Komentarz tygodnia

To oczywiście nie jest nowa myśl. Ale tkwiąca w niej prawda jest urzekająca: gdybyśmy mieli wybory, zwłaszcza parlamentarne, nie co cztery lata, ale co rok, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Lepiej. Nasze życie w kraju miodem i mlekiem płynącym byłoby usłane różami. Przykład – przepisy emerytalne. Gdy do wyborów było daleko, zafundowano nam kilka reform, które – nawet jeśli uzasadnione ekonomicznie – nie bardzo przypadły nam do gustu. Chodzi np. o podwyższenie wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę (któż by się z tego cieszył, nawet jeśli rozumie fiskalne i demograficzne konieczności) i okrojenie o połowę aktywów OFE, po wcześniejszym zmniejszeniu transferów do nich. W ostatnim przypadku oceny są wprawdzie zróżnicowane, ale niezależnie od wszystkiego wielu odczuwa schadenfreude na myśl o towarzystwach emerytalnych, które OFE zarządzają (dobrze im tak...).

Klimat się zmienił. Jedne wybory za nami, następne blisko. W błyskawicznym więc tempie szykują się kolejne zmiany – w zupełnie innym duchu niż wcześniejsze. Funduszy emerytalnych w dawnym kształcie nikt wprawdzie nie zamierza reaktywować – to nie jest idea, na której można by zbić, nomen omen, kapitał – ale za to w grze są inne pomysły. Po pierwsze, obniżenie do dawnego poziomu wieku emerytalnego (uff...). Po drugie, zapewnienie emerytury wszystkim chętnym, którzy przepracowali odpowiedni okres (najczęściej jest mowa o 40 latach składkowych). Brzmi rozsądnie – na razie. Prace parlamentarne dopiero ruszają.

W tej sprawie są trzy projekty: PSL, przejęty niedawno od urzędującego prezydenta, który zabrał zabawki z piaskownicy i wycofał się z propozycji zmian po przegranych wyborach, SLD i obywatelski, poparty przez 700 tys. osób (i związkowców). Ten ostatni dużo czasu spędził w sejmowej zamrażarce. Lista podpisanych pod nim obywateli na nikim nie robiła wrażenia. Ale czyż może być lepszy czas, by sobie o tej liczbie – a więc i o projekcie – przypomnieć? A lepszy czas na zmiany w emeryturach? Oczywiście, że nie ma. Dlatego za kontynuowaniem prac nad wspomnianym dokumentem opowiedziało się 413 posłów. Byłoby ich pewnie więcej, ale w głosowaniu uczestniczyło tylko 420 (kilku pewnie przysnęło, inni w trudzie i znoju służyli ojczyźnie poza gmachem na Wiejskiej). Niesamowita zgodność. Dla naszego dobra. Spieszmy się kochać takie chwile. Tak szybko mijają. ©?