■ Do 15 września rząd ma wydać rozporządzenie, w którym ustali wysokość płacy minimalnej w przyszłym roku. Wszystko wskazuje na to, że wzrośnie ona z 936 zł do 1126 zł brutto. To racjonalna decyzja?

- Z jednej strony rząd chce chronić pracowników i ich zarobki, zwłaszcza tych o niższych kwalifikacjach, a z drugiej chodzi o to, żeby płaca minimalna nie była zbyt dużym obciążeniem dla pracodawców, co spowoduje, że nie będą chcieli zatrudniać. Trzeba więc zachować równowagę. Czy spodziewane podwyższenie płacy minimalnej jest racjonalne? Płacę minimalną indeksuje się, gdy szybko rosną płace i przy ogólnie dobrej koniunkturze gospodarczej. Decyzja rządu nie będzie jednak indeksacją, bo podwyżka jest skokowa. Teraz płaca minimalna to około 35 proc. średniego wynagrodzenia, a będzie stanowić 40 proc. średniej. 40 proc. to jeszcze nie jest poziom ryzykowny. Trzeba jednak uważać, żeby bardziej nie wzrosła. Jeszcze wyższa podwyżka byłaby zagrożeniem dla gospodarki ze względu na zwiększenie i tak już dużej presji na podniesienie płac. Taka presja zaś rodzi ryzyko wzrostu inflacji.

■ Kto traci na podwyżce proponowanej przez rząd?

- W skali całej gospodarki efekt tej podwyżki nie będzie zauważalny. Nie będzie ani widocznego wzrostu bezrobocia, ani wyraźnie odczuwalnego spadku zatrudnienia. Taki wzrost uderzy jednak w grupy najsłabsze: młodych, niewykwalifikowanych, o niskim wykształceniu. Niekorzystny efekt może być odczuwalny także w regionach biedniejszych, słabo rozwiniętych, gdzie poziom płac jest w ogóle niższy. Reasumując: w tych regionach, wśród tych najsłabszych grup pracowniczych, niekorzystny efekt tej podwyżki prawdopodobnie będzie odczuwalny. Część pracodawców może wstrzymać zatrudnianie nowych pracowników, ale nie sądzę, że dojdzie do wielu zwolnień. Niebagatelną sprawą jest także to, że podwyżka płacy minimalnej powoduje zwiększenie wydatków z budżetu państwa, ze względu na to, że jest podstawą szeregu świadczeń.

A kto skorzysta na tej podwyżce?

- Skorzystają ci pracownicy, którzy zarabiają płacę minimalną i zachowają pracę. To są ewidentni beneficjenci tej podwyżki. Skorzystają też związki zawodowe, które przedstawią ten wzrost jako swój sukces na drodze obrony interesów pracowniczych. Korzysta także rząd, który może się prezentować jako obrońca najsłabiej zarabiających.

Rozmawiała JUSTYNA WOJTECZEK