Piotr Bujak, PKO BP

Piotr Bujak, PKO BP

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Na generalnie pozytywnym obrazie polskiego rynku pracy niektórzy zaczęli jednak ostatnio dostrzegać pewne rysy – w postaci spowolnienia przyrostu zatrudnienia i spadku bezrobocia oraz uporczywie niskiej, a nawet obniżającej się dynamiki płac. Mimo że te wskaźniki rzeczywiście w ostatnich miesiącach w pewnym stopniu rozczarowały, to w mojej ocenie bardzo trudno jest zaprzeczyć, że sytuacja na polskim rynku pracy nadal wyraźnie się poprawia.

Pomimo pewnego spowolnienia wzrostu zatrudnienia i płac w ostatnim czasie na kontynuację pozytywnych trendów na polskim rynku pracy wskazuje m.in. najwyższa od 2008 r. relacja liczby ofert pracy do liczby bezrobotnych. Wzrosła ona w czerwcu do najwyższego poziomu od 2008 r. przy wzroście liczby ofert pracy w  II kwartale 2015 r. do ponad 100 tys. osób (w ciągu roku przyrost o jedną czwartą).

Tak wysoka liczba wakatów sugeruje, że możemy się spodziewać dalszej poprawy sytuacji na rynku pracy. Obecne tempo wzrostu ofert pracy jest spójne ze spadkiem stopy bezrobocia w ujęciu rocznym o 2–3 pkt proc., a nie o 1,5 pkt proc., jak obserwowaliśmy ostatnio. Oznacza to, że w ciągu następnych 12 miesięcy moglibyśmy spodziewać się spadku stopy bezrobocia rejestrowanego do ok. 8 proc. (czyli poniżej historycznego minimum na poziomie 8,8 proc. z października 2008 r.). Może się jednak okazać, że już przy tak niskim poziomie bezrobocia jak obecnie niedopasowanie podaży pracy do zgłaszanego popytu na pracę uniemożliwi szybszy wzrost zatrudnienia i redukcję bezrobocia. Wówczas rekordowa liczba wakatów powinna zaowocować nasileniem presji płacowej (być może ze zróżnicowaniem regionalnym i sektorowym/branżowym). Rekordowa liczba ofert pracy sugeruje więc, że w końcu może nastąpić długo wyczekiwane przez wielu pracowników przyspieszenie wzrostu płac. Obecny trend relacji ofert pracy do liczby bezrobotnych jest spójny z realnym wzrostem płac o przynajmniej 6 proc.

Warto zwrócić uwagę, że mimo wyraźnej poprawy sytuacji na rynku pracy trwającej już ponad dwa lata wzrost płac w ciągu ostatnich 4–6 kwartałów pozostawał ograniczony. Można to wiązać z relatywnie nowym w polskiej gospodarce czynnikiem w postaci znacznego wzrostu zatrudnienia imigrantów – głównie z Ukrainy (ponad 60 proc. zatrudnionych imigrantów), ale też z innych mniej zamożnych krajów Europy Wschodniej oraz Azji.

W 2014 r. oficjalne zatrudnienie obcokrajowców w Polsce osiągnęło rekordowy poziom 43,7 tys. (+11,7 proc. r./r.). Wśród regionów największy udział w tym miało Mazowsze (56 proc., z czego w zdecydowanej większości Warszawa), a wśród sektorów gospodarki budownictwo (16 proc.) i handel (15 proc.). Można się spodziewać, że szczególnie w tych sektorach presja płacowa w kolejnych miesiącach i kwartałach pozostanie ograniczona.

W kolejnych kwartałach rekordowo wysoka liczba ofert pracy może więc spowodować albo szybszy niż obecnie oczekiwany spadek bezrobocia, albo nasilenie presji płacowej, ale pod warunkiem że nie zwiększy się istotnie napływ imigrantów. Tymczasem liczba pracodawców deklarujących chęć zatrudnienia obcokrajowca wzrosła w ciągu roku o 65 proc. W sytuacji, gdy dwie trzecie pracodawców deklaruje chęć zatrudnienia obcokrajowca – głównie z mniej zamożnych krajów Europy Wschodniej i Azji – wzrost płac w kolejnych kwartałach może być niższy, niż wskazuje historyczny wzorzec.

Podczas gdy tradycyjne uwarunkowania sugerują powstanie wkrótce poważnych napięć na krajowym rynku pracy – przy kontynuacji cyklicznego ożywienia popytu krajowego i pogorszeniu sytuacji demograficznej – to rosnąca skala imigracji może przez dość długi okres ograniczać siłę przetargową pracowników i tłumić „inflację płacową”, a jednocześnie przeciwdziałać szybkiemu wyczerpywaniu się wolnego zasobu pracowników i ograniczać spadek bezrobocia. Oznacza to, że z punktu widzenia statystycznego Kowalskiego owoce ożywienia gospodarki i poprawy sytuacji na rynku pracy nie będą tak słodkie, jak mogłoby się wydawać na podstawie doświadczeń z przeszłości.