statystyki

Tylko nie mów do mnie nianiu. Guwernantka - zawód wysokiego zaufania?

autor: Paulina Nowosielska02.12.2016, 07:14; Aktualizacja: 02.12.2016, 09:02
niania z dzieckiem

"Przede wszystkim nie można stać się „ciocią”. W pierwszej pracy popełniłam ten błąd i przez to miałam problem z wytyczaniem granic, zachowaniem dystansu. Dlatego w kolejnych rodzinach byłam już „panią Magdą”. Czyli osobą z zewnątrz, a nie przyszywanym członkiem rodziny"źródło: ShutterStock

Kilka lat temu były w Polsce nowością. Teraz przyszła pora na weryfikację rynku. Wymagania stawiają nie tylko rodzice, którzy powierzają im dzieci. Również same guwernantki coraz wyżej cenią swoje umiejętności. I nie, pieniądze nie są tu najważniejsze

Reklama


Jak mama wróci, to powiem jej, że jesteś zła i się popłaczę – krzyczała dziewczynka. – Zwalniam cię, zwalniam cię, zwalniam cię!

Diana, choć skończyła dopiero sześć lat, doskonale wiedziała, co to jest pieniądz i do czego służy. Wiedziała też, że jej mama zatrudnia w ich wielkim domu kilka osób, a guwernantka jest po prostu jedną z nich. „A więc szantaż” – myślała Magda, ze spokojem obserwując swoją podopieczną. I od początku mówiła o wszystkim swojej pracodawczyni. Również o siłowaniu się na charaktery z jej słodką jak aniołek córeczką. – Zagrałam va banque. Ryzykowałam, ale bardzo zależało mi na tej pracy. Byłam świeżo po ślubie, chcieliśmy wziąć kredyt, kupić mieszkanie, a pensja guwernantki dawała szansę na spełnienie tych marzeń.

Wracała więc zmęczona do domu i opowiadała mężowi: „albo ona, albo ja”. Nie pozwoli, by Diana przejęła rządy. Ta próba sił trwała trzy tygodnie. Zderzenie, regularna walka na argumenty, a na koniec ten koronny: „nie, bo nie”. – Na szczęście jej rodzice byli moimi sojusznikami. Bez ich wsparcia poległabym po kilku dniach – opowiada Magda. A potem stał się cud. Zniknęły uprzedzenia, a mała Diana zaczęła tęsknić za swoją guwernantką, nie mogąc doczekać się kolejnego dnia, który spędzą razem.

Magda od początku chciała pracować z dziećmi. Skończyła pedagogikę i familiologię (naukę o rodzinie). Wcześniej, gdy tylko mogła, wyjeżdżała na kolonie i obozy jako opiekunka. O pracy z Dianą długo nie zapomni. Dlaczego? Bo teoria i dyplomy to jedno, a praktyka... Cóż, każdy mały człowiek jest inny, do każdego trzeba znaleźć klucz. I na tym właśnie polega rola guwernantki. Dotrzeć do dziecka, otworzyć je na świat, wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ale nie za wszelką cenę.

Diana była bardzo zdolnym dzieckiem. Magda została jej guwernantką, gdy dziewczynka poszła do pierwszej klasy. W porozumieniu z mamą stworzyła program zajęć pozalekcyjnych. Każdego dnia po szkole odrabiały lekcje, a następnie uczyły się biologii i historii. System sprawdzał się rewelacyjnie. Do czasu. Mama dziewczynki była osobą bardzo ambitną, wymagała od córki coraz więcej i więcej. Zupełnie jakby testowała, gdzie przebiegają granice jej wytrzymałości. – Tłumaczyłam, że Diana nie potrafi dzielić w pamięci, bo w szkole nie przerabiali jeszcze mnożenia. Do tego doszły konie, fortepian, od rana do późnego popołudnia. Dopadło mnie zmęczenie. Czułam presję, że skoro jestem guwernantką, skoro pracuję w tym pięknym domu, to muszę... – zawiesza głos. – W końcu powiedziałam rodzicom, że jeśli chcą więcej, szybciej, lepiej, to beze mnie. I wreszcie moje argumenty do nich dotarły. Trochę odpuścili.

Proszę przewinąć fantom

Monika Jakubiak jest właścicielką firmy, która pośredniczy w zatrudnianiu guwernantek. Zna wszystkie historie rodzin. Znalazła pracę dla 70 guwernantek i guwernerów. Jak to się zaczęło? Przez przypadek. Najpierw rozmawiała ze znajomymi, którzy opowiadali jej przerażające historie o opiekunkach, które trafiały pod ich dach. Obok osób, które kompletnie nie nadawały się do pracy z dziećmi, zdarzały się i zwykłe złodziejki. – Takie skrajności spowodowały, że wyrósł mur nieufności – mówi. Postanowiła pomóc, a przy okazji znalazła dla siebie dobrą biznesową niszę.

Przez lata stworzyła własną definicję guwernantki. To osoba, która skończyła studia pedagogiczne, psychologiczne, a praca z dziećmi jest spełnieniem jej marzeń. – Od razu skreślam ludzi, którzy szukają po prostu dodatkowego zajęcia po godzinach. Pani, która odchowała gromadkę własnych wnucząt, może być genialną opiekunką, ale jako laik nie poprowadzi różnorodnych zajęć dostosowanych do wieku rozwojowego dziecka – przekonuje.

Guwernantka to zawód wysokiego zaufania. Stąd ostra selekcja. – Na pierwsze spotkanie zapraszam 10 osób, do kolejnego etapu przechodzą dwie – mówi Monika Jakubiak. Z każdą kandydatką spotyka się osobiście. Sprawdza, czy spełnia wymagania stawiane przez rodzinę, czy ma w sobie ciepło niezbędne do pracy z dziećmi. W kolejnym etapie pomagają już zatrudnieni specjaliści z dziedziny HR, psychologii, pedagogiki. Kandydaci przechodzą test psychologiczny, który weryfikuje cechy osobowości. Jakie? Ugodowość, stabilność emocjonalną, reakcje nerwowe. – Oceną referencji zajmuję się osobiście, nie zlecam tego nikomu. Bo gra toczy się o zbyt wysoką stawkę – podkreśla. Bawi się więc w detektywa. Zdarzyło się, że dotarła do dawnych podopiecznych kandydatki, a nawet do jej sąsiadów. Czy to nie przesada? – Absolutnie – ocenia krótko. – Ja za guwernantkę daję głowę i muszę zminimalizować ryzyko pomyłki. Bo w branży autorytet buduje się latami, a traci w sekundy.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane