Na początku obrad posłowie PiS zgłosili wniosek o odrzucenie w całości rządowego projektu. Nie uzyskał on jednak poparcia większości. Prace nad projektem będą więc kontynuowane.

Posiedzenie komisji było niezwykle burzliwe. Już na początku, poza wnioskiem PiS o odrzucenie projektu, posłanka Lewicy Izabela Jaruga-Nowacka zgłosiła kolejny - o ponowne przekazanie projektu do stałej podkomisji. Ale i ten wniosek przepadł.

Czwartkowe posiedzenie istotnie różniło się od dotychczasowych dyskusji na temat "pomostówek" w sejmowych komisjach. Wzięli w nim nie tylko udział przedstawiciele rządu, pracodawców, eksperci NBP, ale licznie przybyli związkowcy z OPZZ, "Solidarności", Forum Związków Zawodowych, Związku Nauczycielstwa Polskiego. W wystąpieniach bronili swoich wcześniejszych propozycji, dyskutowanych przez ponad trzy miesiące w Komisji Trójstronnej. Powróciły zatem kwestie definicji pracy w szczególnych warunkach i o szczególnym charakterze, prawa do "pomostówek" dla nauczycieli, muzyków, niskiej wysokości tych świadczeń, a przede wszystkim sprawa ich niewygasania, stanowiąca podstawowy warunek związkowców.

"Zawsze staliśmy na stanowisku, że prawo do emerytury pomostowej nie może być ograniczone datami urodzenia czy rozpoczęcia pracy. Najważniejsze są dla nas kryteria medyczne i bezpieczeństwa publicznego, i przy nich pozostaniemy" - podkreślał Zbigniew Kruszyński z NSZZ "Solidarność". Jego zdaniem, wygasanie "pomostówek" spowoduje, że pracodawcy nie będą mieli żadnej motywacji do poprawiania warunków pracy, bo "problem rozwiąże się sam".

Poparła go Wiesława Taranowska z OPZZ podkreślając, że zaproponowana przez rząd ustawa o emeryturach pomostowych jest "najgorszą z zaproponowanych w ostatnim czasie". Dowodziła, że projekt ten "krzywdzi ludzi, którzy chcą jedynie otrzymać to, co im się słusznie należy, na co nierzadko pracowali przez 40 lat".

"Żeby odebrać pieniądze, które wpłacili na FUS, musieliby żyć co najmniej 92 lata. "Teraz mają je stracić, bo po drodze były przez kolejne rządzące ekipy kradzione" - podkreślała przedstawicielka OPZZ.

W podobnym tonie wypowiadał się Waldemar Rutkowski z Forum Związków Zawodowych, który powiedział, że "prawo do wcześniejszego odejścia na emeryturę powinno mieć nie 270 tys. osób, jak chce rząd, ale ok. 800-900 tys. tych, którzy ciężko sobie na nie zapracowali".

Alicja Bątkiewicz, ekspert medycyny pracy, występująca podczas czwartkowych obrad Komisji jako ekspert "Solidarności", ubolewała nad zaprzepaszczeniem kilku miesięcy prac w Komisji Trójstronnej. Wskazywała, że "nawet definicja pracy w szczególnych warunkach, ustalona przez strony, nie została uwzględniona w projekcie skierowanym do Sejmu". Jej zdaniem rząd nie wziął pod uwagę kryteriów medycznych, które jako jedyne mogłyby decydować o stopniowym wygaszaniu emerytur pomostowych.

Do krytycznych głosów związkowców przyłączyli się posłowie PiS i Lewicy. Zdaniem posła PiS Tadeusza Cymańskiego "nie groziłby nam w przyszłym roku żaden kataklizm, gdyby nadal obowiązywały obecne przepisy o wcześniejszych emeryturach, a prace nad "pomostowymi" zostały przedłużone i były prowadzone z udziałem przedstawicieli związków zawodowych".

Kwestia braku reprezentacji związkowców w dotychczasowych pracach w podkomisji nadzwyczajnej przewijała się wielokrotnie. Wskazały na to posłanki Lewicy, Anna Bańkowska i PiS - Maria Zuba. Posłanka Lewicy Zdzisława Janowska stwierdziła, że "ustawa jest tworzona bez porozumienia społecznego, co nieuchronnie prowadzi do konfrontacji".

Innego zdania był przewodniczący Komisji Finansów, poseł PO Zbigniew Chlebowski. "Skoro nie udało się dojść do porozumienia w Komisji Trójstronnej, to teraz decyzję w sprawie emerytur pomostowych musi podjąć parlament, niezależnie od tego, czy wszyscy je akceptują, czy nie" - powiedział Chlebowski.

Takie stwierdzenie wywołało oburzenie zarówno posłów opozycji, jak i przedstawicieli związków zawodowych. Poseł Lewicy Ryszard Zbrzyzny stwierdził, że "to co się robi z pomostówkami, jest obliczone tylko na konfrontację z prezydentem i stanowi element kampanii prezydenckiej PO mającej pokazać, że obecny rząd chciał przeprowadzić słuszne reformy, a przeszkodził mu w tym nic nie rozumiejący prezydent".

Posłowie Lewicy zaprzeczali też argumentom rządu, że utrzymanie wcześniejszych emerytur będzie klęską dla budżetu. Na potwierdzenie swoich racji przypominali, że na wcześniejsze emerytury wydano dotąd 18 mld zł, a tymczasem rząd obniża od przyszłego roku podatek dochodowy od osób fizycznych, co będzie rocznie kosztowało 8 mld zł.

Ostatecznie jednak, wobec nieprzyjęcia wniosku o odrzuceniu projektu ustawy, prace parlamentarne nad "pomostówkami" będą trwały nadal. W czwartek posłowie przyjęli jedynie poprawki dające ministrom upoważnienia do wydawania aktów wykonawczych.

Rządowy projekt ustawy o emeryturach pomostowych zakłada, że będą one przysługiwać osobom, które przed 1 stycznia 1999 r. co najmniej 15 lat pracowały w warunkach szczególnych lub wykonują prace o szczególnym charakterze. Na emeryturę pomostową będzie można przejść na pięć lat (w kilku przypadkach na 10 lat) przed osiągnięciem wieku emerytalnego (czyli w wieku 55 lat - kobiety i 60 lat - mężczyźni).

Warunkiem ma być również odpowiedni staż ubezpieczeniowy (20 lat dla kobiet i 25 dla mężczyzn). Uprawnieni otrzymywaliby świadczenie w wysokości 100 proc. emerytury obliczonej dla osoby w wieku 60 lat, która byłaby waloryzowana według tych samych zasad co emerytury i renty z FUS.

Według szacunków, jeżeli wejdzie w życie projekt w wersji, nad którą obecnie pracują posłowie, "pomostówki" obejmą ok. 250 tys. osób. Na liście uprawnionych znalazło się 31 prac w szczególnych warunkach oraz 24 rodzaje prac w szczególnym charakterze. Prawa do odejścia na wcześniejszą emeryturę zostaną natomiast pozbawieni m.in. artyści, dziennikarze, część kolejarzy i nauczycieli.

Jak podkreśla rząd, jeżeli ustawa nie zostanie uchwalona przed końcem 2008 r., to od 1 stycznia 2009 r. nikt nie będzie mógł odejść na wcześniejszą emeryturę. Obecne przepisy ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z FUS, dające prawo do wcześniejszej emerytury, wygasają bowiem z końcem 2008 r.