Ministerstwo Zdrowia wciąż pracuje nad ustaleniem szczegółów wieloletniego programu pomocy szpitalom. Wiele wskazuje na to, że państwo po raz kolejny oddłuży placówki medyczne. Zdaniem ekspertów jest to błąd. Potrzebne są bowiem gruntowne zmiany systemowe, a nie doraźne działania. Docelowo wieloletni program oddłużeniowy szpitali ma kosztować budżet państwa 750 mln zł, a pomocą zostanie objętych nawet kilkaset szpitali. To przeczy założeniu, że pomoc ma być skierowana tylko do strategicznych placówek ochrony zdrowia.
Państwo zapłaci
Premier i minister zdrowia podkreślają jednak, że nie jest to kolejne oddłużenie szpitali na koszt państwa. – Na ten cel wydano w przeszłości 9 mld zł i nie zamierzamy powtórzyć zabiegu polegającego na wykupieniu długów szpitali – powiedział premier Jarosław Kaczyński. Nie jest to jednak przesądzone, ponieważ jeszcze wczoraj nie były znane szczegóły programu oddłużeniowego przygotowywanego przez resort zdrowia. Jak powiedział Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, dodatkowe pieniądze w pierwszej kolejności trafią do wierzycieli, którzy posiadają nakaz egzekucji komorniczej. – Dzięki temu szpitale zyskają chwilowy spokój – dodaje Paweł Trzeciński. Nie podał jednak szczegółów przekazania pieniędzy wytypowanym szpitalom, bo wciąż nie wiadomo, w jakiej formie pomoc zostanie im udzielona oraz czy będą musiały ją spłacać. Premier powiedział, że odbędzie się to na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego. Zdaniem mecenasa Bogdana Kajkowskiego z kancelarii prawnej Incasco Eight-Lex z Dzierżoniowa, byłoby to możliwe w sytuacji, gdyby dłużnik wyraził zgodę na to, żeby jego roszczenia zostały zaspokojone przez organ zewnętrzny. – Oznacza to jednak, że podmiot ten musi spłacić kwotę główną zobowiązania wraz z odsetkami i kosztami postępowania – mówi Bogdan Kajkowski. Natomiast w art. 824 kodeksu postępowania cywilnego jest mowa o umorzeniu w części lub w całości postępowania egzekucyjnego, jeżeli wierzyciel lub dłużnik nie ma zdolności sądowej albo gdy egzekucja ze względu na jej przedmiot lub na osobę dłużnika jest niedopuszczalna. – W takiej sytuacji rząd przekazałby pieniądze szpitalom na spłatę komorników w formie dotacji lub właśnie bezzwrotnej pożyczki – dodaje Bogdan Kajkowski.
Nie zwrócą pieniędzy
Resort zdrowia zakłada, że dzięki pieniądzom z budżetu szpitale pozbędą się komorników, podpiszą ugody z wierzycielami i będą mogły przystąpić do procesów restrukturyzacyjnych. Tylko pod takimi warunkami będą mogły zostać objęte kolejną pomocą finansową na podstawie nowelizacji ustawy z dnia 15 kwietnia 2005 r. o pomocy publicznej i restrukturyzacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej (Dz.U. nr 78, poz. 684 z późn. zm.). Dzięki temu szpitale, które do tej pory z niej nie korzystały, mogłyby zaciągnąć pożyczkę z budżetu państwa. Ustawa przewiduje też możliwość jej umorzenia. Szpitale muszą tylko w 30 proc. w ciągu pięciu lat spłacić zaciągnięty kredyt. Jeżeli jednak zrzekną się wszystkich swoich roszczeń wobec skarbu państwa i Narodowego Funduszu Zdrowia, to nawet tej części nie muszą zwracać.
Dalej bez zmian
Wojciech Misiński z Akademii Ekonomicznej we Wrocławia uważa, że skoro z pomocy budżetu państwa mają skorzystać szpitale strategiczne, które i tak nie mogą być likwidowane, to nie ma żadnego powodu, żeby musiały zwrócić otrzymane środki. Jak podkreśla Krzysztof Krajewski-Siuda z Instytutu Sobieskiego, kolejna pomoc finansowa dla szpitali klinicznych nie zobliguje ich również do restrukturyzacji. – Te pieniądze pozwolą na chwilowe uspokojenie sytuacji, ale nie poprawią jej na tyle, żeby placówki były w stanie przygotować dobre programy naprawcze, co wiąże się m.in. z redukcją zatrudnienia, zmianami w prowadzonej gospodarce lekami czy zamykaniem deficytowych oddziałów – dodaje Krzysztof Krajewski-Siuda. Wśród placówek ochrony zdrowia uznanych przez resort zdrowia za strategiczne znajdują się tzw. szpitale recydywiści. – Niezależnie od pomocy państwa, placówki te od wielu lat znajdują się w pierwszej dziesiątce najbardziej zadłużonych – dodaje Krzysztof Krajewski-Siuda.
Pozorna pomoc
Stanisław Szczepaniak, zastępca dyrektora Szpitala Klinicznego nr 2 w Poznaniu, uważa, że 150 mln zł w żaden sposób nie pomoże zadłużonym szpitalom, a tym bardziej nie pozwoli na przygotowanie i uruchomienie programów naprawczych. – Jedynym celem tej pomocy jest tak naprawdę spłata komorników, a nie doprowadzenie do zmian organizacyjnych w szpitalach klinicznych – mówi Stanisław Szczepaniak. Potwierdza to Piotr Kuna, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. N. Barlickiego w Łodzi, który jeszcze pięć lat temu miał 23 mln zł długu i kłopoty z komornikami. Podkreśla, że taka doraźna pomoc państwa w żaden sposób nie poprawi dostępności do szpitali, nie skróci kolejek ani nie wpłynie na jakość leczenia. – Te pieniądze mogłyby pomóc tylko takim jednostkom, które same są w stanie pokrywać koszty swojego funkcjonowania bieżącymi przychodami, a jedynie nie mogą sobie poradzić z obsługą narosłego zadłużenia – mówi dyrektor Piotr Kuna. Jego zdaniem, każda inna pomoc, w niższej wartości, lub skierowana do jednostek, które i tak nie mają środków na bieżące funkcjonowanie, stanowi jedynie marnotrawstwo i działanie pozorowane. Resort zdrowia zapewnia, że jest to ostatnia akcja pomocy dla zadłużonych szpitali. W przyszłości mają one same dbać o swoje finanse. Ich sytuacja ma się poprawić wtedy, gdy zostanie utworzona krajowa sieć szpitali oraz zostanie określony koszyk gwarantowanych świadczeń zdrowotnych. Wtedy będzie wiadomo, za jakie świadczenia medyczne zapłaci fundusz. Koszty pozostałych byłyby opłacane z kieszeni pacjenta lub za pośrednictwem dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Nie wiadomo jednak, kiedy będzie gotowy ostateczny projekt ustawy o sieci szpitali, bo ponownie trafił on do konsultacji społecznych po tym, jak przesłano do niego ponad tysiąc uwag. W przypadku koszyka świadczeń wciąż nie ustalono, jakie będą kryteria umieszczania w nim poszczególnych procedur. Zgodnie z zapowiedziami resortu zdrowia projektem ustawy o koszyku Sejm powinien się zająć za cztery miesiące. Nasz komentarz Studnia bez dna