statystyki

500+ podzieli społeczeństwo? "Powstał pod kampanię wyborczą. Stąd poczucie niesprawiedliwości"

autor: Joanna Pasztelańska21.02.2016, 09:00
rodzina pieniądze

Bogatsi i biedniejsi. Sformalizowani i pojedynczy. Jedynacy kontra bracia i siostry. A między tymi podziałami ryba w postaci 500 zł. I protesty psychologów i ekonomistów.źródło: ShutterStock

Rodziny wielodzietne jeszcze nie do końca w to wierzą. Samotne matki już czują się pokrzywdzone. Studenci kalkulują możliwości spłaty kredytu, a emeryci boją się, że będą musieli wybierać między czynszem a jedzeniem. Program 500+ jeszcze nie wszedł w życie, a już skutecznie podzielił.

reklama


reklama


Bogatsi i biedniejsi. Sformalizowani i pojedynczy. Jedynacy kontra bracia i siostry. A między tymi podziałami ryba w postaci 500 zł. I protesty psychologów i ekonomistów.

– Motywowanie człowieka do czegokolwiek polega na dawaniu mu do ręki wędki, a nie ryby. Z punktu widzenia psychologii człowiek, który dostaje do ręki gotowe rozwiązanie problemu, mimo początkowej radości i satysfakcji, szybko traci jakiekolwiek chęci. A przecież nie chodzi o to, aby otrzymać pieniądze, leżeć zadowolonym na kanapie i myśleć „teraz już nic nie muszę z siebie dawać”. Program ten, mimo pewnie dobrych chęci ze strony rządu, może okazać się trafiony jedynie na początku. Potem będziemy mieli więcej ludzi, którzy tylko będą czekali na kolejne ryby – ostrzega Małgorzata Osowiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

Mimo to wspomniana ryba ma ostatecznie przekonać nas, że państwo dba o rodziny. Obecne, przyszłe oraz takie, które dopiero mają się narodzić. Dba tak bardzo, że od dłuższego czasu apeluje i przemawia do naszych sumień, abyśmy nie bali się tej rodziny powiększać. Nie jedno dziecko, nie dwoje, ale najlepiej troje lub czworo. 500 zł miesięcznie ma nas ostatecznie do tej prokreacji przekonać. Tylko czy jeśli ktoś ma jedno dziecko, bo nie stać go na więcej, czeka wyłącznie na aktywację programu? Czy 500 zł rzeczywiście trafi do tych najbardziej potrzebujących? Czy można decydować, które dzieci na 500 zł zasługują, a którzy rodzice muszą postarać się o rodzeństwo dla nich? Im bliżej wejścia w życie programu 500 plus, tym więcej pytań. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej jest jednak pełne wiary. Z obliczeń resortu wynika, że z programu skorzysta w sumie 2,7 mln rodzin, a „pięćsetką” zostanie objętych 3,7 mln dzieci. Za sprawą dodatkowego zastrzyku gotówki w postaci 6 tys. zł rocznie w ciągu 10 lat ma przyjść na świat 278 tys. dzieci. I mamy się w ogóle nie martwić, że prezent tylko w tym roku będzie kosztował budżet około 17 mld zł, a w kolejnych nawet 23 mld zł. Będzie bowiem dobrze. A nawet tak dobrze, że PKB wzrośnie o dodatkowe 0,5 pkt proc. rocznie.

Zdaniem Ingi Kowalewskiej, psycholog biznesu z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, pomysł comiesięcznej wypłaty 500 zł jest jednak niczym innym jak budowaniem kolejnego kryzysu.

– O ile w tej chwili wszyscy traktują te 500 zł jako miły, nieco zaskakujący dodatek, to ewentualne odebranie go w przyszłości, jeśli zaistnieje taka konieczność, spotka się z ogromnym sprzeciwem społecznym – uważa psycholog. – Utrata pieniędzy jest dla nas zawsze o wiele trudniejszym, bardziej bolesnym doświadczeniem, wiąże się z silniejszymi emocjami niż radość z pieniędzy otrzymanych. Wszelkie zmiany w przyszłości w tym programie mogą spowodować duże niezadowolenie społeczne, bo szybko się do tych pieniędzy przyzwyczaimy. Już niedługo będziemy uważać, że one nam się po prostu należą.

