statystyki

Ubóstwo po polsku. Prowincjonalna bieda od dwudziestu lat utrwalana zasiłkami

autor: Sylwia Czubkowska, Klara Klinger24.10.2013, 07:00; Aktualizacja: 24.10.2013, 14:57
Wydatki samorządów na pomoc społeczną

Wydatki samorządów na pomoc społecznąźródło: DGP

Z pomocy socjalnej w 2012 r. korzystało ponad 3,2 mln osób. Z kolei świadczenia pieniężne otrzymywały 2,4 mln spośród nich. Są takie regiony, gdzie z opieki żyją całe miejscowości. Warmia, Mazury i Kujawy przodują w rankingu skrajnej biedy.

reklama


reklama


Biedna północ, bogate południe. Samodzielni mieszkańcy miast kontra uzależnieni od pomocy społecznej ludzie prowincji. Pogłębiają się różnice społeczne na mapie Polski.

Najlepiej mają się Opolszczyzna i Śląsk, gdzie liczba korzystających z pomocy społecznej wynosi odpowiednio ok. 4 i 6 proc. mieszkańców. Najgorsza jest sytuacja w woj. warmińsko-mazurskim i kujawsko-pomorskim, gdzie na garnuszku państwa jest co siódma osoba. Tyle średnia, bo tak naprawdę niemalże w całej Polsce znajdują się gminy, gdzie z pomocy społecznej żyje po 20, 30, a czasem nawet ponad 50 proc. osób. Najgorsze, że ten stan nie zmienia się od lat.

– Strategia rozwoju państwa zakłada nacisk na miasta jako na główne motory innowacyjności. Prowincja zaś, szczególnie ta, która jest słabiej skomunikowana z dużymi ośrodkami, jest zostawiona sama sobie – mówi Dominik Owczarek, ekspert z Instytutu Polityki Społecznej. Mimo że trafiają tam coraz większe pieniądze, to idą na doraźną pomoc społeczną, a nie na aktywizację ludzi z problemami.

Gminy wydały na taką pomoc w 2012 r. blisko 26 mld zł, o 815 mln zł więcej niż rok wcześniej. We wspomnianym woj. warmińsko-mazurskim te kwoty stanowią już blisko jedną piątą wszystkich samorządowych wydatków. Najlepiej widać to obciążenie, gdy porównamy je z ogółem mieszkańców województwa. W warmińsko-mazurskim średnio wynoszą one 945 zł na mieszkańca rocznie. Z kolei proporcjonalnie najmniejsze obciążenie jest na Mazowszu, gdzie w 2012 r. wydano na ten cel 563 zł na mieszkańca. Ta różnica wciąż się pogłębia. W 2012 r. wynosiła 382 zł, rok wcześniej 343 zł.

Prowincjonalna bieda

48 km na północ od Chełma, a 17 km od granicy z Ukrainą leży niewielka gmina Stary Brus. Chwali się zabytkowym kościołem z początku XIX w. i o sto lat starszą cerkwią unicką. Ale nie to ją wyróżnia na mapie Polski. Gmina ma najwyższy procent mieszkańców korzystających z pomocy społecznej. Żyje z niej 71,9 proc. mieszkańców. – Pomoc społeczna, a właściwie materialna jest u nas głównym źródłem dochodu. Z którego żyją już kolejne pokolenia. Zasiłki biorą dziadkowie, rodzice, dzieci i obawiam się, że ich wnuki wychowywane w takim modelu życia też zaczną żyć od zasiłku do zasiłku – Aneta Zając, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, przyznaje, że sytuacja zaczyna ją i jej pracowników przytłaczać. – Kombinujemy, szukamy, wystaraliśmy się o dotacje unijne z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki na aktywizację społeczną. I nie było chętnych, by z tego skorzystać. Jedyne, co nam się udało, to stworzenie oddziału przedszkolnego. Szkoda tylko, że rodzice, których dzieci z niego korzystają, nie idą w tym czasie do pracy – mówi Zając i dodaje, że to właśnie w tych dzieciach i w zaktywizowaniu ich jest jedyna nadzieja, że gmina wydobędzie się z zasiłkowej matni.

