Zgodnie z ustawą o systemie ubezpieczeń społecznych osoby uczące się, czyli uczniowie gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, szkół ponadpodstawowych oraz studenci do ukończenia 26 lat nie podlegają ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu. Jako że obowiązkowemu ubezpieczeniu wypadkowemu podlegają osoby objęte ubezpieczeniami emerytalnym i rentowym, wyżej wymienieni nie są objęci ochroną w zakresie wypadków przy pracy.

Wyłączenie studentów z ubezpieczenia wypadkowego budzi wiele kontrowersji.

- Głównym celem ubezpieczenia jest ochrona osób, które przez sam fakt podjęcia aktywności zarobkowej są narażone na ryzyko ulegnięcia wypadkowi przy pracy – mówi Anna Goral, prawniczka specjalizująca się w prawie ubezpieczeń społecznych.

Goral dodaje, że wątpliwości budzi też zgodność przepisów z zasadą sprawiedliwości społecznej i równości wobec prawa. W praktyce bowiem łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której dwie osoby ulegają bardzo podobnemu zdarzeniu. Pomimo tego nie są chronione przez przepisy prawa w ten sam sposób.

Droga cywilna

Studenci zleceniobiorcy po ulegnięciu wypadkowi mogą dochodzić odpowiedzialności od zleceniodawcy na drodze cywilnej. Zastosowanie mają tu przepisy art. 415 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność na zasadzie winy) oraz art. 435 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność na zasadzie ryzyka).

- W praktyce jednak może okazać się to dość trudne. W przeciwieństwie do przepisów z zakresu prawa ubezpieczeń społecznych na drodze cywilnej inaczej rozkłada się ciężar dowodzenia. W tym wypadku będzie on spoczywał na studencie – wyjaśnia Anna Goral.

Zdaniem Goral istotną różnicę stanowi także miarkowanie zasądzonego odszkodowania.

Oznacza to, że jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, przyznane mu odszkodowanie zostanie pomniejszone.

- Stanowi to znaczącą różnice w porównaniu z przepisami ubezpieczeniowymi, na mocy których tylko w sytuacjach wyjątkowych wskazanych w art. 21 ustawy o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych można pozbawić ubezpieczonego prawa do świadczeń – tłumaczy ekspertka.