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Katarzyna i Olek są tym modelowym małżeństwem, które w tabelkach resortu pracy opisane jest jako 2+2. Ona pracuje za płacę minimalną na pół etatu w bibliotece. On jest informatykiem. Dorabiają, jak mogą, po godzinach, bo inaczej im nie starcza. Mają dwójkę dzieci – Michała, 10 lat, i Łucję, 12 lat. W sumie ich oficjalny dochód przekracza 800 zł na osobę, ale jako że mają dwoje dzieci, i tak kwalifikują się do programu. Problem polega jednak na tym, że nie do końca wierzą, czy te pieniądze dostaną. – Jak znam życie, urzędnicy znajdą cokolwiek, co sprawi, że pieniądze nam się nie będą należeć. Chociażby to, że dostaliśmy mieszkanie po mojej babci. Albo to, że córka nie chodzi na lekcje religii, tylko na etykę – mówi Olek. – Te 500 zł starczyłoby akurat na korepetycje dla Łucji z francuskiego i leki na astmę dla syna. Ale nie dzielimy skóry na niedźwiedziu. Bo znając przewrotną sprawiedliwość, pieniądze dostaną ci, którym się one nie należą, albo w trakcie wypłat rząd postanowi przykręcić kurek, bo pojawią się pilniejsze wydatki.

Resort pracy jednak uspokaja i zapewnia, że 500 złotych będzie od kwietnia przysługiwało na pierwsze, drugie i każde kolejne dziecko, o ile nie skończyło 18. roku życia, nie zaszło w ciążę i nie siedzi w poprawczaku. Dochód ma być brany pod uwagę wyłącznie przy posiadaniu jednego dziecka. Tylko wtedy nie może przekroczyć 800 zł na głowę. W przypadku drugiego i kolejnego potomka będą przysługiwać niezależnie od dochodów rodziny. „Pięćsetkę” otrzyma więc zarówno rodzic zarabiający 7 tys. zł, jak i ten mający miesięczny dochód w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. I chociaż rząd apeluje do najbogatszych, żeby z podarku zrezygnowali, już pojawiają się głosy, że jeśli dają, to trzeba brać. Bo bogatym też się należy. Tym bardziej że podarek od resortu pracy ma być nieopodatkowany. Argumentem mają być m.in. wyższe podatki, jakie płacą zamożni Polacy, i tym samym zasługują na docenienie przez państwo, jeżeli decydują się na liczną rodzinę. Na palcach u jednej ręki można policzyć majętnych Polaków, którzy zastanawiają się, czy pobierać „pięćsetkę”, czy też miłosiernie odpuścić. – Jeśli nawet nie weźmiemy tych 500 zł, to na pewno weźmie je ktoś inny, wcale nie najbardziej potrzebujący. Im wyższe dochody, tym wyższe podatki, dlatego nie do końca jest tak, że bogatsi, biorąc „pięćsetkę”, wstydu nie mają – argumentuje Konrad, warszawski biznesmen, ojciec dwójki dzieci.

Inga Kowalewska z Uniwersytetu SWPS również uważa, że bogatszym rodzicom mimo wszystko pieniądze się należą. – Jeśli zaczniemy myśleć inaczej, to niedługo pojawią się żądania, by ludzie bogatsi płacili za przyjazd policji czy straży pożarnej, bo przecież byłoby ich stać na usługę gaszenia pożaru. Problem poczucia niesprawiedliwości w dostępie do programu wynika z nieprzemyślanej konstrukcji programu 500 plus, który pierwotnie powstał na potrzeby kampanii wyborczej i tę swoją funkcję, jak widać, spełnił doskonale. Wszelkie próby zawstydzania ludzi mają teraz na celu jedynie doraźne cięcie kosztów tego programu – dodaje Kowalewska.

Wszyscy jesteśmy rodzicami

Z badań prof. Dominiki Maison z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, eksperta w dziedzinie psychologii ekonomicznej oraz badań społecznych i marketingowych, wynika, że 61 proc. Polaków uważa, iż idealna rodzina to rodzina z dwójką, a 30 proc. – z trójką dzieci. Za rodziną tylko z jednym dzieckiem opowiada się zaledwie 5 proc. Polaków.

– Dlaczego więc tak mało się rodzi dzieci w Polsce i najbardziej powszechny jest model rodziny, którego Polacy wcale nie chcą: małżeństwo z jednym dzieckiem? – zastanawia się prof. Maison. – Jeżeli przyjrzymy się dokładniej problemowi, to okazuje się, że jest on dużo bardziej skomplikowany niż czynniki ekonomiczne. Dla współczesnych rodziców ogromnym obciążeniem są coraz bardziej rosnące społeczne oczekiwania wobec tego, kim jest „dobry rodzic”. Dlatego nie można mówić, że rodziny z jednym dzieckiem lub bezdzietne są egoistami. To raczej odpowiedzialny egoizm. Z jakiegoś powodu w Stanach Zjednoczonych jest bardzo duży przyrost demograficzny, tak samo jak w Anglii, gdzie Polacy mają dzieci równie dużo co na przykład obywatele krajów arabskich czy Indii.

