Sytuacja demograficzna Polski na tle krajów UE jest o tyle zła, że na początku lat 90. XX wieku współczynnik dzietności w Polsce pozwalał na prostą zastępowalność pokoleń. Średnia dla krajów UE nigdy nie zbliżyła się do tego pułapu. Sytuacja zmieniła się w roku 1999 kiedy średnia dla UE po raz pierwszy przewyższyła średnią dla Polski. Do roku 1992 na jedną Polkę przypadało 2,1 dziecka. Najniższy współczynnik dzietności zanotowano w 2003 r. – nieco ponad 1,2. W 2012 r. było to 1,3 dziecka na kobietę (przy średniej dla UE prawie 1,6).

Odsetek populacji w najmłodszej grupie wiekowej (0-17) spadł z 29% w 1989 r. do 18% w 2012 r., a jednocześnie w analogicznym okresie odsetek osób w wieku powyżej 60 (kobiety) i 65 (mężczyźni) lat wzrósł z 13% do 18%.

Prognozy demograficzne nie są optymistyczne. Demografowie szacują, że w 2050 r. najmłodsi Polacy będą stanowili zaledwie 30% ogółu mieszkańców. Biorąc pod uwagę prognozowaną proporcję osób pobierających emerytury do liczby osób odprowadzających składki, można wyliczyć, że w 2050 r. w Polsce średnio na 100 osób pobierających emerytury przypadać będzie zaledwie 99 płatników składek.

- Szereg badań demograficznych i ekonomicznych wskazuje jednak na ogromną złożoność problemu wpływania polityk publicznych na dzietność. Na decyzje prokreacyjne oddziałuje wiele czynników, wśród których należy wymienić: posiadanie pracy, stabilność zatrudnienia, ogólną kondycję ekonomiczną rodzin i perspektywy na przyszłość, a także sytuację mieszkaniową. Bardzo wiele opracowań wskazuje również na realny wpływ bezpośrednich instrumentów polityki rodzinnej w tym obszarze – twierdzi autor badania "Polityka rodzinna w Polsce. W stronę zrównoważonego modelu" Maciej Sobociński.

Głównymi przyczynami, dla których Polki nie chcą mieć dzieci są trudne warunki materialne (74 proc.), brak mieszkania (74 proc.) i niepewność przyszłości (63 proc.).

Z badań przeprowadzonych przez Macieja Sobocińskiego wynika, że najskuteczniejszym elementem polityki prorodzinnej jest darmowa lub wysoko subsydiowana opieka żłobkowa i przedszkolna. Potwierdzają to przykłady innych krajów UE. W Hiszpanii zwiększenie odsetka dzieci uczęszczających do żłobków o 1 proc. dało 5 proc. więcej szans na urodzenie dziecka. Pozytywnie na zwiększanie liczby dzieci wpływają również urlopy macierzyńskie i ojcowskie, a także świadczenia pieniężne na dziecko wypłacane do osiągnięcia pewnego wieku. Bez wpływu na dzietność kobiet wpływa nawet bardzo wysokie becikowe i ulgi podatkowe. – Przykładem tu są Niemcy i Austria, gdzie ulgi i becikowe są jedne z najwyższych, a odsetek dzieci uczęszczających do żłobków jest poniżej średniej dla UE28 i współczynnik dzietności jeden z najniższych w zachodniej Europie – mówi Sobociński.

Tymczasem współczynnik użłobkowienia dzieci w Polsce (6 proc.) jest jednym z najniższych w krajach UE. W 80 proc. gmin w Polsce w ogóle nie ma żłobka. Gorzej jest tylko w Czechach i na Słowacji. Liderem jest Dania, gdzie 70 proc. dzieci w wieku do 3 lat korzysta z instytucjonalnej opieki. Zdaniem ISP i Fundacji Kaleckiego źródłem tego problemu jest zły system finansowania opieki instytucjonalnej, który w większości spoczywa na gminach. Rocznie na ten cel wydaje się 620 mln zł, z czego tylko 100 mln pochodzi z budżetu państwa i jest przeznaczone na program "Maluch".

Na złą organizację opieki instytucjonalnej dla dzieci zwróciła też uwagę OECD. Zdaniem organizacji brak odpowiedniej oferty usług opiekuńczych dla małych dzieci oraz źle zaprojektowana polityka rodzinna w Polsce są bezpośrednimi przyczynami niskiej stopy zatrudnienia kobiet, które to zjawisko uznane jest w raporcie za jedną z głównych przeszkód dla rozwoju polskiej gospodarki. - Należy bowiem zauważyć, że z punktu widzenia interesu makroekonomicznego państwa, inwestowanie ogromnych środków w edukację publiczną w sytuacji, w której uzyskane kompetencje nie mogą być spożytkowane na rynku pracy wiąże się z ogromną stratą dla gospodarki (ok. 2/3 absolwentów szkół wyższych w Polsce to kobiety). W tym kontekście OECD rekomenduje również Polsce „uważne monitorowanie wpływu długiego urlopu macierzyńskiego na aktywność zawodową kobiet” - twierdzi Sobociński. 

- Na przestrzeni lat 1990-2007 w krajach tych wydatki na ten cel wzrosły średnio o 90%, podczas gdy udział świadczeń pieniężnych nieznacznie zmalał. Wyniki te wskazują, że kierunek zmian w polityce rodzinnej w krajach rozwiniętych związany jest z szerokim rozpoznaniem problemu niższej aktywności kobiet na rynku pracy i nierównego rozkładu obowiązków jako głównej przyczyny niskiej dzietności. W obliczu tych danych, obecna polityka rodzinna Polski – która w mechanizmie ulgi prorodzinnej i długich urlopach dla matek widzi lekarstwo na kryzys demograficzny – zmierza w odwrotnym kierunku niż większość krajów znajdujących się na podobnym poziomie rozwoju gospodarczego i mogących pochwalić się znacznie wyższymi wskaźnikami dzietności - mówi Maciej Sobociński.

Według opracowania OECD Family Database z 2009 r. Polska na politykę prorodzinną wydaje 1,5 proc. PKB. Z nieopublikowanego jeszcze dokumentu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że jest to 2,1 proc. PKB.