Jednak prawdziwymi autorami tej decyzji są sami rodzice, którzy podwyżkę pomocy wywalczyli. Ich determinacja i upór w naciskaniu na rządzących tym bardziej zasługują na podziw, że nie stała za nimi ogromna machina organizacyjna. Nie mogli grozić masowymi strajkami lub paleniem opon pod siedzibą władz.

Nie dawali się jednak zwieść wielokrotnie składanym obietnicom, że już wkrótce nastąpią zmiany. Konsekwentnie domagali się ich realizacji oraz takiego wsparcia, które nie będzie przypominać jałmużny. Dla tych rodziców przybycie na spotkania do Warszawy czy udział w akcjach protestacyjnych były o tyle trudniejsze, że musieli w tym samym czasie organizować zastępczą opiekę lub zabierać niepełnosprawne dzieci ze sobą.

Podobną drogę przeszły zresztą matki pierwszego kwartału, które zdołały wywalczyć objęcie dłuższymi urlopami rodzicielskimi dzieci urodzonych na początku tego roku, a także opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych, którzy od 1 lipca stracili prawo do świadczenia pielęgnacyjnego. Ta ostatnia grupa stała się ofiarą działań naprawczych rządu, który zorientował się, że zbyt liberalne przepisy prowadzą do wyłudzania wsparcia. Problem jednak w tym, że podjęte środki zaradcze pozbawiły przy okazji pomocy osoby, które zamiast oddać niepełnosprawnego męża czy siostrę do placówki, postanowiły się nimi faktycznie zajmować. Ci opiekunowie również będą objęci zmianami, które mają wejść w życie w 2014 r.

Pomoc najbliższym, którzy nie są w pełni sprawni, to nie lada obowiązek, który nie może obciążać tylko krewnych. Wymaga odpowiedniego wsparcia ze strony rządu. Szkoda, że ten ostatni przekonał się o tym po tak dużych wyrzeczeniach, poświęceniu i próbie cierpliwości opiekunów.