30-letnia Maria, finansistka, od kilku lat jest w szczęśliwym związku. Ale na dziecko się nie decyduje. – Mój partner ma kilkuletnią córkę, która spędza z nami dwa tygodnie w miesiącu. I to nam wystarczy, jeśli chodzi o skład rodziny. Zastanawialiśmy się wielokrotnie nad własnym dzieckiem, ale odstrasza nas kulawy system dostępu do służby zdrowia, żłobków i przedszkoli. Nie chodzi o pieniądze, ale o jakość życia i zapewnienie szczęśliwego dzieciństwa. Program 500 plus nie jest wybawieniem od wszystkiego. Może dla narodzonych już dzieci i ich rodziców będzie czymś pozytywnym, ale nas do tego, żebyśmy zostali rodzicami, nie przekona. To za mało, żeby odpowiedzialnie wychować dziecko. Poza tym w polityce też wszystko się zmienia. Niewykluczone, że za kilka lat, jak zmieni się władza, program zostanie zawieszony. Bo dopiero wtedy okaże się, jak dużą dziurę w budżecie Polski robi – mówi Maria.

Także prof. Maison uważa, że według niektórych program 500 plus ma być jedynym antidotum na niż demograficzny w Polsce. – Nie wiadomo, z jakiego powodu panuje przekonanie, że wystarczy dać rodzinie po 500 zł, żeby zaczęła się rozmnażać. Sprawa nie jest taka prosta. Nie bez powodu tak mało jest rodzin wielodzietnych w Polsce. Bo to nie decyzja o pierwszym, ale o kolejnym dziecku jest najtrudniejsza. To już nie są czasy, że wystarczy urodzić dziecko, dać mu jeść, ubrać w ciuchy po kuzynie i jakoś to będzie. Jakoś się to dziecko wychowa. Otoczenie wywiera presję na rodziców, żeby zapewnili dzieciom to, co najlepsze, a nie minimum niezbędne do przeżycia – podkreśla prof. Maison.

Z „pięćsetki” wyjątkowo cieszą się jednak świeżo upieczeni rodzice, na dorobku oraz ci niesformalizowani. Ola jest studentką III roku i mamą półrocznego Leona. Jest też posiadaczką kredytu studenckiego, który zaciągnęła na poczet studiów. – Niestety nie jest tak jak w Stanach, gdzie wielu studentów nie przejmuje się zwrotem pożyczki. Jeśli nie spłacę kredytu, czekają mnie mało przyjemne konsekwencje, które będę ponosić do końca życia. Dlatego robię wszystko, żeby kredyt spłacić. Studiuję zaocznie, w tygodniu pracuję w centrum handlowym, moim synkiem opiekuje się siostra, która z kolei studiuje wieczorowo. Dzięki temu odchodzi mi koszt opiekunki. Tata Leona pomaga mi w wychowaniu i utrzymaniu, ale kredytem muszę martwić się sama. Dla mnie te 500 zł to naprawdę byłoby coś. O ile oczywiście zostanę zakwalifikowana dochodowo – mówi Ola.

500+: Poradnik dla dzieci i opiekunów >>>

29-letnia Marta i 34-letni Bartek mają po dziecku z poprzednich związków. Ale nie mają jeszcze wspólnego. Mimo to dostaną 500 zł na drugie dziecko, bo są małżeństwem. Gdyby żyli w konkubinacie, pieniędzy by nie było. – Dzieci kosztują, dlatego między innymi nie mamy jeszcze wspólnego. Troje dzieci w obecnych czasach to ogromna odpowiedzialność, nie tylko finansowa. 500 czy 1000 zł nie sprawi, że znikną wszystkie problemy. Oczywiście pieniądze się przydadzą, ale wolałabym, żeby rząd pomógł w innych kwestiach związanych z wychowaniem dzieci – mówi Marta.

Właśnie dlatego, według prof. Maison, wdrożenie takiego programu jak 500 plus powinny poprzedzić bardzo wnikliwe i przekrojowe badania przyczyn niskiego wskaźnika dzietności w Polsce. – Z moich badań i obserwacji wynika, że to nie pieniądze są dla rodzin najważniejsze, ale dostępność do przedszkoli, żłobków, zapewnienie przez państwo wsparcia przy wychowaniu. Dlaczego tych 500 zł nie można byłoby przypisać właśnie do placówek oświatowych, dzięki czemu wiadomo byłoby, na co są wydatkowane? Z tego, co wiem, nawet pobyt w państwowej placówce, o ile dziecko w ogóle się do niej dostanie, też swoje kosztuje – dodaje prof. Maison.