Jedna trzecia korzysta z pomocy

Nie lepiej jest w zachodniopomorskich Kozielicach, gdzie ze świadczeń społecznych korzysta 71,3 proc. mieszkańców. – To region popegeerowski. A ten system życia – sama go przecież pamiętam – przyzwyczaił ludzi do tego, że woda, prąd, opał są za darmo, że dwa razy w roku dostawali świniaka, mleko dzień w dzień. I ludzie, choć minęło przeszło dwadzieścia lat, wciąż chcieliby takiego życia. Ich bezradności nie pomaga ogromny problem z bezrobociem. Nie mamy w pobliżu dużych miast, żadnych większych zakładów ani pracodawców – tłumaczy Jolanta Zięba, kierownik kozielickiego ośrodka pomocy społecznej. – Ale mamy sukcesy. Dzięki aktywizacji z dotacji unijnych udało nam się z bezrobocia wyciągnąć sześć osób. Tak, dobrze pani słyszy: sześć. Ja wiem, że to dramatycznie mało, ale musimy się cieszyć choćby takimi małymi sukcesami – dodaje Zięba.

Jak podliczył DGP, w całej Polsce w 21 gminach więcej niż 30 proc. mieszkańców korzysta z pomocy społecznej. Po dwóch dekadach na mapie Polski wyraźnie już widać, w jakich regionach problem jest największy. To ściana wschodnia, ale także Zachodniopomorskie, miejscowości małe i bardzo małe, położone na uboczu, bez dużych prężnych miast, które dawałyby pracę, w ogromnej części na terenach po PGR-ach.

Lepsze statystyki, nie rzeczywistość

Prawo do pomocy społecznej mają osoby, których dochód nie przekracza 456 zł na osobę w rodzinie oraz 542 zł dla osoby samotnej (gmina może podwyższyć kryterium dochodowe, ale samorządy robią to bardzo niechętnie). Brane są też pod uwagę takie okoliczności, jak: niepełnosprawność, długotrwała choroba, przemoc w rodzinie, ochrona macierzyństwa i wielodzietności etc. Wśród świadczeń znajdują się wsparcie finansowe (np. zasiłki, pożyczki) oraz niepieniężne, takie jak: praca socjalna, składki na ubezpieczenie, posiłki, ubrania, usługi opiekuńcze oraz szkolenia. Teoretycznie sytuacja się poprawia. W 2009 r. takim wsparciem objętych było 3,7 mln osób, a w 2012 r. już o pół miliona mniej. W porównaniu do 2009 r. zmniejszyła się też, i to blisko o połowę, liczba najmocniej dotkniętych społeczną bezradnością gmin. W części spadły też wskaźniki deprywacji, czyli odsetek osób korzystających z pomocy. Ale wystarczy się przyjrzeć, by okazało się, że to niestety sukces pozorny. Jak piszą autorzy raportu „Ocena zasobów pomocy społecznej województwa łódzkiego 2012”, w tym regionie od kilku lat mamy do czynienia ze spadkiem liczby klientów pomocy społecznej. Zauważalny jest nieznaczny spadek liczby osób korzystających z pomocy społecznej oraz liczby świadczeń. Ale wynika to z tego, że kryteria dochodowe w pomocy społecznej od dawna nie są podwyższane, a nie z poprawy sytuacji bytowej mieszkańców. Obserwacje autorów raportu potwierdzają pracownicy opieki społecznej ze wszystkich właściwie województw.

Kłopoty z solidarnością społeczną

– Takie gminy, czy raczej mikroregiony, bo często jest ich kilka położonych blisko siebie, gdzie ten wysoki procent klientów pomocy społecznej utrzymuje się latami, są w dramatycznej sytuacji. Społeczna bezradność jest tam problemem strukturalnym, z którym nie uda się wygrać samymi zasiłkami i dopłatami – ocenia Dominik Owczarek z Instytutu Spraw Publicznych.

Problem polega głównie na tym, że pomoc społeczna jest rozdawana wszystkim, którzy spełniają określone w ustawie kryteria bez zobowiązania ich do jakichkolwiek starań, by poprawić swój los. Ośrodki pomocy społecznej nie spełniają drugiej ważnej funkcji, polegającej na pomocy podopiecznym w wyjściu z trudnej sytuacji życiowej i odnalezieniu się na rynku pracy. Dlatego większość z takiej formy pomocy korzysta długotrwale. W woj. opolskim to połowa wszystkich objętych pomocą, w łódzkim – 30 proc. Aby tę sytuację zmienić, w 2010 r. wszedł obowiązek podpisywania kontraktów socjalnych. Mechanizm jest prosty: „My ci damy pieniądze, a ty udowodnij, że umiesz nimi gospodarować”. Zachętą jest m.in. to, że ośrodek opłaca takiej osobie składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Jednak ze statystyk Ministerstwa Polityki Społecznej wynika, że choć liczba kontraktów rośnie, to bardzo powoli. W 2012 r. takie umowy podpisało niewiele ponad 80 tys. osób.

