JAROSŁAW PINKAS, wiceminister zdrowia, twierdzi, że LEP nie będzie egzaminem, który główny nacisk kładzie na zagadnienia z zakresu onkologii W Ministerstwie Zdrowia powstał specjalny zespół, który w połowie tego roku ma przedstawić założenia do reformy systemu kształcenia podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów. Zdaniem Jarosława Pinkasa, wiceministra zdrowia, odpowiedzialnego za jego prace, system wymaga zmian, bo nie spełnia oczekiwań młodych lekarzy, ani nie gwarantuje, że w przyszłości w szpitalach będzie pracować wystarczająca liczba specjalistów. – Na początek proponujemy, aby Lekarski Egzamin Państwowy (LEP) mógł być zdawany jeszcze w trakcie odbywania rocznego stażu przez lekarzy i lekarzy dentystów – mówi wiceminister.
LEP dwa razy w roku
Obecnie obowiązkowy dla wszystkich lekarzy LEP jest organizowany dwa razy w roku (w sesji jesiennej i wiosennej). Od 2004 roku przystąpiło do niego prawie 10 tys. lekarzy. Nie jest on w żaden sposób powiązany z terminami zakończenia stażu lekarskiego, np. w szpitalu. Bardzo często dochodzi więc do sytuacji, że osoba, która ukończyła staż, nie może rozpocząć pracy w zawodzie, bo wciąż nie zdała Lekarskiego Egzaminu Państwowego. – Ma ona ograniczone prawo wykonywania zawodu, czyli nie może samodzielnie leczyć pacjentów ani normalnie pracować – mówi Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Pomysł resortu zdrowia podoba się Ewie Kopacz (PO), wiceprzewodniczącej sejmowej Komisji Zdrowia. – Ponieważ LEP można zdawać tylko dwa razy w roku, nierzadko dochodziło do sytuacji, że młodzi lekarze, którzy ukończyli staż po wyznaczonym terminie egzaminu w sesji jesiennej, aby go zdać, musieli czekać nawet pół roku, np. do sesji wiosennej – mówi Ewa Kopacz. Natomiast Konrad Kaaz, członek prezydium Komisji ds. Szkolnictwa Medycznego Parlamentu Studenckiego RP, uważa, że zdanie LEP powinno otwierać tylko drogę do robienia specjalizacji, a prawo do wykonywania zawodu lekarz powinien uzyskiwać po ukończeniu stażu w placówce ochrony zdrowia. Powiązanie LEP tylko z możliwością robienia specjalizacji oznaczałoby, że osoby, które zdobyłyby większą liczbę punktów z tego egzaminu, miałyby większą szansę na robienie specjalizacji w ramach tzw. etatów rezydenckich, które są finansowane z budżetu państwa. – W praktyce etaty rezydenckie nie zawsze są przyznawane tym osobom, które uzyskały bardzo dobre wyniki na egzaminie – mówi Konrad Kaaz.
Zmiana pytań
Przesunięcie terminu zdawania Lekarskiego Egzaminu Państwowego wymaga również od resortu zdrowia określenia, kiedy w trakcie stażu można by go zdawać. – Inną wiedzą dysponuje młody lekarz, który jest w połowie stażu, a inną, gdy go już kończy – potwierdza Grzegorz Lisicki, rzecznik prasowy Akademii Medycznej w Warszawie. To wymaga określenia nowego zakresu tematycznego, którego będzie dotyczył LEP. – Obecnie bowiem egzamin obejmuje zarówno pytania z zakresu wiedzy zdobytej w czasie nauki, jak i z umiejętności praktycznych zdobytych podczas stażu – mówi profesor Stanisław Orkisz z Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi, które zajmuje się organizacją LEP. Zmiana terminu zdawania egzaminu lekarskiego wymaga przygotowania przez Ministerstwo Zdrowia nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. W ustawie LEP jest bowiem określony jako egzamin kończący staż podyplomowy lekarza. To oznacza, że aby do niego przystąpić, trzeba odbyć co najmniej roczną praktykę.
Krótsza specjalizacja
Resort zdrowia proponuje również zmiany w systemie uzyskiwania specjalizacji przez lekarzy. – Skróceniu ulegnie czas robienia specjalizacji drugiego stopnia – powiedział wiceminister Jarosław Pinkas. Obecnie trwa to nawet 8-9 lat, bo warunkiem jej uzyskania jest zrobienie specjalizacji szczegółowej, a jeszcze wcześniej podstawowej. Zgodnie natomiast w wytycznymi Unii Europejskiej specjalizacja nie powinna trwać dłużej niż 4-5 lat. – Skrócenie tego okresu ma na celu wykształcenie większej liczby specjalistów, których już teraz brakuje w szpitalach – dodaje wiceminister zdrowia. Sami lekarze podkreślają, że skrócenie czasu trwania specjalizacji nie zwiększy ich liczby w przyszłości. – Zwłaszcza młodzi medycy muszą dostać wyraźny sygnał od państwa, że opłaca się zostać w kraju i tu leczyć pacjentów – mówi prezes Konstanty Radziwiłł. Uważa on, że zmniejszenie liczby etatów rezydenckich z planowanych na ten rok 2 tys. do 1,4 nie jest najlepszą metodą na zatrzymanie ich w Polsce. – Rezydentury są najbardziej atrakcyjną formą kształcenia zarówno dla lekarzy, jak i dla szpitali, bo te ostatnie nie ponoszą kosztów wynagrodzeń lekarzy rezydentów – dodaje Ewa Kopacz.