Pani priorytetem jest program świadczenia wychowawczego, czyli 500 zł na dziecko. Jakie ma dać konkretne efekty?

To znacząca pomoc finansowa ze strony państwa dla rodzin, które wychowują dzieci. Powodem przygotowania tego programu jest przeciwdziałanie negatywnym zjawiskom demograficznym. Mamy zbyt niską dzietność. Polska jest w ogonie nie tylko Europy, ale i świata, zajmujemy 216 miejsce w świecie jeśli chodzi o ten wskaźnik. Nawet w tym roku liczba urodzeń jest mniejsza od oczekiwanej. Procesy demograficzne nie zmieniają się szybko natomiast liczymy, że w ciągu 10 lat dzięki świadczeniu wychowawczemu urodzi się 270 tys. więcej dzieci.

O ile drgnąłby wskaźnik dzietności?

Szacujemy, że w perspektywie 10 lat po wprowadzeniu Programu Rodzina 500 plus współczynnik dzietności osiągnie poziom 1.6

A jaki jest długodystansowy cel tej ustawy – wskaźnik na poziomie 2?

Aby powróciła zastępowalność pokoleń współczynnik dzietności musi być na poziomie 2,1. Docelowo powinniśmy do tego dążyć. Program Rodzina 500 plus nie może być jednak jedynym projektem wspierającym dzietność. Na to musi się składać kompleksowa polityka rodzinna, a nasz program to jeden z jej elementów. To musi być pomoc wielokierunkowa i długoletnia.

Jakie elementy polityki prorodzinnej planuje Pani wprowadzić w tej kadencji?

Musimy opracować program polityki prorodzinnej. I to musi być program nie resortu, ale całego rządu, bo w jego skład powinny wchodzić rozwiązania dotyczące opieki nad dzieckiem do lat trzech, opieki nad dzieckiem w wieku przedszkolnym i dostępność do przedszkoli. Bardzo ważnym elementem jest polityka mieszkaniowa, a za nią nie odpowiada Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jeśli młoda rodzina ma się zdecydować na większą liczbę dzieci to musi być oferta ze strony państwa, by młodzi ludzie brali kredyt mieszkaniowy czy wynajmowali mieszkania na preferencyjnych warunkach. Nad takim rozwiązaniami musimy pracować. Zaproponuję pani premier powołania międzyresortowego zespołu, który przygotuje taki program prorodzinny. Zespół musi spiąć zarówno pomysły działań, możliwości ich sfinansowania i harmonogram wprowadzania ich w życie.

Kiedy taki zespół miałby powstać?

Postaramy się to zrobić na początku 2016 roku. Chciałabym, żeby z jego powołaniem zmieścić się w terminie 100 dni od powstania rządu. To potwierdziłoby, że polityka prorodzinna zajmuje ważne miejsce.

Po poprzednikach odziedziczyła pani w miarę spójnym system wsparcia rodzin do pierwszego roku życia dziecka czy wsparcia od momentu pójścia do przedszkola, natomiast piętą achillesową jest wparcie dla rodzin których dzieci są między 1 a 3 rokiem życia. Czy tu planuje Pani jakieś specjalne działania?

Raport NIK dosyć surowo potraktował politykę rodzinną naszych poprzedników. Wynikało z niego , że był to efekt kumulowania doraźnych działań a nie realizacji długofalowej koncepcji. Zwracam uwagę, że nasz projekt poszerza wsparcie nie do trzeciego a do osiemnastego roku życia. Perspektywa pomocy rodzinie wydłuża się w znaczący sposób. Jeśli z tego tytułu do rodzin ma trafić 16 mld zł to proszę powiedzieć, kiedy wcześniej taka skala pomocy była do rodzin adresowana.

Ustawa o świadczeniu wychowawczym jest w konsultacjach. Ma pani pewność, że wpłaty zaczną się od 1 kwietnia?

Jesteśmy w trakcie uzgodnień międzyresortowych, czekamy na uwagi, w tym ministra finansów. Później czekają nas uwagi Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, bo to samorząd będzie wykonywał tę ustawę i bardzo dużo zależy od jego sprawności organizacyjnej. Czekamy też na uwagi parterów społecznych. Jesteśmy otwarci na dyskusję, będziemy analizować propozycje. Po konsultacjach w lutym projekt trafi do parlamentu. Jeśli w ciągu miesiąca parlament zdąży z pracami nad ustawą, to wejdzie ona w życie od pierwszego kwietnia. Daliśmy jej miesięczne vacatio legis, by samorządy mogły się przygotować do wypłat. Choć i tak nie powinno to być wielkim kłopotem, gdyż dziś obsługują wypłatę świadczeń rodzinnych.

