Pierwsze tygodnie działania nowej ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym pokazały, że jej założenia się sprawdzają – powiedział Jarosław Pinkas, wiceminister zdrowia. Sami dyrektorzy stacji pogotowia ratunkowego podkreślają, że aby tak było, to karetki pogotowia muszą przestać być przychodniami na kółkach i faktycznie docierać tylko do tych pacjentów, których życie i zdrowie jest zagrożone. – Pacjenci wciąż wzywają pogotowie do dolegliwości, z którymi powinni udać się do lekarza pierwszego kontaktu – mówi Ryszard Wiśniewski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. Powoduje to, że czas dojazdu karetek do osób, np. poszkodowanych w wypadkach drogowych, się wydłuża. – Jeżeli karetka jedzie do osoby, która powinna iść do przychodni, a w tym samym czasie jest kolejne zgłoszenie do poważnego wypadku, to istnieje duże zagrożenie, że jej czas dojazdu będzie dłuższy – mówi Ewa Raniszewska, wojewódzki konsultant ds. medycyny ratunkowej w woj. pomorskim. Zgodnie z nową ustawą, karetki w miejscowościach powyżej 10 tys. mieszkańców mają dojeżdżać do pacjentów w ciągu 15 minut, natomiast na terenach wiejskich w 20 minut.
Nieuzasadnione wezwania
W skróceniu czasu dojazdu karetek do chorych ma pomóc zmiana dotychczasowych składów osobowych karetek. Od początku tego roku w stacjach pogotowia ratunkowego pojawiają się, obok zespołów, w skład których nadal wchodzą lekarze, także takie, gdzie jest tylko dwóch ratowników. Pacjenci dowiadując się, że ma do nich przyjechać tylko ratownik, który nie może wypisywać recept, często w ogóle rezygnują z wezwania. W Kielcach jest 35 karetek. W pięciu jeżdżą tylko ratownicy. Jak mówi Marta Solnica, z-ca dyrektora Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego w Kielcach, w ciągu doby w województwie świętokrzyskim karetki wyjeżdżają około 400 razy. – 30 proc. wezwań jest nieuzasadnionych z medycznego punktu widzenia – dodaje dyrektor Marta Solnica. W województwie wielkopolskim jest na razie jeden zespół, w skład którego wchodzą tylko ratownicy. – W planie zabezpieczenia zdrowotnego przygotowywanym przez wojewodę założono, że w tym roku ma być ich dziesięć – mówi Witold Draber, dyrektor Regionalnej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu. Stacja wystąpiła jednak do wojewody, aby liczba ta została zmniejszona do czterech. – To wynik niedostosowania liczby pracowników medycznych do nowych wymogów – brakuje zarówno ratowników, jak i lekarzy – dodaje dyrektor Witold Draber. Stacja przygotowuje się do zatrudnienia ratowników medycznych. Część z nich na pewno będzie miała już tytuł licencjata. Niezbędne jednak będzie zweryfikowanie ich kwalifikacji i doświadczenia.
Szybka pomoc medyczna
– W karetkach muszą jeździć osoby z najwyższymi kwalifikacjami – zapewnia dyrektor Witold Draber. Zespół, w skład którego wchodzą ratownicy, są wysyłani do pacjentów, którzy ulegli wypadkom drogowym, urazom czy złamaniom. – Zgłoszenia o nagłym zachorowaniu są obsługiwane przez karetki z lekarzami – dodaje dyrektor Marta Solnica. Wynika to z konieczności udzielenia pacjentowi innej pomocy medycznej. W przypadku urazu ratownik umie zabezpieczyć złamanie, ale gdy chory skarży się np. na bóle w klatce piersiowej, zachodzi podejrzenie zawału i niezbędna jest wtedy pomoc lekarza. Jak podkreśla Monika Bąk, rzecznik szczecińskiej stacji pogotowia ratunkowego, ratownik ma szybko udzielić pierwszej pomocy i niezwłocznie dowieźć chorego do szpitala. – Do lekarza w szpitalu należy już przeprowadzenie bardziej skomplikowanych czynności ratujących życie pacjenta – dodaje Monika Bąk.
