W Polsce jest obecnie około 55 ośrodków zajmujących się diagnostyką i leczeniem niepłodności. Działają one w swoistej prawnej próżni, ponieważ nie ma przepisów dotyczących tej dziedziny medycyny. Funkcjonują one przede wszystkim na podstawie ustaw o zakładach opieki zdrowotnej i o zawodzie lekarza oraz kodeksu etyki lekarskiej. Nie ma też regulacji dotyczących skutków cywilnoprawnych stosowania określonych metod w trakcie takiego leczenia. Na przykład nie wiadomo, co zrobić z zarodkiem pary, która się rozwiodła. Czy można wszczepić zarodek kobiecie po śmierci jej partnera? Wiadomo tylko, że kliniki kierują się zasadą: co nie jest zabronione, jest dozwolone.

W krajach Europy Zachodniej taka działalność podlega ścisłemu nadzorowi. Jak pisze prof. Mirosław Nesterowicz w Prawie Medycznym, we Francji zezwolenie na prowadzenie takiej kliniki jest przyznawane na okres maksymalnie pięciu lat po przejściu skomplikowanej procedury akredytacyjnej.

Metoda in vitro powoduje konieczność produkowania zarodków poza organizmem kobiety, a następnie wszczepiania ich do macicy. Aby zwiększyć szansę uzyskania prawidłowej ciąży z prawidłowo rozwijającym się płodem, doprowadza się do powstania kilku zarodków, a wszczepia do macicy te, które mają szanse na najlepszy rozwój. Pozostałe zaś się zamraża. Mogą być wykorzystane później u tej samej pary lub innej (adopcja zarodków). Kościół katolicki uważa, że zarodek to istota ludzka i dlatego sprzeciwia się w ogóle metodzie zapłodnienia pozaustrojowego jako ingerującego w prawa naturalne. Sprzeciwia się też mrożeniu tzw. ponadprogramowych zarodków. Z uwagi na silną pozycję Kościoła w Polsce politycy nie chcieli w ogóle zajmować się regulacją tej sfery życia. Problem w tym, że działalność taka jest prowadzona w Polsce, a skoro tak - to Unia Europejska domaga się jej ścisłego nadzoru.

Prawo unijne ustanawia normy jakości i bezpieczeństwa dotyczące tkanek i komórek ludzkich przeznaczonych do stosowania u ludzi w celu zagwarantowania wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludzkiego. Dlatego Polska musi m.in.:

• wprowadzić określone wymagania techniczne dla każdego etapu w procesie wykorzystywania tkanek i komórek ludzkich, w tym norm i specyfikacji dotyczących systemu jakości w bankach tkanek,

• stworzyć system zgłaszania zdarzeń niepożądanych, umożliwić prześledzenie drogi gamet od dawcy do biorcy z poszanowaniem zasady anonimowości dawcy i biorcy (chyba że anonimowość dawcy jest w prawodawstwie danego kraju anulowana),

• przeprowadzać inspekcje w bankach tkanek nie rzadziej niż raz na dwa lata.

Zespół posła Jarosława Gowina (PO) przedstawił premierowi dwa warianty: restrykcyjny i pragmatyczny.

Zwolennicy pierwszego uważają, że zygota jest już człowiekiem i w związku z tym podlega takiej samej ochronie prawnej jak osoba urodzona. Wychodząc z takiego założenia, zapłodnienie pozaustrojowe musiałoby więc przebiegać w ten sposób, aby w trakcie procedury nie powstawały nadprogramowe zarodki. Nie można bowiem ich zamrozić w celu późniejszego wykorzystania ani tym bardziej zniszczyć. Niemożliwa byłaby także adopcja zarodków, nawet tych, które już od lat istnieją (obecnie jest ich w Polsce około 18 tys.). Nie można byłoby prowadzić diagnostyki przedimplantacyjnej zarodków oraz użyczać komórek jajowych i plemników osobom niepłodnym.

- W tym modelu fundujemy sobie wiele niekorzystnych zjawisk. Wiemy to, bo Włochy już mają ten problem - mówi prof. Waldemar Kuczyński.

Według niego zmniejszy się jakość leczenia, będzie więcej powikłań, wyższe koszty opieki neonatologicznej, zabierze się kobietom po 35. roku życia szansę na własne dzieci. Ponadto rozwinie się turystyka medyczna, specjaliści wyjadą za granicę, wzrośnie liczba aborcji (wskutek większego prawdopodobieństwa uszkodzeń płodu). Aby zminimalizować te straty, Włosi dali swoim pacjentkom refundację sześciu cykli zapłodnienia pozaustrojowego (w Polsce jeden cykl kosztuje co najmniej 10 tys. zł).

W przedstawionym wariancie pragmatycznym dopuszcza się mrożenie zarodków, ich adopcję i użyczanie komórek rozrodczych. Na świecie najczęściej stosowany jest wariant pragmatyczny jako dający największe szanse na zdrowe potomstwo i mniejsze koszty. Przeciwnicy tego wariantu uważają, że dyskusja o pragmatycznych aspektach zapłodnienia pozaustrojowego jest nieetyczna.

- Jeśli na jednej szali mamy postawić ludzkie życie powstałe metodą in vitro, a na drugiej problem finansowy, to ja zdecydowanie opowiadam się za ochroną życia - powiedział niedawno były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll.

Wkrótce premier ma podjąć decyzję w kwestii zapłodnienia in vitro.