– Nasze dzieci chodzą do przedszkoli tylko dzięki łutowi szczęścia i temu, że w połowie roku zwolniły się dwa miejsca. Szansa na miejsce w publicznej placówce jest minimalna, a przecież coś z dzieckiem trzeba zrobić jak rodzic jest w pracy. Dlatego osobiście wolałabym, żeby program zagwarantował moim dzieciom miejsce w przedszkolu, żłobku – przyznaje Marta.

Nie wszystkie dzieci nasze są

Zasady przyznawania „pięćsetki” są na tyle zawiłe, że fora pękają w szwach od pytań matek i ojców, którzy nie wiedzą, czy w ich przypadku można liczyć na podarek od państwa, czy też nie. Roi się od pytań, jak wyliczyć dochód, gdzie sprawdzić, czy spełnia się kryteria itd., itp. Model 2+1 nie ma tym razem szczęścia, nie wspominając już o 1+1, czyli o samotnych rodzicach. I tutaj pojawia się pierwszy dysonans. Jeśli 500 zł nie dostanie pani Kasia, samotna matka jednego dziecka, której dochód na jedną osobę wynosi 801 zł, to czy jest sprawiedliwe, że dostanie je pani Olga, mężatka, która zarabia 10 tys. zł, ale posiada dwoje dzieci? Zgodnie z programem „pięćsetka” samotnym matkom się nie należy, nawet jeśli zarabiają zaledwie o złotówkę więcej, niż program dopuszcza. Gdyby miały drugie dziecko, problemu by nie było. Oliwy do ognia dolewają sami politycy, radząc samotnym matkom, żeby znalazły sobie stałego partnera albo ponownie zaszły w ciążę.

Zdaniem Ingi Kowalewskiej, co do zasady, wszystkie dzieci powinny otrzymać to świadczenie. I te pierwsze, i te wychowujące się w rodzinach o innym modelu niż powszechnie uznawany za standardowy. W przeciwnym razie nie należy go nazwać świadczeniem wychowawczym. – Dlaczego mamy nie wspierać wszystkich rodzin w wychowaniu wszystkich dzieci? Mamy lepsze i gorsze dzieci? Są takie, których wychowania nie warto wspierać? To już ociera się o stygmatyzowanie i dzieci, i całych rodzin – dodaje psycholog. – W rodzinie ma być mama, tata i przynajmniej dwoje dzieci. Model rodziny z jednym dzieckiem albo z jednym rodzicem wyraźnie nie pasuje do tej foremki. Jeśli jednak rodzina dostosuje się do standardu, to dostanie nagrodę 500 zł, bo te dzieci warto wychowywać. To przecież nie powinno tak wyglądać! Jeśli jest to faktycznie świadczenie wychowawcze, to nie powinno być uzależnione ani od zarobków, ani od modelu rodziny, w której wychowuje się dziecko. – Sugerowanie samotnej kobiecie, że byłoby lepiej, gdyby na szybko zrobiła sobie drugie dziecko, jest, delikatnie rzecz ujmując, skandaliczne. Zostałam z dzieckiem sama i tym bardziej powinnam mieć szansę na „pięćsetkę” – denerwuje się Dagmara, mama ośmioletniej Oli. – Ale zamiast mnie pieniądze zostaną przyznane rodzinom patologicznym.

Małgorzata Osowiecka przestrzega, że znajdą się ludzie, dla których 500 zł będzie sporą pokusą, ale nie do końca w takim słowa znaczeniu, jak to sobie wyobrażają twórcy programu. – Faktem jest, że najrzadziej na potomstwo decydują się współcześnie ludzie dobrze wykształceni, zarabiający pieniądze w wielu firmach, niemający czasu na dzieci. I takich ludzi 500 zł nie zmotywuje. Jakbyśmy nie musieli pracować na wielu etatach, by się utrzymać, i mielibyśmy więcej czasu dla siebie, czas na dziecko i energia do jego wychowania również by się znalazły. I nie potrzeba tutaj 500 zł. Znam przypadki rodzin, w których różne możliwości zarabiania na dzieciach motywowały do prokreacji. W rodzinach patologicznych, w których system wartości i poczucie godności członków rodziny są zachwiane, nieco inne rzeczy są stawiane na pierwszym miejscu (tj. życie podporządkowane nałogowi, walka ze światem, który „nas nie akceptuje”, kłótnie rodzinne). Przez to dziecko może być tylko narzędziem, jak każde inne, do pozyskania funduszy na np. trwanie w nałogu – mówi Osowiecka. – Mówimy tutaj oczywiście o rodzinach trudnych, są też rodziny faktycznie dotknięte chorobą, nieszczęściem, które straciły swój dobytek, które nie mają żadnej możliwości stanięcia na nogi. I to dla takich osób powinno być te 500 zł.

