Ubiegły rok akademicki przyniósł zapaść na rynku kredytów studenckich – wynika z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Banki udzieliły tylko 8 tys. takich pożyczek. Jeszcze 5 lat temu studenci brali ich dwa razy więcej. W pierwszym roku po wprowadzeniu takiej możliwości banki udzieliły ponad 90 tys. kredytów studenckich. Powód zapaści? Zdaniem studentów – przerost biurokracji.

Kredyty wprowadzono w 1998 r. Miały sprawić, że na studia będą mogli pozwolić sobie ubożsi maturzyści, których inaczej nie byłoby stać na przeprowadzkę do miasta akademickiego. Wypłatę z kredytu student otrzymuje w ratach – bank przelewa pieniądze od października do lipca, każda transza to 600 zł. Aby utrzymać prawo do kredytu, student co semestr musi meldować się w banku i pokazać ważną legitymację. Spłata pożyczki zaczyna się dwa lata po zakończeniu studiów. Oprocentowanie wynosi 1,37 proc. w skali roku – dziesięć razy mniej niż dla kredytów komercyjnych. A to nie koniec udogodnień. Jeśli student będzie miał trudności w spłacie zobowiązań, bank może zmniejszyć wysokość raty do 20 proc. miesięcznego dochodu albo zawiesić spłatę nawet na rok. Zobowiązania mogą zostać umorzone ze względu na trudną sytuację materialną lub dzięki celującym wynikom w nauce. Dlaczego – mimo atrakcyjnych warunków – studenci coraz mniej chętnie sięgają po takie kredyty?

– Trudno wskazać jednoznaczną przyczynę. Kredyty są bardzo korzystne, nisko oprocentowane, jest przewidziana karencja ich spłacania, raty wydają się adekwatne do zarobków, które młodzi ludzie mogą otrzymywać po studiach – wylicza Aneta Styrnik-Chaber z banku PKO BP, jednego z czterech, które udzielają dziś kredytów studenckich. Student może wziąć go także w Banku Pekao, Banku Polskiej Spółdzielczości oraz SGB-Banku.

Jednym z powodów może być zmniejszająca się populacja studentów. W szczytowym roku akademickim 2005/2006 na uczelniach kształciło się 1,9 mln osób. Wtedy udzielono 23 tys. pożyczek. Dziś w szkołach wyższych studiuje 1,5 mln osób. Większy procent z nich dostaje się też na studia bezpłatne. – Być może problemem jest kwota, którą student otrzymuje co miesiąc. Jest relatywnie niewielka w stosunku do kosztu utrzymania w największych miastach – zastanawia się Aneta Styrnik-Chaber. Podobną przyczynę wskazuje Maciej Mrozek, przewodniczący Parlamentu Studentów RP. – 600 zł w Opolu znaczy trochę więcej niż w Warszawie czy Krakowie. Żeby kredyty stały się realnym wsparciem, trzeba wprowadzić elastyczne progi. W zależności od miasta akademickiego student mógłby otrzymać na przykład 200–400, 600–800 lub 1000–1200 zł miesięcznie – uważa.

Studia na kredyt

Studia na kredyt

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Na temat tego, ile kosztuje studiowanie w Polsce, szczegółowy raport przygotowała firma Aegon. Według przytaczanych przez jej ekspertów szacunków koszt wynajmu mieszkania studenckiego w Warszawie to 1,5 tys. zł. W Toruniu – o 500 zł mniej. Duże różnice dotyczą też akademików. W stolicy trzeba zapłacić za nie średnio 360 zł. W Krakowie – 240.

Mateusz Mrozek dodaje, że największy problem leży zdaniem studentów gdzie indziej. – Proces ubiegania się o kredyt jest bardzo wydłużony, więc pierwszą transzę studenci otrzymują bardzo późno, nawet w kwietniu. Tymczasem kredyt jest potrzebny osobom, które mają problem z bieżącym utrzymaniem się w mieście akademickim, więc pomoc jest im potrzebna tu i teraz – przekonuje.

Studenci chcą, by zmieniła się procedura udzielania kredytów. Przygotowują więc własny projekt nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym. Parlament Studentów RP chce, by do rozpoczęcia procedury udzielania kredytu wystarczyło potwierdzenie z uczelni, że młody człowiek jest kandydatem na studia. Dziś musi być studentem. – Bank rozpocząłby sprawdzanie zdolności kredytowej, jeszcze zanim maturzysta będzie miał potwierdzenie, że dostał się na studia. Dzięki temu, kiedy uczelnia wyda mu już legitymację, będzie miał zapewnione środki na utrzymanie – tłumaczy przewodniczący.

Założenia nowelizacji mają być gotowe do końca kwietnia. Studenci chcą wypracować je podczas ogólnopolskiej konferencji, na którą zaproszą przedstawicieli resortu nauki oraz przedstawicieli Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.