o ukrytym podatku w składce zdrowotnej:
02.06.2007 Czarna wdowa systemu podatkowego, składka zdrowotna! - http://asen.salon24.pl/42121,czarna-wdowa-systemu-podatkowego-skladka-zdrowotna
2: Panie Redaktorze,... z IP: 109.129.190.* (2010-05-17 10:54)
Panie Redaktorze, dziekuje za wspanialy artykul.
Tak sie ciesze, ze sa jeszcze w Polsce osoby patrzace na zdrowotny system ubezpieczeniowy z punktu widzenia zdrowego rozsadku.
Pana poglady daja mi nadzieje, ze godnosc czlowieka: lekarza - pielegniarki - pacjenta przybierze ludzka twarz w naszym kraju, poprzez wprowadzenie wlasciwych reform organizacji sluzby zdrowia, systemu ubezpieczeniowego i systemu rozliczeniowego
za uslugi medyczne.
Lacze pozdrowienia - Polka za Granica.
3: tik z IP: 83.9.166.* (2010-05-17 11:57)
Pieniądze zjada system lekarzy rodzinnych i dentystów. Mają pensje ponad 200tys. rocznie.
4: Czytelnik z IP: 85.14.126.* (2010-05-17 12:13)
1.Pierwotnie składka na ubezpieczenie zdrowotne miała wynosić 11% - i wszyscy eksperci od prawa do lewa byli co do tego zgodni. Ostało się 7,5% - i wszyscy się dziwią, że to za mało.
2. Przed tzw. reformą budżet służby zdrowia pochodził z budżetu państwa, czyli m.in. z podatku dochodowego. Wydzielenie budżetu NFZ nie dodało środków - pokazano tylko, że określona część budżetu będzie przeznaczona na ochronę zdrowia. Nie zauważono tylko, że danie iluzji systemu ubezpieczeniowego budzi postawę roszczeniową - płacę składkę, więc mi się należy. Do czasu, gdy ochrona zdrowia finansowana była z podatków obowiązywała ogólna zasada przymusowości i nieekwiwalentności, taka sama, jak dla innych podatków. Wydzielenie budżetu NFZ i nazwanie systemu "ubezpieczeniowym" zrodziło mylne przeświadczenie o nieograniczoności prawa do świadczeń ochrony zdrowia.
3. Rozdzieranie szat przez kolejnych ekspertów nad "nieszczelnością systemu" jest trochę naciągane. Z jednej strony skarżymy się, że nie dostajemy "za darmo" najnowocześniejszych usług medycznych w nieograniczonej liczbie i bez kolejek, a z drugiej chcemy aby to wszystko było za darmo - czyli bez wzrostu nakładów. Możemy oczywiście porównywać budżety NFZ z różnych lat - nie zauważając, że w tzw. międzyczasie część świadczeń finansowanych z budżetu państwa przeszła do NFZ. Możemy narzekać, że wydaje się coraz więcej pieniędzy na ochronę zdrowia nie zauważając wzrostu nakładów na np. onkologię, kardiologię czy transplantologię - dziedziny podlegające wyjątkowo szybkiemu rozwojowi - i coraz bardziej kosztowne.
Proponuję więc przy następnej okazji zastanowić się nad prawdziwymi przyczynami problemów systemu - nie należy po prostu za bardzo upraszczać i wyciągać pochopnych wniosków.
5: Stary 2 z IP: 82.177.26.* (2010-05-17 19:51)
Całkowicie się zgadzamz tik poz 3 u lekarzy rodzinnych nie można uzyskać skierowania na badania do specjalisty tylko trrzeba iść prywatnie bo sami się nie znają a skierowania nie dostaniesz powinni mieć płacone za każdego przyjętego pacjenta a nie za zapisanego tak samo będzie gdy zostaną wprowadzone kasy fiskalne dla lekarzy bo podatek będzie przeżucony na pacjenta bo ceny prywatnych wizyt wzrosną i za wprowadzenie kas
zapłacą pacjenci
6: anonim z IP: 77.254.5.* (2010-05-22 22:35)
jasne lekarz zarabia 2500 a ja zaledwie 1000 pracując soboty niedziele żeby przezyć z koniec z końcem a oni hcą podnieść składkę NFZ !!! do specjalisty trzeba czekać 8miesięcy żeby się dostać no do tej pory by można by było kopnąć w kalędasz hamstwo !!
7: kurka z IP: 83.11.177.* (2010-06-14 21:12)
Propaganda aż się niedobrze robi. Mamy procentowo i kwotowo najniższe składki w Europie, a wszystkim się marzy wysoki poziom świadczeń. Brednia na bredni.
Czy w zaświadczeniu dla ZUS o przychodzie pracownika trzeba wykazać nagrody

Do 31 maja rodzice otrzymujący świadczenie pielęgnacyjne mogą składać wniosek o przyznanie 100 zł dodatku do tego wsparcia.