Taki pomysł popierają związkowcy. – Dzięki temu osoby przymuszane przez pracodawców do wykonywania pracy na podstawie takich umów w przyszłości otrzymają emerytury – podkreśla Andrzej Strębski z zespołu polityki społecznej, ubezpieczeń i rynku pracy w OPZZ.

W grę wchodzi kilka wariantów likwidacji śmieciowego zatrudnienia. Możliwe jest przyjęcie obowiązku opłacania składek od wszystkich umów-zleceń. Wtedy można opisać katalog wyjątków, aby kosztów nie ponosili np. pisarze, naukowcy czy malarze. Można też wprowadzić obowiązek opłacania składek przez samych twórców – tu trzeba by ustalić inne zasady dla osób, które zapłatę otrzymują po przyjęciu przez zamawiającego rezultatu ich pracy.

Pracodawcy uważają, że rządowa propozycja doprowadzi do katastrofy. – To nie zwiększy wpływów do ZUS. Osoby wykonujące dzieła będą uciekać do szarej sfery. Pracodawcy nie zapłacą więcej np. za nowy program komputerowy tylko dlatego, że osoba go wykonująca będzie musiała wpłacić do ZUS blisko jedną piątą otrzymanych pieniędzy – zauważa Dorota Wolicka, dyrektor biura interwencji i organizacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Zdaniem Pracodawców RP może to doprowadzić do wzrostu bezrobocia – zwłaszcza wśród osób młodych – oraz wzrostu pozapłacowych kosztów pracy, a w konsekwencji do obniżenia wynagrodzeń netto.

Eksperci wskazują, że rząd nie powinien tak samo traktować umów o dzieło i zleceń.

– Te pierwsze są kwalifikowane jako zobowiązanie rezultatu i odróżniane od zobowiązań starannego działania. Najważniejszym elementem takiego kontraktu jest wykonanie dzieła, które może przybrać postać rzeczy – tłumaczy Paweł Pelc, radca prawny, prezes Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE. O ile zlecenia mogą być utożsamiane z umowami o pracę, o tyle dzieła już nie.

– Rząd powinien walczyć z patologią, kiedy pod pozorem dzieła jest zawierana umowa o pracę. Ale nie wolno likwidować zasad dotyczących twórców, którzy ze względu na specyfikę zadań korzystają ze zwolnienia. Mogą w ogóle zrezygnować z prowadzenia działalności w Polsce – uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert emerytalny Konfederacji Lewiatan, członek rady nadzorczej ZUS.