Żeby uniknąć kompromitacji, Państwowa Inspekcja Pracy uznała, że stacje paliw to nie placówki handlowe, tylko... usługowe. I właściciele stacji siedzą teraz na bombie zegarowej. Bo wystarczy, że PIP zmieni swoją opinię albo jakiś sąd orzeknie, że zakaz pracy w handlu obejmuje też pracowników stacji, i pracodawcy zapłacą grzywny do 30 tys. zł. Ale rząd wydaje się zadowolony z tej prowizorki i bez ogródek przyznaje: zmiany przepisów nie będzie. Może sądzi, że lepiej nie zmieniać tych skomplikowanych przepisów, aby czegoś nie popsuć. Tyle że przez zaniechanie działań nikt jeszcze absurdu nie zlikwidował.