Różny poziom ratowników
Również w województwie warmińsko-mazurskim zostały przeprowadzone zmiany w składach osobowych karetek. Na sześć zespołów wyjazdowych, jeden tworzą ratownicy. Grzegorz Szkutnik, z-ca dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Olsztynie, podkreśla, że ratownicy reprezentują wysoki poziom umiejętności. Na Podlasiu, sześć karetek na 29 jeździ bez lekarzy. Na razie więcej takich zespołów nie będzie. Zdaniem dyrektora Ryszarda Wiśniewskiego, ratownicy reprezentują różny poziom umiejętności. Osoby, które posiadają tytuł licencjata ratownika medycznego, są dobrze przygotowane do zawodu. – Zdecydowanie gorzej oceniam kwalifikacje osób, które ukończyły lub kończą tylko dwuletnie szkoły policealne – dodaje dyrektor Ryszard Wiśniewski. Podkreśla, że absolwenci takich szkół to osoby po 40 roku życia, które np. przez 20 lat były sanitariuszami i mogą mieć obecnie problem z wykonaniem podstawowych czynności ratujących życie. Zmiana składu osobowego karetek wiąże się z zatrudnieniem nowych ratowników. To wymaga dodatkowych pieniędzy. Natomiast w niektórych województwach Narodowy Fundusz Zdrowia obniżył wycenę stawek, jakie stacje pogotowia ratunkowego dostają za pozostawanie w gotowości do udzielania pomocy. Tak się stało m.in. w regionie małopolskim.
Bez nadzoru lekarza
Wątpliwości lekarzy budzi rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie czynności medycznych, które ratownik medyczny może wykonywać samodzielnie, a jakie pod nadzorem lekarza (dzisiaj wchodzi w życie). Zdaniem Jerzego Wyszomierskiego, wiceprzewodniczącego Związku Zawodowego Anestezjologów regionu dolnośląskiego, skompletowanie składu karetki już teraz było trudne, a dobranie ratowników o odpowiednich kwalifikacjach z doświadczeniem może jeszcze tę sprawę skomplikować. Zgodnie z rozporządzeniem ratownik może samodzielnie wykonać 28 różnych czynności medycznych – od zbadania stanu zdrowia pacjenta, poprzez udrożnienie dróg oddechowych aż po dożylne podawanie leków. Zdaniem Jerzego Wyszomierskiego, to że ratownik ćwiczył wykonanie intubacji na manekinie, nie oznacza, że będzie umiał ją wykonać w przypadku nieprzytomnego pacjenta. Zgodnie z rozporządzeniem ratownik będzie mógł podawać pacjentowi leki – w tym morfinę. Nieprzewidziano jednak, że każdorazowe podanie takich leków jest ściśle regulowane – musi być zapisane w specjalnej książce wyłącznie przez lekarza. Zdaniem dyrektora Ryszarda Wiśniewskiego, ratownik będzie mógł podawać dożylnie aż 18 różnych leków, natomiast pielęgniarka może tylko cztery. Wciąż nie jest również uregulowany zakres odpowiedzialności zawodowej ratowników i dyspozytorów medycznych. Ci ostatni, zgodnie z nową ustawą o ratownictwie medycznym, pełnią bardzo ważną funkcję, bo to oni decydują o tym, czy do pacjenta należy wysłać karetkę, a jeżeli tak, to czy z lekarzem, czy bez. Mają również obowiązek udzielania porad osobie dzwoniącej, w jaki sposób pomóc poszkodowanemu do czasu przyjazdu karetki. Jerzy Wyszomierski obawia się, że mogą zdarzać się sytuacje, że dyspozytor nie chcąc popełnić błędu do każdego zgłoszenia będzie nadal wysyłał tylko karetki z lekarzami.
OPINIA Jerzy Karski konsultuj krajowy ds. medycyny ratunkowej Faktycznie obecnie brakuje przepisów, które regulowałby zakres odpowiedzialności zawodowej ratowników. Niezbędne jest uznanie ratownika za zawód medyczny. Ma to zmienić przygotowany przez resort zdrowia projekt ustawy o niektórych zawodach medycznych. Obecnie pacjent w przypadku, którego ratownik popełniłby błąd, może dochodzić swoich praw jedynie na drodze cywilnej. Ratownicy pracujący na kontraktach mają indywidualne ubezpieczenia cywilne. Ponadto każda stacja pogotowia ratunkowego musi być również ubezpieczona od odpowiedzialności cywilnej. W sytuacji, gdy dojdzie do błędu ratownika czy dyspozytora, odpowiedzialność ponosi kierownik stacji.