Bitwa o świadczenia pokazała też wyraźnie, że nie jest tak źle, jak twierdzi część rodziców i posłów, bo pomoc, która trafia do rodzin, wcale nie jest groszowa. Ale nie jest też tak wspaniale, jak próbowała to udowodnić strona rządowa. Prawda jak zwykle jest pośrodku i cały system wspierania opiekunów wymaga gruntownej reformy, a w zasadzie stworzenia go na nowo.

Przyjęte przez Sejm nowelizacje podwyższające pomoc dla rodziców i przywracające wsparcie dla osób zajmujących się dorosłymi niepełnosprawnymi członkami rodziny są bowiem tylko korektą, obliczoną na chwilowe uspokojenie sytuacji i czasowe zawieszenie dalszych żądań opiekunów, a nie próbą rzeczywistego rozwiązania problemu. Świadczy o tym chociażby rozszerzenie ich zakresu o dodatkowe, pierwotnie w ogóle nie brane uwagę zmiany, w tym np. uzyskanie specjalnego zasiłku opiekuńczego przez osoby bezrobotne.

Tymczasem wciąż aktualna pozostaje kwestia zróżnicowania pomocy, bo niesprawiedliwe jest kierowanie jej w takiej samej wysokości do rodzica zajmującego się dzieckiem z czterokończynowym porażeniem mózgowym i takiego, którego podopieczny od poniedziałku do piątku chodzi do szkoły. Trzeba też się zastanowić nad elastycznymi sposobami łączenia opieki z aktywnością zawodową.

Bez próby rozwiązania tych dylematów będzie nas czekać to samo, co samorządy obserwowały w ostatnich latach, a więc ciągłe zmiany przepisów powodujące chaos i zamieszanie, przyznawanie, a potem odbieranie świadczeń oraz uczynienie z opieki sposobu na wygodne życie dla nieuczciwych krewnych. To wymaga jednak ze strony rządu determinacji i wyjścia z roli strażaka gaszącego pożary.