Od 1 stycznia 2009 r. nauczyciele, którzy rozpoczęli pracę w szkole przed 1 stycznia 1999 r., nadal będą mogli wcześniej odchodzić z rynku pracy. Jeszcze w tym tygodniu do Sejmu ma trafić poselski projekt ustawy o świadczeniach kompensacyjnych dla nauczycieli. Na takie rozwiązanie zgodziły się kluby: Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Lewica, które porozumiały się w tej sprawie ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego.

Zgodnie z projektem świadczenia kompensacyjne będą świadczeniami wygasającymi. Prawo do nich zyskają nauczyciele, którzy w latach 2009-2023 ukończą 55-64 lata. Osoby je otrzymujące nie będą mogły pracować w swoim zawodzie. Pierwotnie posłowie chcieli wprowadzić całkowity zakaz pracy, ale Związek Nauczycielstwa Polskiego zagroził skierowaniem ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Zamiast pomostów

- Ustawa musi być bardzo szybko przygotowana. Nie można bowiem od 100 do 200 tys. nauczycieli zmuszać z dnia na dzień, aby pracowali dodatkowo aż 16 lat dłużej - mówi Mieczysław Kasprzak, poseł PSL.

Projekt zakłada, że prawo do wcześniejszego zakończenia aktywności zawodowej zyskają osoby, które będą się legitymować okresem składkowym i nieskładkowym wynoszącym 30 lat, w tym 20 lat pracy w szkole przy tablicy, o ile pracę taką rozpoczęli przed 1 stycznia 1999 r. Z możliwości wcześniejszego odejścia z rynku pracy nie skorzystają jednak m.in. doradcy metodyczni oraz wychowawcy w internatach. Równocześnie nauczyciele otrzymujący świadczenia kompensacyjne nie będą mogli nadal pracować w szkołach.

- Początkowo posłowie chcieli, aby tacy nauczyciele mieli całkowity zakaz pracy. Jednak nasz związek się na to nie zgodził. Takie rozwiązanie byłoby niezgodne z konstytucją - mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Związkowcy uważają, że ograniczenie możliwości dorabiania powinno dotyczyć wyłącznie pracy na dotychczasowym stanowisku. Według Sławomira Broniarza nauczyciel, który odejdzie ze szkoły, powinien mieć możliwość pracy na przykład w sklepie lub usługach.

- Dzięki temu nauczyciele, dalej pracując już w innym zawodzie, będą opłacać składki na przyszłą emeryturę. To pozwoli im zwiększyć wysokość świadczenia - dodaje Sławomir Broniarz.

Niskie świadczenia

Projekt ustawy zakłada, że nauczyciele będą otrzymywać do czasu ukończenia powszechnego wieku emerytalnego świadczenie wynoszące 80 proc. przyszłej emerytury.

- Będzie ono wyliczone na takich samych zasadach jak emerytury z powszechnego systemu emerytalnego. O wysokości świadczenia będzie decydować zwaloryzowana kwota składek na ubezpieczenie emerytalne - mówi Mieczysław Kasprzak.

Przy ustalaniu świadczenia zostanie zastosowana taka sama zasada jak w przypadku emerytur pomostowych. Kwota zgromadzona na koncie będzie podzielona przez dalsze trwanie życia dla osób w wieku 60 lat. Jeśli pracownik jest członkiem OFE, to przy ustalaniu podstawy obliczenia emerytury będzie stosowany tzw. wskaźnik korygujący 19,52/12,22, powodując, że do wyliczania świadczenia będzie brana pod uwagę wysokość składek emerytalnych, jakby osoba nie przekazywała ich części do II filaru.

- To ważne, gdyż z możliwości wcześniejszego zakończenia aktywności zawodowej skorzystają osoby urodzone do 1969 roku - wyjaśnia Sławomir Broniarz.

Wygasające świadczenia

Zgodnie z ostatnią wersją projektu ustawy możliwość wcześniejszego odejścia ze szkoły skończy się w 2023 roku. W kolejnym roku nauczycie będą już przechodzić na emerytury po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego (60 lat kobiety, 65 lat mężczyźni).

- To dobre rozwiązanie, na które nauczyciele czekali od dawna. Szkoda, że dopiero teraz koalicja rozpoczęła z nami negocjacje w sprawie rozwiązania tego problemu - zauważa Sławomir Broniarz.

Nowe świadczenie będzie przyznawane wyłącznie na wniosek nauczyciela zgłoszony bezpośrednio lub za pośrednictwem płatnika w ZUS. Wypłata będzie gwarantowana przez państwo. Według Jeremiego Mordasewicza z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, przyznanie nauczycielom świadczeń wygasających jest najtańszym sposobem likwidacji uprawnień do wcześniejszych emerytur ponad miliona pracowników.

- Generalnie jestem przeciwny przyznawaniu kolejnym grupom zawodowym specjalnych uprawnień emerytalnych. W tym przypadku może to być cena, którą warto zapłacić, aby w przyszłym roku nie można już było uzyskiwać prawa do wcześniejszych emerytur na obecnych zasadach - mówi Jeremi Mordasewicz.

Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich, uważa z kolei, że to niebezpieczny wyłom, który może spowodować zniszczenie systemu emerytalnego. Wskazuje, że każdy ubezpieczony powinien otrzymywać świadczenia z zależności od kwoty zgromadzonej na koncie emerytalnym. Według niego Polski obecnie nie stać na tworzenie odrębnych systemów emerytalnych dla kolejnych uprzywilejowanych grup.

- Istnieje groźba, że kolejne grupy zawodowe także będą się domagać własnych systemów - dodaje Andrzej Malinowski.

Natomiast Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO, zwraca uwagę, że ustępstwa wobec nauczycieli w żaden sposób nie zaburzają reformy emerytalnej.

- To jest dobry kompromis, bezpieczny dla budżetu. Nie robimy żadnego wyłomu. Nowe świadczenia nie będą niczym atrakcyjnym i nie zrujnują finansów publicznych - dodaje.

4 mld zł ma kosztować przyznanie specjalnych świadczeń nauczycielom