W prawie aż roi się od przepisów, które funkcjonują wyłącznie na papierze. W ustawie zdrowotnej, która reguluje sposób funkcjonowania ochrony zdrowia w Polsce, jest ich co najmniej kilka.
Pierwszy – gdy pracodawca, który nie płaci na czas składki zdrowotnej, powinien pokrywać koszty leczenia z własnych środków. Narodowy Fundusz Zdrowia może te rachunki egzekwować, ale tego nie robi. Kolejny – można obciążać pijanych pacjentów kosztem udzielanych im świadczeń. W praktyce jednak szpitale z tego nie korzystają. Powstaje więc pytanie, po co w ustawach mnożyć martwe przepisy, których nikt nie stosuje. Ważniejsze jest jednak to, czy ich egzekucja nie przyniosłaby więcej korzyści wszystkim pacjentom. Przecież rachunek wystawiony pracodawcy za zabieg jego pracownika, za którego nie odprowadził składek do NFZ, podziałałby na niego i inne nieuczciwe firmy jak zimny prysznic. W efekcie przynajmniej część z nich zaczęłaby płacić.

Narodowy Fundusz Zdrowia teoretycznie umożliwia przesłanie wniosków o europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego drogą elektroniczną. Tyle że odpadają te, na których brakuje... własnoręcznego podpisu.
Na jaką partię oddałbyś/oddałabyś głos, gdyby wybory odbywały się dzisiaj?