Zarabianiu na dzieciach przeszkodzić mają kontrole przez wydziały gminy, które sprawdzą (sic!), na co pieniądze zostały wydane. Analogicznie jak w przypadku świadczeń rodzinnych w razie sygnałów o wydawaniu środków niezgodnie z przeznaczeniem u rodziny będzie mógł zostać przeprowadzony wywiad środowiskowy. Jeśli urzędnicy pomocy społecznej uznają, że jest taka konieczność, będzie można zamienić gotówkę na pomoc rzeczową (jedzenie, ubrania, lekarstwa itp.) lub w formie opłacania usług (np. opłaty za przedszkole czy kolonie). Ale patrząc na działania miejskich ośrodków pomocy społecznej, trudno niestety w to uwierzyć. Często gęsto MOPS-y nie są w stanie zapanować nad zwykłymi zasiłkami, nie wspominając o weryfikacji warunków, w jakich dorastają dzieci w najbiedniejszych rodzinach. W jaki więc sposób miałyby sprawdzać, czy 500 zł idzie na potrzeby dziecka, czy na alkohol i inne doraźne „przyjemności”, nie wiadomo. Wiadomo za to, że jeśli rodzice stracą prawo do opieki nad dzieckiem, tym samym stracą prawo do „pięćsetki”.

Także Inga Kowalewska przyznaje, że u ludzi nieodpowiedzialnych, traktujących dziecko przedmiotowo, 500 zł będzie dodatkowym negatywnym bodźcem.– Zawsze przecież znajdą się tacy, dla których każdy sposób na dodatkowe pieniądze jest dobry. Dla 20 zł potrafimy zabić. Nie sądzę jednak, by stało się to powszechnym zjawiskiem – mówi Kowalewska. – To zabrzmi brutalnie, ale żeby dziecko otrzymało 500 zł co miesiąc, trzeba je przy tym życiu utrzymać. A 500 zł to nie jest kwota, która pozwala na utrzymanie kolejnego dziecka. Żeby to zrozumieć, trzeba potrafić przewidywać długofalowe konsekwencje swoich decyzji. Nie jest to silną stroną rodzin patologicznych z alkoholem czy przemocą w tle. W takich przypadkach, niestety, wizja otrzymania 500 zł może być silniejszą pokusą niż konsekwencje i koszty wynikające z posiadania dziecka.

Dali leki, zabiorą emeryturę

Miliardowe wydatki mają uciszyć statystyki dzietności. I tak wskaźnik dzietności za sprawą programu 500 plus zwiększy się z 1,3 maksymalnie do 1,5. Czy to uchroni nas przed apokalipsą demograficzną w najbliższych latach? Ekonomiści nie pozostawiają na programie suchej nitki. Świadczenia z programu 500 plus mają być wypłacane od kwietnia. Pieniądze zostaną przekazane bezpośrednio na konto wskazane przez rodzica lub w gotówce. Tak duże wydatki dla państwa budzą strach innych grup społecznych. Ich niepokój jest zrozumiały. Bo logicznie rozumując, żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać. – I tak już ledwo mi starcza do pierwszego, jeśli obetną mi emeryturę z powodu programu prodziecięcego, wyląduję na ulicy. Sam czynsz to 600 zł w starym budynku. A gdzie koszt leków, prądu etc. – martwi się 75-letni pan Kazimierz.

