O perspektywach jej rozwoju, a także ograniczających ją barierach dyskutowano w środę w Katowicach podczas konferencji "E- zdrowie. Teraźniejszość i przyszłość".

Choć prelegenci przyznawali, że technologia i organizacja medycznych usług on-line dla pacjentów dopiero raczkuje, to jednocześnie podkreślali, że wykorzystanie nowoczesnych technologii już przeobraża oblicze wszystkich lekarskich specjalności.

Telemedycyna to udzielenie usługi lekarskiej lub przekazanie informacji medycznej za pośrednictwem nowoczesnych środków transmisji danych. Dzięki jej zastosowaniu pacjent może być w razie potrzeby skonsultowany np. przez amerykańską sławę medycyny bez konieczności lotu za ocean. Może być w stałym kontakcie ze swoim lekarzem, który monitoruje postępy leczenia dzięki informacjom i danym przesyłanym przez chorego. Powiatowy szpital, mimo konieczności wyłożenia sporej sumy na inwestycję w sprzęt, nie musi jednak później zatrudniać na całonocnym dyżurze lekarza radiologa, a jedynie przesłać zdjęcie do opisu do ośrodka, który przez całą dobę zapewnia dyżury specjalistów.

"Zastosowania dla telemedycyny można znaleźć w każdej specjalności medycznej. Z punktu widzenia informatyzacji państwa, opieki zdrowotnej to i tak zalecane inwestycje, wcześniej czy później będziemy w tym kierunku szli. Z drugiej strony na niektóre produkty podstawowe brakuje pieniędzy, więc na wdrażanie nowych technologii też" - ocenił dr Wojciech Glinkowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Telemedycyna jest już jednak wykorzystywana w polskiej medycynie, choćby w leczeniu chorób słuchu i mowy, badaniach telekardiologicznych. Pacjent ma przyłożone do ciała elektrody, monitorujące pracę jego serca, dokonuje zapisu i wysyła dane do lekarza za pośrednictwem telefonu stacjonarnego lub komórkowego.

"To usługa znana, bardzo przydatna, wielu pacjentów zawdzięcza jej przynajmniej spokój, jeśli nie życie" - podkreślił Glinkowski. Również karetki przesyłają za pomocą systemów telemedycznych sygnał EKG wiezionego właśnie pacjenta do szpitala, zajmującego się kardiologią interwencyjną.

Wobec odpływu polskich specjalistów za granicę rozwiązaniem może być teleradiologia - opisujący zdjęcia lekarz nie musi wcale być blisko aparatu diagnostycznego.

Według wiceprezesa firmy iMed24 Andrzeja Jaromina, rozwój usług on-line napotyka jednak w Polsce trzy zasadnicze bariery - brak środków, brak wiedzy i dostępu do nowoczesnych technologii wśród ludzi starszych, którzy częściej niż młodzi korzystają z opieki lekarskiej, a także przepisy ustawy o wykonywaniu zawodu lekarza i kodeksu etyki lekarskiej, które stanowią, że lekarz nie może leczyć pacjenta, jeśli go osobiście nie zbada.

"To często bat na lekarzy, wielu boi się robić cokolwiek przez internet. Oczywiście nie da się usługami on-line zdiagnozować nawet grypy przez internet. Ale one się bardzo dobrze się nadają do wypełnienia luki między kolejnymi wizytami u lekarza i poprawy jakości relacji między lekarzem a pacjentem. Poprawiają dostępność niektórych świadczeń dla pacjentów, powodują, że można rzadziej przychodzić do lekarza" - powiedział Jaromin.

Istotą takiego systemu jest interakcja między lekarzem a pacjentem. Między wizytami lekarz może uspokoić pacjenta, że objawy, jakie odczuwa, nie są groźne, lub zmodyfikować dawkę leku. Systemy takie mogą być przydatne dla prowadzenia kobiet w ciąży czy osób leczących otyłość.

Odrębną dziedziną telemedycyny jest kontakt lekarza z lekarzem. To np. konsultacje drugiego specjalisty w danej dziedzinie czy też wideoasystowanie przy operacji, którą zespół lekarski wykonuje w odległości tysięcy kilometrów.

Telemedycyna ma przed sobą szerokie perspektywy. "Już istnieją prototypy pomieszczeń, gdzie nie ma lekarza, wyposażone w różne urządzenia monitorujące parametry życiowe pacjenta, wyposażone w transmisję głosu i obrazu na żywo do lekarza w centrum diagnostycznym. Być może będziemy tak leczeni już za 20 lat" - spekuluje Andrzej Jaromin.