– Niestety ludzie nie chcą wędki, tylko samą rybkę – wzdycha szefowa Ośrodka Pomocy Społecznej w Starym Brusie.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

  • rojst(2013-10-24 08:43) Odpowiedz 00

    A ta wędka z reguły polega na organizowaniu szkoleń, których bezrobotni czy beneficjenci pomocy społecznej mają ukończonych dziesiątki, natomiast pracy dalej nie mogą znaleźć, bo te szkolenia są tak oderwane od rzeczywistości, od potrzeb rynku pracy, że żadnych korzyści przynieść nie mogą. Są natomiast niezłym źródłem dochodu dla różnego rodzaju firm szkoleniowych.

  • mama(2013-10-24 08:45) Odpowiedz 00

    Przykład jakich pewnie setki.
    20 % bezrobocie na Mazurach!!! a w szkole zatrudnia sie prawie 70 letniego emeryta jako nauczyciela historii :))))))))))) i to na rok niby na zastępstwo, Lubawa, Szkoła Podstawowa . Przecież to chore. Pan ten, za czasów komuny wykazywał się olbrzymią brutalnością w stosunku do uczniów. Poza tym jakiej historii ma uczyć, przecież zna tylko "czerwoną" ! A młodzi, zdolni , bez kompleksów, z czysta przeszłością--- bez pracy !

  • lordszkot(2013-10-24 12:11) Odpowiedz 00

    zgodze sie ze tyle kasy idzie ale buraki na szkolenia premie dla tych UBco sie nazyaja pracownikami socjalnymi banda i tyle szkodza nie pomagaja szydza i poniżają ludzi co do nich chodza znam takich i nie piszcie bzdur ze te zasilki sa wysokie we wroclawiu daja najwyzej 250 zl i zawsze pier...a ze tylko tyle moga dac bo nie maja srodków -beszczelne swi...ie

  • gość(2013-10-24 08:49) Odpowiedz 00

    "I nie było chętnych, by z tego skorzystać."

    "Problem polega głównie na tym, że pomoc społeczna jest rozdawana wszystkim, którzy spełniają określone w ustawie kryteria bez zobowiązania ich do jakichkolwiek starań, by poprawić swój los"

    "Niestety ludzie nie chcą wędki, tylko samą rybkę – wzdycha szefowa Ośrodka Pomocy Społecznej w Starym Brusie."

  • Iwona(2013-10-24 12:59) Odpowiedz 00

    Polska B przesunęła się na północ. To już nie Podlaskie, Lubelskie. To Zachodniopomorskie, Lubuskie, Pomorskie. Tu jest teraz największa bieda.

  • ert(2013-10-24 13:32) Odpowiedz 00

    Strategia "rozwoju" panstwa po 89 roku, polegała na likwidacji przemysłu, toteż obecna sytuacja nie jest niczym zaskakującym, ale normalna konsekwencja.

  • ślązak(2013-10-24 13:37) Odpowiedz 00

    niektórzy od lat przyzwyczajeni są do wyciągania łap po pomoc społeczną (np warmia i mazury domek auto wczasowicze na lewo - zero dochodów i potrzebne zasiłki na życie!!!)

  • Widzę 2 problemy;(2013-10-24 14:59) Odpowiedz 00

    - szerzące się rozwarstwienie społeczne, 1% ma wszystko, 99% nie ma nic i to się pogłębia, "elyty" biorą sobie jak w Niemczech /myślą, że pracują w Niemczech - są oderwani od społeczeństwa/, reszta siedzi w śmietnikach,
    - jaka będzie druga fala kryzysu - jak przegrzeją się maszyny drukarskie FED i EBC ??

  • Ted(2013-10-24 10:13) Odpowiedz 00

    Take Polske wywalczył Wałęsa z Solidarnością!