Obawy zmartwionych emerytów potwierdzają równie zmartwieni ekonomiści, którzy cały czas powtarzają, że Polski na takie wydatki jak comiesięczna wypłata 500 zł po prostu nie stać. Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, podkreśla, że deficyt w finansach publicznych już teraz oscyluje w okolicach 3 proc. PKB, co wziąwszy pod uwagę relatywnie dobrą koniunkturę, jest bardzo niebezpieczną sytuacją. – W dobrych czasach, tak jak teraz, powinniśmy nie mieć deficytu, tak by w razie pogorszenia koniunktury było miejsce na wzrost deficytu i nie trzeba było w czasie spowolnienia gwałtownie podnosić podatków/ograniczać wydatków – tłumaczy Łaszek. – Program 500 plus już jest częściowo przerzucany na podatników w postaci podatku bankowego (za co zapłacą wszyscy klienci banków) i handlu (choć tu jeszcze nie znamy szczegółów). Warto przy tym zaznaczyć, że sektorowe podatki podważają zaufanie do Polski – w połączeniu z atakami na Trybunał Konstytucyjny jest to sygnał dla inwestorów, że państwo jednostronnie w każdej chwili może zmienić zasady gry. Dlatego będą oni ostrożniejsi przy decyzjach o inwestowaniu w Polsce. Jak wyjaśnia ekonomista FOR, z czego program będzie finansowany w przyszłym roku, to jedna wielka niewiadoma. – Może VAT nie zostanie obniżony? A może wzrośnie deficyt? Wzrost deficytu to wyższy dług publiczny, wyższe odsetki od długu publicznego i w konsekwencji z czasem wyższe podatki potrzebne na sfinansowanie tego – zastanawia się Łaszek. Pełen obaw jest również dr Paweł Kubicki, ekonomista, adiunkt w Instytucie Gospodarstwa Społecznego SGH w Warszawie. – Nie powinno być tak, że środki na program pochodzą z wprowadzonego na szybko podatku bankowego czy z tzw. podatku od handlu. W obu przypadkach sytuacja może się różnie rozwinąć, a wpływy będą prawdopodobnie mniejsze od zakładanych. Każda stabilna polityka społeczna musi bazować na już istniejących dochodach. Polski nie stać jednocześnie na obniżanie wieku emerytalnego, wprowadzanie darmowych leków dla seniorów i comiesięczne wspieranie rodziców kwotą 500 zł. Dlatego program odbieram bardziej jako spełnianie obietnic wyborczych niż jako rozsądną politykę prorodzinną. Moim zdaniem mało realne jest zakładanie, że co roku będziemy z dodatkowych wpływów znajdowali ponad 20 mld zł, a banki i supermarkety nie przerzucą kosztów nowych podatków na obywateli. Równie mało realny jest skok dzietności jedynie dzięki świadczeniu 500 zł, bez ruszenia wielu innych obszarów – podkreśla Kubicki. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

  • to nieuczciwa ustawa(2016-02-21 14:04) Odpowiedz 509

    Niestety - ten program to logiczny absurd. Celem tego projektu miało być zwiększenie dzietności, zatem powinien przewidywać rozwiązania które tą dzietność podnosą. Tymczasem płacenie rodzinom, które już dzieci mają i kolejnych mieć nie zamierzają, płacenie tym co dzieci mieć nie mogą - nie doprowadzi przecież do zwiększenia dzietności. To zwykłe rozdawanie kasy. Pieniądze powinno dostawać każde dziecko, które urodzi się po wejściu w życie ustawy. Wtedy byłoby uczciwie i sprawiedliwie. To byłoby zachowanie zachęcające do dzietności A tak to czujemy się dyskryminowani.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • dyskryminacja(2016-02-21 15:13) Odpowiedz 468

    Mataczenie PIS, że górnego progu dochodowego nie wprowadzą, bo koszty sprawdzania dochodów byłyby wyższe niż wypłaty 500 zł. Każda rodzina umie policzyć swój dochód i nie będzie składała wniosku wiedząc,że nie dostanie zasiłku. Chyba, że PIS ma ludzi za debili. Omamili wyborców hasłem 500 zł na każde dziecko i dalej brną w zaparte. Wielkie oszustwo i tyle.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Mama która wychowała dzieci w komunie .(2016-02-21 12:05) Odpowiedz 372

    Najbardziej kontrowersyjna ustawa "500 "zł.Za komune na kazde dziecko dostawało się rodzinne a w demokracji jakieś marne grosze z jakimś minimum dochodowym .Uważam ze za te 500zł powinno wrócić się do rodzinnego wypłacanego np. 150 zł na każde dziecko .czy to takie trudne.

  • L(2016-02-21 10:38) Odpowiedz 362

    Jak tylko mój syn poszedł do szkoły (rocznik 1997) to co roku kupowałem nowe książki (zmiana programowa) wszystkie inne roczniki kupowały używane za 1/4 tego co ja (mam dwójkę dzieci). Bardzo bym sobie życzył żeby osoba odpowiedzialna za nieujednolicenie programu nauczania poszła do puchy. Przecież nikt głupi nie jest książki kupić musisz, więc ktoś komuś napił niezłą kasę, a my za to płacimy. Starszy syn ma 19 lat, dalej się uczy, młodszy ma 13 lat, ale ja mam przecież jedno dziecko (to młodsze) i jak zwykle nie otrzymamy złotówki. Mało tego wszystko dzięki 500+ podrożeje, łącznie z moim kredytem mieszkaniowym. Przecież my wywiązaliśmy się z oczekiwań bo przecież mamy dwójkę dzieci, to dlaczego mamy być teraz pokrzywdzeni ??? Dlaczego kolejny raz ma nas to kosztować więcej niż innych ?

