Rząd przyjął 22 lipca propozycję założeń projektu ustawy o pracy na statkach morskich. Dokument nie został jednak przyjęty w kształcie przygotowanym przez resort infrastruktury i rozwoju: akceptacji całej Rady Ministrów nie zyskały bowiem propozycje zmniejszenia z 51,9 do 25,47 proc. kwoty podatków i składek płaconych od wynagrodzenia brutto. Ta część założeń – jak udało się ustalić DGP - będzie przedmiotem dalszych prac już na etapie przygotowanie projektu ustawy.

Rząd zaakceptował natomiast minimalne wymagania, jakie muszą spełniać marynarze. W myśl przyjętych założeń projektu ustawy na statku mogą pracować osoby, które ukończyły 18 lat, ale możliwe jest także zatrudnianie uczniów szkoły morskiej (jednak wyłącznie w celu nauki zawodu zgodnej z programem nauczania). Zaproponowane przepisy wprowadzają jednocześnie całkowity zakaz zatrudnia osób poniżej 16 roku życia. 

O pracę na statkach będą mogły się ubiegać osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje i przeszkolenia, ważne świadectwa zdrowia wydane przez uprawnionego lekarza. Dodatkowo projekt ustawy ma umożliwiać zatrudnienie marynarzy na czas nieokreślony lub na podstawie kilkumiesięcznych kontraktów. 

Zmiany są konieczne

Przyjęcie założeń do ustawy było konieczne, bowiem Polska ma obowiązek przygotować ustawę o pracy na statkach morskich. Nakaz taki wynika z ratyfikowania przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Konwencji o pracy na morzu (dokument został przyjęty 23 lutego 2006 roku przez Konferencję Ogólną Międzynarodowej Organizacji Pracy w Genewie). Konwencja, po ratyfikacji, została opublikowana z Dzienniku Ustaw z 26 lipca 2013 r. (Dz. U. z 2013 r., poz. 845). 

– Czasu jest coraz mniej. Z naszych wyliczeń wynika, że nowa ustawa powinna być gotowa najpóźniej w połowie sierpnia. A to jest jednak niemożliwe – podkreśla Henryk Poniatowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Oficerów i Marynarzy. Sprawa ciągnie się od 2009 roku. Resort odpowiedzialny za gospodarkę przygotował już kilka dokumentów mających rozwiązać kwestie związane z działalnością statków pod polską banderą, ale żaden z nich nie uzyskał dotychczas akceptacji całej Rady Ministrów.    

– Już wcześniej minister finansów oraz pracy i polityki społecznej przeciwstawiał się wprowadzeniu specjalnych rozwiązań dla marynarzy pływających pod polską banderą. W efekcie tylko w Polsce i Bułgarii nie robi się nic, by zwiększyć liczbę statków pływających pod narodową banderą – zauważa Henryk Piątkowski, wiceprzewodniczący OZZOiM.

Drogie pływanie pod polską banderą

Związkowcy nie mają wątpliwości, że koszty pracy są główną barierą na drodze do zwiększenia liczby statków pływających pod polską banderą. Jeśli marynarz pływający na polskim statku otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 10 tys. zł miesięcznie brutto, to „na rękę” otrzyma 7034,27 zł. Natomiast pracodawca miejsce pracy tego marynarza kosztuje 12231 zł. Z wyliczeń resortu wynika więc, że podatki i składki brutto wynoszą aż 51,97 proc. wynagrodzenia. 

Aby zachęcić firmy do rejestrowania statków pod banderami narodowymi, kraje Unii Europejskiej stosują tzw. wytyczne Wspólnoty w sprawie pomocy państwa dla transportu morskiego. W ich ramach kraje członkowskie mają możliwość stworzenia specjalnych rozwiązań ubezpieczeniowych dla marynarzy. Tym samym, zgodnie z unijnymi standardami, możliwa jest refundacja kosztów składek na ubezpieczenie społeczne oraz zmniejszenie stopy procentowej składek wpłacanych do ZUS. Najdalej idącą formą pomocy publicznej dla marynarzy jest tzw. model netto: takie rozwiązanie obowiązuje we Włoszech, a polega na tym, że armatorom w całości finansuje się daniny płacone za marynarzy. 

Polski resort infrastruktury proponował, żeby pracodawcy byli zwolnieni z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenie emerytalne oraz rentowe. Możliwa byłaby także obniżka z 245 do 39 zł kwoty danin odprowadzanych na Fundusz Pracy. Tym samym łączna suma składek zostałaby zmniejszona do 399,20 zł - to zaś spowodowałoby, że całkowity koszt pracy marynarza zarabiającego 10 tys. zł miesięcznie, wyniósłby 10399,20 zł.