Gowin poinformował w niedzielę o propozycji, która jest wynikiem ustaleń zespołu ds. bioetyki pracującego przy kancelarii premiera. "Testament życia" miałby być oświadczeniem o zaprzestaniu uporczywego leczenia, gdy nie ma szans na wyleczenie. Decyzję podejmowałby sam zainteresowany (w formie np. specjalnej poświadczonej notatki), lub upoważniony przez niego pełnomocnik.

"Jestem zaskoczona, bo i w naszej kulturze, i związku z tym, że jesteśmy katolikami coś takiego nie mieści się w normach moralnych" - powiedziała PAP posłanka PO z sejmowej komisji zdrowia Elżbieta Łukacijewska.

Jej zdaniem, propozycja Gowina to bardzo trudny i kontrowersyjny temat. "Pierwszy raz w życiu nie wiem co powiedzieć" - przyznała posłanka.

"Żyje się w coraz większym stresie, ludzie mają coraz słabsze charaktery, wpadają w depresje, życie codzienne jest bardzo stresujące"

Łukacijewska ma wątpliwości, czy projekt regulujący kwestie kontynuowania lub nie leczenia powinien powstać. Jak mówi nie chciałaby być osobą, która decyduje o tym, że ktoś zakończy swoje życie.

"Żyje się w coraz większym stresie, ludzie mają coraz słabsze charaktery, wpadają w depresje, życie codzienne jest bardzo stresujące; nie chciałabym, żeby jakiś projekt ustawy dawał ludziom nawet w bardzo trudnej sytuacji psychicznej szansę, napisana: jeśli coś mi się stanie - nie ratujcie mnie" - podkreśliła polityk.

Szefa komisji zdrowia Bolesław Piecha (PiS) uważa, że najbardziej kontrowersyjną częścią tej propozycji jest ustanowienie pełnomocnika, który miałby podejmować decyzję o czyimś życiu.

"Człowiek oczekuje od życia pewnej jakości"

"Jeśli pojawia się pełnomocnik, to to się może ocierać o eutanazję. Boję się tego pomysłu" - powiedział PAP. Jednocześnie nie wykluczył pracy nad rozwiązaniem, zastrzegł jednak, że ze strony PiS nie będzie zgody na pełnomocnika.

W opinii Piechy cały pomysł jest bardziej "spekulacją intelektualną" niż rzeczywistością.

Propozycji przeciwny jest też zasiadający w komisji zdrowia Aleksander Sopiński z PSL. Polityk, który jest również lekarzem, zwraca uwagę na problem jaki mieliby medycy, którzy mieliby wykonywać "testament życia". "Lekarze są powołani, żeby ratować życie" - podkreślił.

Inicjatywie przyklaskuje za to Joanna Senyszyn z Lewicy. "Powiedzmy sobie szczerze, oczywiście, że to jest bierna eutanazja. Bierna eutanazja to jest zaprzestanie ratowania życia, kiedy nie ma już szans na życie odpowiedniej jakości" - podkreśliła w rozmowie z PAP.

Jej zdaniem, człowiek mając prawo do życia powinien mieć również prawo do śmierci. Zaznaczyła, że teraz w świecie koncepcja świętości życia, na której opiera się zakaz eutanazji, zastępowana jest przez koncepcję jakości życia. "Człowiek oczekuje od życia pewnej jakości. Dla jednego życie w pewnym stanie nie ma już wartości, a dla innego człowieka życie w takim samym stanie ma wartość, dlatego nie można nikogo uszczęśliwiać na siłę" - oświadczyła posłanka Lewicy.