    Pokaż odpowiedzi (4)
  • wachu(2016-02-21 14:26) Odpowiedz 365

    Ustawa niesie w Polsce wiele żłego nic dobrego podzieliła już społeczeństwo a to dopiero początek z ok 7 mln dzieci uprawnionych dostanie 3,6 mln pod warunkiem że rodzic nie pracuje za granicą nie jest się samotną matką czy też ma się wiecej niż jedno dziecko bo każdy jedynak nie dostanie przysłowiowego grosza życze powodzenia rządowi w nastepnych wyborach ...a trzeba wspomnieć że dzięki cudownej polityce rzadzacych ludzie na emigracji również straca dodatki na dzieci brawo Pisiorki

  • co z gorszymi dziecmi? A nic im nie potrzeba!(2016-02-21 22:09) Odpowiedz 362

    Te 500 zł starczyłoby akurat na korepetycje dla Łucji z francuskiego i leki na astmę dla syna.------------------------------------------------------------ czy tylko Łucja potrzebuje korepetycji z franc. i czy tylko w tej rodzinie są potrzebne leki? A co z dziećmi, którzy są jedynakami a ich rodzice mają niskie dochody albo i wcale, co z samotnymi matkami, czy ich dzieci nie potrzebują leków i korepetycji?

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • babcia(2016-02-21 14:28) Odpowiedz 339

    Nieuczciwy, dyskryminujący program Pis-owcy manipulowali ludźmi przed wyborami i teraz też to robią. Ludzi o niskich dochodach lub samotne matki upadlają koniecznością stałego udowadniania dochodów, za to dobrze sytuowanym, chociażby jak oni sami, dają 500 zł bez żadnych warunków. Raz mówią,że bogaci płacą większe podatki to im się należy, innym razem, że wspierają najbardziej potrzebujących, innym razem z kolei, że ten program ma zwiększyć dzietność. Jak młodzi ludzie mają decydować się chociażby na pierwsze dziecko przy braku mieszkania, pracy i niskich płacach. Odsuwają decyzję w czasie. To PIS chce, żeby było jak najszybciej więcej dzieci, czy nie? Pierwsze dziecko nie powinno być pominięte. Rafalska powinna podać się do dymisji za tak dyskryminujący program. Wiele rodzin jest zawiedzionych i PIS odczuje to przy następnych wyborach.

  • pomoc dla chorych(2016-02-21 21:18) Odpowiedz 301

    chorzy umierają bo nie mają na leki a patologi się daje na wódę

  • xxx(2016-02-21 18:05) Odpowiedz 305

    słuszna racja PIS podzielił rodziny z dziećmi. Nie powinno być, że dziecko pierwsze lub jedynak nie dostanie DOTACJI na utrzymanie do 18 roku życia. Te dzieci które nie są objęte programem wykorzystały by na zajęcia dodatkowe, chociaż na naukę języka lub innych zainteresowań. Proszę powiedzieć czy takie małe dzieci przed szkołą wykorzystają pieniążki. Już niektóre rodziny. gdzie jest dużo dzieci zacierają ręce. Prezydent wszystkich Polaków nie powinien tak postąpić , podpisując ustawę. JA NA PIS NIE BĘDE GŁOSOWAĆ .OKŁAMALI POLAKÓW.... jak RZĄD I PREZYDENT...

  • 800 zl to mniej niz minimum socjalne(2016-02-21 16:13) Odpowiedz 287

    Czy Rzad Polski nie wstydzi sie za dyskryminacje dzieci jedynakow ustalajac prog dochodowy ponizej minimum socjalnego?

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Marcel(2016-02-21 16:02) Odpowiedz 287

    Czy w Polsce bedzie obowiazywac dyskryminacja polskich jedynakow, a za granica juz nie?

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • zgroza co oni wyczyniaja(2016-02-21 21:24) Odpowiedz 261

    specjalnie to zrobili, bo skłóconym narodem dobrze się rządzi, ludzie zajęci skakaniem sobie do gardła nie zwracają uwagi jak rząd trwoni pieniądze miedzy sobą

  • nauczyciel(2016-02-21 13:13) Odpowiedz 193

    Należy rozumieć, że teraz podopieczni z ośrodków wychowawczych, poprawczaków wrócą do rejonowych gimnazjów. Juz widac ruchy rodziców. A było tak dobrze i spokojnie.500 zł to 500 zł.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • WALCZMY, NIE DAJMY SIE ZAGŁODZI(2016-02-21 21:13) Odpowiedz 174

    zgroza co ten rząd wyczynia, ludziom prac, emerytom po 20-40 latach pracy płaci 800- płaci 1300 zl, a za leżenie i rozmnażanie się rozdaje tyle pieniędzy, litości, LUDZIE PRACY, EMERYCI, POBIERAJĄCY ŚWIADCZENIA PRZEDEMERYTALNE NIE DAJMY SIĘ BO RZĄD NAS ZAGŁODZI, WYJDŹMY NA ULICE, WALCZMY NA ŚMIERĆ NA ŻYCIE, DOMAGAJMY SIĘ GODNYCH PIENIĘDZY ZA PRACĘ . W tym roku emeryci mają dostać ok. 1,54 zł podwyżki, śmiechu warte, jak ten rząd się nie wstydzi dawać takie grosze, bez wstydu, honoru. WALCZMY O GODNE ZYCIE ZA PRACĘ