A jeśli wejście w życie ustawy opóźni się na maj lub czerwiec to czy świadczenia będą wypłacane wstecznie od kwietnia?

Wypłaty mogą być realizowane po wejściu ustawy w życie.

W projekcie zgłoszonym w kampanii była?

Dziś mogę mówić o projekcie, który został zgłoszony przez mój resort i ma stać się oficjalną propozycją rządową. Robimy wszystko, by ustawa weszła w życie od kwietnia. Nawet w projekcie budżetu zarezerwowaliśmy środki na ten cel od tego miesiąca, choć wprowadziliśmy mechanizm pozwalający wypłacać świadczenia wstecz od momentu wejścia w życie ustawy. Jeśli ustawa wejdzie w życie od kwietnia, to w 2016 roku wniosek będziemy mogli złożyć do końca czerwca a wypłata nastąpi z wyrównaniem od kwietnia. Takie rozwiązanie może zapobiec ewentualnym kolejkom.

Ta ustawa nakłada się na świadczenia rodzinne, cześć osób przekroczy próg dochodowy. Czy będzie ktoś kto po wejściu może stracić?

Zakładamy, że na wejściu w życie ustawy nikt nie straci. Jeśli okazałoby się, że faktyczne jest taki przypadek, a dziś nie mam żadnych podstaw aby tak twierdzić, że tak się stanie, to natychmiast zareagujemy. Nasze kryterium dochodowe jest dużo wyższe od kryterium uprawniającego do świadczeń rodzinnych, a do tego od 1 stycznia wchodzi zasada złotówka za złotówkę to minimalizuje ryzyko takich przypadków.

Pisaliśmy o przypadkach samotnych matek z dzieckiem, gdzie już zarabianie przez rodzica pensji minimalnej eliminuje z otrzymania świadczenia na pierwsze dziecko. Czy tu wchodzi w grę jakieś inne kryterium?

Byłabym ostrożna we wprowadzaniu preferencji dla samotnych matek. Z doświadczenia wiem, że takie kryterium może spowodować spadek legalizacji małżeństw i wzrost zjawiska samotnego rodzicielstwa. A to nie służy dzieciom.

Chciałem się upewnić, świadczenie nie będzie wliczane do PIT, czyli nie będzie wpływało na korzystanie z ulg czy przekroczenie progu?

Tak, tu nie ma zmian, wszystko zostaje po staremu.

Dlaczego zdecydowaliście się państwo na tak masowe a więc i kosztowne rozwiązanie. Czy nie lepsza byłaby selektywna pomoc np. dla rodziców dzieci w wieku 12-36 miesięcy, gdzie ta opieka jest najsłabsza.

Odpowiem pytaniem na pytanie. Czym się charakteryzuje polityka rodzinna: działaniem selektywnym czy powszechnym? Chcieliśmy zaproponować właśnie coś, co jest charakterystyczne dla europejskich systemów prorodzinnych czyli uniwersalizm. Pomoc adresowana do osób w najtrudniejszej sytuacji materialnej nie jest polityką rodzinną. Ona musi różnić się od tego co było do tej pory. Nawet nasze najdłuższe urlopy macierzyńskie w Europie mogą się okazać niewystarczającą zachętą do zmiany sytuacji demograficznej a jest ona dramatyczna. Nakłady na politykę rodzinną w Europie są różne, ale tam gdzie przekraczają 3 proc. PKB rodzi się więcej dzieci, więc opowieści, że można to zmienić bez pieniędzy można włożyć między bajki.

Nie mówię, że bez, tylko mamy przykład Niemiec gdzie bezpośrednie transfery do rodzin są bardzo duże, ale efektów nie ma.

Ale we Francji wpłynęły one pozytywnie na sytuację rodzin. Jeśli pan mówi: „wprowadziliście system prosty i powszechny”, to ja to odbieram jako komplement. Oczywiście jak wprowadzimy ten model wsparcia rodzin to nie będzie on niezmienny, korekty są możliwe. Na pierwszym planie jest rodzina. Wyszliśmy z tym pomysłem w kampanii wyborczej i fakt, że wygraliśmy, świadczy o akceptacji takiej hierarchii celów.

W sprawie obniżenia wieku emerytalnego prezydent Andrzej Duda powtórzył swój kampanijny projekt. Rząd popiera ten pomysł, czy chciałby wprowadzić jakieś zmiany?

W konsultacjach na pewno pojawi się kwestia stażu podnoszona przez związki zawodowe. Zresztą Kancelaria Prezydenta też jest otwarta na dyskusję. My podkreślamy tylko, że nie może być jak w projekcie Prezydenta Komorowskiego i PSL, że staż może być jedynym kryterium przyznania emerytury.

A jest możliwa zgoda resortu na rozwiązanie ze stażem dające możliwość przejścia na emeryturę przed osiągnięciem wieku emerytalnego?

Jeśli pojawi się taka propozycja, to odniesiemy się do niej. Nie chciałabym, by coś żyło życiem tylko medialnym. My jesteśmy otwarci na dyskusję. Pamiętajmy jednak, że w takim przypadku pojawi się też kwestia stażu pracy kobiet, które są w gorszej sytuacji. Zostały one już poszkodowane w ustawie wydłużającej wiek, bo dla nich rośnie aż o siedem lat.
Ale tempo w jakim rośnie jest dosyć powolne. Od 2013 roku wydłużył się o 9 miesięcy, docelowy byłby osiągnięty za ponad 20 lat.

Proszę powiedzieć to osobie, która straciła pracę i musi doczekać do 61 roku życia i której nie ma jak zaktywizować. Tak istotną zmianę wprowadzono bez debaty publicznej, bez referendum.

Teraz też nikt nie pyta się w referendum czy zmianę odwrócić.

Naszym referendum były wybory. Startowaliśmy do nich z hasłem przywróceniem poprzedniego wieku emerytalnego i otrzymaliśmy poparcie.

Ale wiek emerytalny i tak trzeba będzie docelowo podnieść, więc może zamiast odwracać zmiany lepiej je skorygować np. obniżyć docelowy wiek emerytalny, ale zostawić ścieżkę zrównania wieku kobiet i mężczyzn. Tym bardziej, że w takim duchu wypowiadał się też TK.

Mówmy o projekcie, który mam Sejmie, pewnie pojawi się element stażu i te dwie wypadkowe staż i wiek się spotkają. Nie podejrzewam, by takie rozwiązanie zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Jak zwracała uwagę prof. Grabowska w orzeczeniu z 2010 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że zróżnicowanie wieku kobiet i mężczyzn jest dopuszczalne.

Mamy jeszcze dwie kwestie z jednej strony kosztu dla finansów publicznych z drugiej niższe świadczenia.

Skutki dla finansów w pierwszym roku to około 2,7 mld, bo wpłyną środki z suwaka bezpieczeństwa. A jeśli chodzi o wysokość świadczenia to zależy to od sytuacji osoby ubezpieczonej. Część jest w starym systemie i mówienie dokładnie, o ile się emerytura zmieni jest dla mnie przekłamaniem. Wolę, by mówić o indywidualnych przypadkach osób, które chcą przejść na emeryturę. Natomiast nie ma przymusu. Jeśli mamy fajną pracę, dobrze zarabiamy i nie chcemy siedzieć w domu, to możemy pracować dalej. Ale proszę to powiedzieć pielęgniarce czy kasjerce, że ma pracować do 67. roku życia. Niech to będzie jej decyzja.

Tylko czy nie lepiej pieniądze, jakie wydamy na odwrócenie reformy przekierować na wsparcie i aktywizację seniorów czy służbę zdrowia dla osób w wieku okołoemerytanym?

Jeśli mówimy o wydłużeniu wieku emerytalnego i argumentuje się to tym, że czas życia Polaków także się wydłuża i porównuje się nas do innych krajów, to warto wspomnieć, że życie w zdrowiu nadal jest u nas sporo niższe. Zasiłki chorobowe, chodzenie na zwolnienia także kosztują, a ten aspekt pomijają przeciwnicy zmian.
W przyszłym roku mamy kolejne okienko OFE. Ma pani plany dotyczące zmian w systemie emerytalnym.

