Nie neguję potrzeby uregulowania pod względem płacowym sytuacji zleceniobiorców, nie neguję potrzeby niezapowiedzianych kontroli we wszystkich firmach, niepokoi mnie jednak sposób, w jaki dąży się do tego celu. A raczej to, że państwo zdaje się postrzegać przedsiębiorców wyłącznie jako cwaniaków i oszustów, którzy wszelkimi dostępnymi sposobami starają się obniżyć swoje koszty. Zapewne są i tacy, ale nie wszyscy. Dlaczego mają oni płacić za grzechy innych? Dlaczego wrzuca się ich do jednego worka? Nie rozumiem też, jak można narzucać firmom i ich partnerom – czytaj: samozatrudnionym – nowych zasad współpracy.

Jeszcze bardziej niepokoi mnie to, że Państwowa Inspekcja Pracy nagle wprowadza nowe zasady kontrolowania firm usługowych, choć ma świadomość, że zarówno przepis, jak i orzecznictwo są niejednoznaczne. Jeśli państwowy organ wykorzystuje swoją silniejszą pozycję w relacjach z przedsiębiorcami, to nie jest to najlepsza wróżba na przyszłość. Droga na skróty nigdy nikomu nie wyszła na dobre. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zapędy rządu i podległych mu organów ostudzą partnerzy społeczni, o ile ich głos zostanie wysłuchany.