Google, PricewaterhouseCooper Polska czy HP Polska - to tylko niektóre z firm, które otwarcie przyznają, że stosują programy polecania kandydatów do pracy przez pracowników za wynagrodzeniem. Tylko nieliczne z nich chcą na ten temat rozmawiać. Być może powodem tej ostrożności jest fakt, że hasło: polecanie wciąż kojarzy się Polakom z tzw. kolesiostwem.

Firmy zapewniają, że dzisiejsze polecanie pracowników niewiele ma już wspólnego z socjalistyczną patologią. Odkryta przez polskie firmy na nowo w latach 90. metoda pozwala rekrutować szybko, tanio i skutecznie.

Oszczędności na rekrutacji

Poszukujący pracowników przedsiębiorcy nie muszą bowiem korzystać z profesjonalnych agencji pracy ani umieszczać ogłoszeń o pracę w prasie. Taka dyskrecja jest często firmom na rękę, zwłaszcza gdy szukają one kandydatów na strategiczne stanowiska, np. managerskie. Poza tym rekomendacja to ogromna oszczędność finansowa. Przykład: zlecenie zrekrutowania managera w firmie head-hunterskiej to wydatek od 25 tys. do nawet 100 tys. zł netto, w agencji rekrutacyjnej od 8 tys. do 100 tys. zł netto. Można oczywiście umieścić stosunkowo tanie ogłoszenie rekrutacyjne na portalu internetowym lub w gazecie, w praktyce oznacza to jednak żmudny i nie koniecznie zakończony sukcesem proces. Dlatego coraz więcej pracodawców korzysta z pomocy swoich pracowników.

W zamian za przyprowadzenie dobrego kandydata do pracy przedsiębiorcy wypłacają swoim pracownikom atrakcyjne premie lub fundują inne bonusy np. w postaci wycieczek. Chociaż wysokość premii utrzymywana jest w tajemnicy, wiadomo, że są one dużo niższe niż koszty zwykłej rekrutacji.

Niedźwiedzia przysługa

Chociaż firmy widzą w poleceniu same plusy, eksperci przestrzegają, że metoda ta, szczególnie nadużywana, może prowadzić także do groźnych sytuacji. Jednym z zagrożeń może być tworzenie się w firmie zamkniętych grup pracowników, tzw. grup wzajemnej adoracji. Innym problemem może być też odcięcie dopływu świeżej krwi, gdyż osoby z rekomendacji zwykle są klonami polecających ich pracowników. Najważniejszym źródłem kłopotów i konfliktów może być jednak fakt, że osoby z polecenia zwykle są przez innych pracowników naznaczane.