Na razie mamy dwa wydarzenia. Najpierw ustawa cofająca wydłużenie wieku emerytalnego, potem do lipca okienko transferowe w OFE. Gdy się skończy zobaczymy jakie są przepływy osób w OFE czy będzie ich przybywać, czy odwrotnie i będzie to system wygasający. Wtedy będziemy się zastanawiać czy coś zmieniać dalej. Żadnych nowych zmian teraz nie przygotowujemy.

A jeśli chodzi o fundamentalne zmiany czy one wchodzą w grę. W PIS jeszcze przed wyborami pojawiały się głosy o konieczności zupełnej zmiany systemu emerytalnego na zdefiniowane świadczenie. Czy taka zmian wchodzi w grę?

W systemie kapitałowym stopa zastąpienia wynosi około 30 proc. W 1998 r. uwierzyłam w system kapitałowy, w zapowiadaną emeryturę pod palmami i to był błąd, bo mogłam zostać w ZUS-owskim. A proszę zwrócić uwagę, że ludzie którzy wprowadzali te reformę i mieli możliwość zostać w ZUS w większości tam zostali. Ustawa wydłużająca wiek emerytalny nakłada obowiązek przeglądu systemu emerytalnego i ten przegląd pozwoli odpowiedź na pytanie co dalej. Dziś nie może paść deklaracja w sprawie powrotu do zdefiniowanego świadczenia, byłoby to nieodpowiedzialne. Najpierw przegląd a potem dalsze kroki.

A co z powołaniem prezesa ZUS? Jest kandydat?

To pilna sprawa. Wracamy do tego co było wcześniej, czyli zamiast naboru konkursowego mianowanie prezesa przez premiera na wniosek ministra właściwego do spraw zabezpieczenia społecznego. Kandydata jeszcze nie ma.

Pani minister jeśli chodzi o rynek pracy przejmując resort ma pani sytuację luksusową, bezrobocie należy do najniższych od początku transformacji. Jaki tu widzi pani problemy do rozwiązania, umowy śmieciowe?

To na pewno jest wyzwanie. Zobaczymy jak od 1 stycznia zadziała ozusowanie umów zleceń, ale także program wsparcia zatrudnienia osób młodych do 30. roku życia, na który w 2016 ma być przeznaczone 700 mln zł. Chodzi o refundację części kosztów poniesionych przez pracodawcę czy przedsiębiorcę na wynagrodzenia, nagrody oraz składki na ubezpieczenia społeczne za zatrudnionych bezrobotnych do 30. roku życia. Natomiast musimy pamiętać, że ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy weszła w życie w maju 2014. W tym roku będzie działała przez pełny rok budżetowy. Więc będziemy mieli szansę żeby ocenić, które instrumenty się sprawdzają. Faktycznie bezrobocie jednocyfrowe to sytuacja, której na rynku dawno nie było, ale przypomnę, że gdy PiS rządził poprzednio w ciągu dwóch lat bezrobocie spadło o 6 pkt proc.

W PiS pojawiały się głosy by ujednolicić składki na ubezpieczenia społeczne na umowy zlecenia, umowy o dzieło czy samozatrudnienie. Będzie nad tym jakaś dyskusja, mogą być decyzje w tej kadencji.

W resorcie nie są prowadzone żadne prace na ten temat. Przed nami dopiero pierwszy rok, w którym sprawdzimy jak działa ozsusowanie do poziomu minimalnego wynagrodzenia w przypadku umów zleceń. Po tym roku będziemy się zastanawiać co zrobić dalej. Przecież chodzi nie tylko o wpływ na deficyt w FUS, ale także na rynek pracy. Ale dyskusji nie możemy wykluczyć, bo wiemy, że są tu patologie.

Czy zostaną wzmocnione kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy?

Tak. Państwowa Inspekcja Pracy często kwestionuje, że rodzaj pracy wskazuje na pracę na etacie, a stosowne są jednak inne formy. Dlatego musi zostać wzmocniona.

Jak powinien wyglądać rynek pracy za cztery lata pod koniec kadencji.

Liczę na znaczące zmniejszenie tzw. elastycznych form zatrudnienia czy samozatrudnienia na korzyść umów o pracę na czas nieokreślony.