  • qwerty(2013-10-24 10:16) Odpowiedz 00

    Błędne koło napędza rząd i pracodawcy ! O co chodzi ?> Jest rodzina 3 -osobowa, mąż pracuje za 1200zł. Mają 400zł na osobe, należy im się wszelka opieka socjalna. Pieniadze z MOPS, dodatek mieszkaniowy, wyprawka szkolna, wegiel na zimę, itp. Czy maz podniesie kwalifikacje i znajdzie pracę za 2000zł, Czy żona pójdzie do pracy za kolejne 1200zł ? Nie. Wtedy stracą pomoc socjalną, a ta wynosi nawet i 800zł, zapłacą za dojazd do pracy. Nic na tym nie zyskają. a pracodawcy też więcej nie zapłacą za pracę.

  • emeryt(2013-10-24 10:24) Odpowiedz 00

    I lepiej nie będzie ,bo nasi beznadziejnie głupi rządzący nie wiedzą , co to jest minimum socjalne aby przeżyć. Na dodatek dają większe wsparcie często kombinatorom bezrobotnym niż otrzymują na swoją wegetację i oczekiwanie śmierci emeryci i renciści. Przecież my w takiej mądrej UE jesteśmy zaprzeczeniem demokracji, dobrobytu i jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa. To oni rozkradają wypracowany przez nas majątek i to robią w bardzo wąskiej grupie partyjno-rodzinnej.Głupi ten naród,że nie rozumie iż żadna partia nie broni jego bytu ani godnej starości. To są urzędowi złodziej.

  • emeryt(2013-10-24 10:27) Odpowiedz 00

    Ale lokalnym, często bardzo głupim urzędnikom z różnych opcji żyje się dobrze.Ich wójtom i burmistrzom też.Oni już poustawiali swoje rodziny i znajomych. Dlaczego dopuszcza się do TRWANIA JEDNEGO BANDYTY NA STOŁKU PRZEZ WIELE KADENCJI Przecież to dopiero jest patologia.

  • wot i szto(2013-10-24 10:55) Odpowiedz 00

    Pieniądze idą na szkolenia i konsulting - innymi słowy znajomi królika dorabiają sobie.

  • bozo24(2013-10-24 11:37) Odpowiedz 00

    Jestem ciekaw ilu mieszkańców Turawy pracuje na stałe w Niemczech, posiada także obywatelstwo niemieckie i pobiera tam świadczenia socjalne. Tyle tyulem uzupełnienia

  • komm(2013-10-28 06:41) Odpowiedz 00

    powinny nauczyć nowego myślenia prowincjonalnych rodzin hodowlanych zwierząt pomnożenie lub zmienić uprawy na polach lub przeniesienie do innych miasteczek

  • sn(2013-10-26 11:30) Odpowiedz 00

    Rząd ,Sejm,MPiPS ,MF powinni stworzyć instrumenty programy finansowe i prawne(ułatwienia podatkowe,obniżka opłat -zmiany sp.zo.o. 3 osóbowa not.+sąd 2000zł !!!??? przepisy MS) uproszczenia skuteczne dla firm ,w tworzeniu firm i likwidacji, aby być elastycznym na rynku,aby powstawały firmy małe i mikro, z funduszy RP i UE , tylko tak długofalowo można zmieniać destrukcyjną rzeczywistość. Same szkolenia nic prawie nie dają, bo jak doprowadziły Rządy do masowych upadków dużych firm ( w tym SP ,gdzie były te RN- partyjni wepchani nadzorcy, co oni tam robili ?) , nie ma w tych rejonach pracy. Potrzeba odtworzyć strukturę firm i usług w regionie , przy pomocy specjalistów samorządu, rządu (programy UE i RP, utworzyć strefy wsparcia w tych rejonach ) ,rozkręcić produkcję i usługi.Wydawanie 26 mld co roku , to usypia tylko tą biedę, prowadzi do marazmu, nie rozwiązuje docelowo problemu, jest to działanie mało efektywne, a bardzo kosztowne społecznie.Tym powinien zająć się Sejm , Rząd , opozycja, posłowie, ministerstwa, a nie biciem piany, gadulstwem , obrzucaniem się w mediach,tzw. pierdułami, ludzi to denerwuje , a władza jakby tego nie widziała, kręci się wokół własnych stołków. Smutne to, ale prawdziwe , jak długo ???

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane