Dodatek został wymyślony jako nowy rodzaj finansowego wsparcia najuboższych mieszkańców, którzy mają problem z regulowaniem rachunków za prąd (warunkiem jest też pobieranie dodatku mieszkaniowego). Jak wynika z naszej sondy, zainteresowanie nowym świadczeniem jest znikome. I wiele wskazuje na to, że takie pozostanie.

Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Stargardzie Szczecińskim do piątku wpłynęło zaledwie siedem wniosków. Niewiele lepiej jest w dużych miastach.

– Jak na razie zainteresowanie dodatkiem energetycznym jest małe, do nas wpłynęło ok. 15 wniosków – mówi DGP Ewelina Buczyńska, rzecznik Urzędu Dzielnicy Praga-Południe w Warszawie.

Więcej podań otrzymał MOPS w Katowicach – ok. 200. Są to jednak jeszcze niezweryfikowane wnioski, a urzędnicy szacowali, że w I kw. tego roku po dodatek zgłosi się aż 15 tys. gospodarstw.

Wrocławski MOPS jeszcze w grudniu przyjął 47 wniosków, podczas gdy o dodatek może się ubiegać ok. 8,8 tys. gospodarstw domowych. Jak mówi nam jeden z pracowników MOPS, wówczas nie było wiadomo, że trzeba będzie płacić po 10 zł opłaty skarbowej za każdą wydaną decyzję urzędu. – Teraz wysyłamy wezwania z prośbą o uregulowanie tej opłaty. Nie wiemy więc, ile z tych wniosków zostanie – przyznaje.

Dyrektor MOPS w Stargardzie Szczecińskim Danuta Bojarska jest zdania, że liczba chętnych będzie nikła, m.in. z powodu skomplikowanych procedur. Aby otrzymywać dodatek przez cały 2014 r., trzeba będzie do urzędu wybrać się nawet trzykrotnie – po raz pierwszy w styczniu, drugi raz, gdy w kwietniu zmienią się stawki ryczałtowe (konieczna będzie nowa decyzja urzędu), a trzeci – gdy w połowie roku skończy się okres dodatku mieszkaniowego uprawniającego do ulgi za prąd.

W dodatku wydanie każdej decyzji kosztuje 10 zł. Dla porównania wysokość miesięcznego dodatku wynosi 11,36 zł dla osoby samotnej, dla rodzin 2–4-osobowych – 15,77 zł, a dla większych gospodarstw – 18,93 zł. Wiele osób uznaje, że szkoda czasu na użeranie się z procedurami. – Robimy to, bo musimy, ale mamy wrażenie, że ta pomoc jest iluzoryczna – przyznaje Danuta Bojarska.

Z takiego obrotu sprawy zadowolone mogą być samorządy. Dla nich to tylko kolejne zadanie zlecone przez administrację rządową, która nie zapewniła odpowiedniego poziomu finansowania z budżetu.