Pojawiają się już nawet poradniki, gdzie i jak można składać wnioski o przyznanie świadczeń. Budzi to moje zdziwienie, a nawet lekkie rozbawienie, bo cały czas mówimy o projekcie, który powstał na potrzeby kampanii wyborczej. A takie projekty mają to do siebie, że można w nich zapisać wszystko. Natomiast ich realizacja to już zupełnie inna historia – nikt na obecnym etapie nie może zagwarantować i stuprocentowo powiedzieć, od kiedy rodzice otrzymają 500 zł na dziecko i czy na pewno tyle będzie wynosić nowe świadczenie. Dlatego rodzice muszą się uzbroić w cierpliwość.

Tym bardziej że abstrahując od licznych głosów krytycznych co do sensowności samej obietnicy i dyskusji, czy państwo stać na tak szeroki gest finansowego wsparcia dla rodziców, mam nadzieję, że mimo wszystko prace nad nim będą prowadzone bez pośpiechu. Z pewnością towarzyszył on bowiem tworzeniu projektu. Wyraźnie wskazują na to liczne niejasności i sprzeczności zawarte w jego treści. Autorzy projektu nie zgrzeszyli zresztą zbytnią oryginalnością i postanowili wykorzystać ustawę o świadczeniach rodzinnych jako wzór do napisania swojej ustawy, po prostu zapożyczając z niej znaczną część regulacji. Szkoda, że jednocześnie nie zauważyli, iż na ostatnim etapie prac parlamentu wprowadzone zostały do niej znaczne zmiany. A ich uwzględnienie również w PiS-owskim projekcie mogłoby mu wyjść tylko na dobre.

Warto też przypomnieć, że nowa rządząca ekipa, która chce tak hojnie wspierać rodziców, i to wszystkich, nawet tych bardzo dobrze zarabiających, sama przyczyniła się do tego, że obecnie świadczenia na dzieci są niskie, a krąg osób do nich uprawnionych od 10 lat spada. To właśnie rząd PiS w 2006 r., kiedy przypadał pierwszy termin podnoszenia kryteriów dochodowych uprawniających do zasiłków na dzieci, postanowił ich nie zmieniać. Stało się tak, mimo że Polska znajdowała się wtedy w okresie wzrostu gospodarczego. Potem w trakcie kryzysu koalicja PO-PSL kontynuowała taką politykę i dopiero pod koniec swoich ośmioletnich rządów postanowiła znacząco zwiększyć pomoc dla rodzin. Może więc gdyby wtedy były podejmowane inne decyzje, teraz PiS nie widziałby konieczności wprowadzania 500 zł na dziecko. A przynajmniej nie następowałoby to z groźbą ruiny finansów państwa w tle.