W środę przeciwko reformie emerytalnej protestują związkowcy z trzech największych central związkowych; pikietują Sejm i kancelarię premiera. Na czwartek zaplanowany jest protest związkowców z kolei, którzy na dwie godziny zatrzymają pociągi w dwóch węzłach kolejowych - północnym i południowym.

Jak informował wcześniej przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Kolei Państwowych Stanisław Stolorz, decyzję o tym, gdzie konkretnie odbędzie się protest, związkowcy podejmą w ostatniej chwili. Zapowiedział, że jeśli kolejarze zostaną pozbawieni uprawnień emerytalnych, na kolei będą przeprowadzane kolejne protesty. Związkowcy z góry przeprosili pasażerów za utrudnienia, tłumacząc, że "akcja jest wymuszona sytuacją".

Od protestu odcinają się Zarząd PKP S.A. oraz Grupa PKP, twierdząc, że jest on niezgodny z prawem. W oświadczeniu przesłanym w środę PAP zarząd PKP podkreśla, że pracodawcy nie są stroną w sporze dotyczącym uprawnień emerytalnych, a zapowiadana akcja protestacyjno-strajkowa "nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia przewidzianego w Ustawie o Rozwiązywaniu Sporów Zbiorowych i w związku z tym będzie niezgodna z prawem".

"Strajk uderzy w klientów Grupy PKP - przewoźników, pasażerów i kontrahentów towarowych oraz pracodawców strajkujących. Straty powstałe w wyniku kilkugodzinnej akcji strajkowej na którymkolwiek z węzłów kolejowych będą skutkować stratami finansowymi przewoźników i zarządców infrastruktury" - napisano w oświadczeniu.

Zarząd PKP przypomina, że w przypadku powstania zakłóceń w ruchu kolejowym, organizatorzy akcji protestacyjnych muszą liczyć się z odpowiedzialnością cywilną i karną za powstałe straty

"Grupa PKP przygotowuje działania mające zminimalizować negatywne skutki działań strajkowych, które dotkną jej klientów. Przedstawiciele spółek Grupy PKP prowadzą także dialog ze związkami zawodowymi, mający nie dopuścić do jakichkolwiek wydarzeń, które dotkną naszych klientów - pasażerów i kontrahentów towarowych" - zapewnia zarząd PKP.