  • Kiedy zwiekszenie nakladow na refundacje lekow(2016-02-21 15:38) Odpowiedz 133

    Z tej kwoty 24 mld zl /program 500+/ conaimniej polowa pieniedzy powinna byc przeznaczona na zwiekszenie nakladow na refundacje lekow, druga na pomoc rodzinie i dzieciom. W Polsce niskie naklady na refundacje lekow wolaja o pomste do Nieba. Ja nawet rozumiem, ze zwiekszenie nakladow na refundacja lekow nie lezy absolutnie w interesie swiata medycznego, ale pacjenci maja rzad, ktory powinien dbac o ich interesy.---- szanowny Rzadzie, kiedy nastapi zwiekszenie nakladow na refundacje lekow, na poczatek do 1%PKB, pozniej do 1,5%PKB?

  • statystyka(2016-02-21 16:38) Odpowiedz 133

    Składać wnioski powinni wszyscy, dopiero wtedy mamy szansę dowiedzieć się, ile dzieci nie dostało świadczenia, a o nie prosiło. Ilość wniosków odrzuconych i przyjętych powinna zostać opublikowana.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Czy...(2016-02-21 16:00) Odpowiedz 112

    Czy na jedynaka pozostajacego w Polsce przy dochodzie wyzszym od 800 zl na osobe nie bedzie sie nic nalezac, ani w Polsce, ani zza granicy? Jak ten problem zostal rozwiazany z Wlk. Brytania?

  • obserwator(2016-02-21 09:36) Odpowiedz 1041

    ciągłe krytykowanie 500+ stało już się nudne, może dziennikarze zauważą inne sprawy w Polsce

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Pomoc rodzinie i dzieciom a naklady na zdrowie(2016-02-21 14:20) Odpowiedz 73

    Relacja nakladow na pomoc rodzinie i dzieciom w stosunku do nakladow publicznych na zdrowie srednio w UE ksztaltuje sie jak 1:4. W Polsce przy lacznych nakladach na pomoc rodzinie i dzieciom w wysokosci 35-37 mld zl, naklady publiczne na zdrowie powinny wynosic 120-150 mld zl /obecnie 70 mld zl/, w tym 27 mld zl /1,5%PKB/ na refundacje lekow /obecnie okolo 0,6% PKB czyli okolo 10 mld lub mniej/.----Na polityke spoleczna nalezy zawsze patrzec calosciowo i na relacje miedzy poszczegolnymi jej skladowymi.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • geszewtu nie budziet-?więc ustawa zła ?(2016-02-21 10:27) Odpowiedz 734

    tak myślą ludzie którzy dotychczas bogacili się na wyzysku najbiedniejszej szarej jednostki państwa.Dziś powiem krótko---odstawiono od koryta tych co przysłużyli się narodowi polskiemu , aby PO 45 latach składkowych grzebali PO śmietnikach.Przez 8 lat,nikt z szanownego towarzystwa elit i naukowców nie wyPOwiadał się bynajmniej na tematy okradania narodu,wprowadzania wyzysku oraz dzielenia sPOłeczeństwa w sPOsób chamski to mało POwiedziane,POprostu dyktatorski---przykładem było podwyższenie wieku emerytalnego,druga sprawa POzbawienie ludzi z wypracowanymi warunkami do wcześniejszych emerytur---praw do nich.Ale już w imię sprawiedliwości społecznej ułożył się premier z wicepremierem i doszedł do wniosku aby mężczyzn rolników w przedziale wieku 1949-1953r.dopuścić dając im 5-letni okres przejściowy,no i nasze kobiety które wywalczyły sobie prawa równości płci potraktowano wysoko argumentując,że kobiety wychowują dzieci i stoją przy garach przez całe swoje życie---co w dzisejszych czasach jest kłamstwem.Uwierzył w to organ TK i uznał Ze tak musi być w dobie panowania Tuska.Ludziom zagubionym i biednym trzeba pomagać i tak działać zaczął PIS i chwała im za to....reszta POmiotu do zgniotu i na śmietnik tak jak ludzi z 45 letnim stażem uczynili......

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane