To zresztą interes wiązany: szkoła dostaje pieniądze, a słuchacz, który potem do niej nie uczęszcza, dostaje zaświadczenie o kontynuowaniu nauki i może pobierać na przykład rentę rodzinną lub uzyskać odroczenie służby wojskowej. Niektóre prywatne szkoły nie pobierają już nawet czesnego, żeby nie odstraszać potencjalnych słuchaczy. Resort edukacji musi jak najszybciej zmienić przepisy i uzależnić wysokość publicznej dotacji od jakości kształcenia. Bo dziś na biznesie właścicieli szkół i nieuczciwości uczniów tracą wszyscy podatnicy.