Tak. Akty przemocy ze strony uczniów, choć nie zdarzają się często, mogą stanowić istotny problem dla jednostek samorządowych. Zakładanie i prowadzenie szkół należy do zadań własnych gmin i powiatów. Z kolei zgodnie z art. 5 ust. 7 ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.) organ prowadzący szkołę odpowiada za jej działalność, a do jego zadań należy zwłaszcza zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki.

Do tej pory dochodzenie przez poszkodowanych roszczeń od jednostek samorządowych było identyfikowane z kwestią nieszczęśliwych wypadków (por. wyrok SA w Katowicach z 25 czerwca 2008 r., sygn. akt I ACa 333/08). Odpowiedzialność ta opiera się wówczas na art. 427 i 430 kodeksu cywilnego, a jej podstawą jest stwierdzenie niewłaściwego nadzoru nauczycieli lub braku zapewnienia bezpieczeństwa uczniom.

Sytuacja jest jednak szczególna, gdy do zdarzenia powodującego określony uszczerbek na zdrowiu dochodzi nie na skutek wypadku, ale celowego działania innej osoby, zwłaszcza z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Trudno bowiem wymagać od nauczycieli heroizmu i narażania własnego życia dla ochrony podopiecznych. Sąd Okręgowy w Krakowie w nieprawomocnym wyroku z lutego 2014 r. (niepublikowanym) w sprawie zaatakowania w czasie szkolnej przerwy uczennicy nożem przez koleżankę przyjął, że odpowiedzialność gminy jednak powstaje, jeśli pracownicy szkoły nie sprawowali właściwego nadzoru nad uczniami. Jakkolwiek nauczyciele nie mają bezwzględnego obowiązku ochrony uczniów kosztem własnego życia lub zdrowia, to powinni przeciwdziałać aktom przemocy, jeśli możliwe jest ich przewidzenie. Tak więc, gdy bagatelizują sygnały o problemach uczniów lub przejawy agresji, ich zaniechania mogą być podstawą odpowiedzialności jednostki samorządu terytorialnego, sięgającej nieraz setek tysięcy złotych.