Wszelkie próby ograniczenia listy uprawnionych do wcześniejszego kończenia pracy były kwitowane tym, że to rząd będzie odpowiedzialny za utratę zdrowia przez osoby wykonujące trudne prace. Wydawać się więc mogło, że wejście w życie ustawy o emeryturach pomostowych spowoduję lawinę wniosków. Tak się jednak nie stało. Obecnie pracownicy twierdzą, że nie przejdą na takie emerytury, bo muszą z czegoś żyć. Powstaje jednak pytanie: dlaczego osoby wykonujące prace w tzw. szkodliwych warunkach teraz tak łatwo stwierdzają, że ich chęć odejścia z rynku pracy zależy tylko od wysokości świadczenia. Czy coś się nagle stało z niszczącym zdrowie środowiskiem?