– Sam byłem w takiej sytuacji. Musiałem udowadniać, dlaczego nie odwołałem się od negatywnej dla mnie decyzji w terminie – alarmuje Wojciech Zatorski, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP.

Potwierdzają to także prawnicy.

– Spotkałam się z przypadkiem, gdy osoba ubezpieczona została pozbawiona prawa do świadczenia na podstawie decyzji, o której istnieniu nawet nie wiedziała. Zdarza się też, że ubezpieczeni dowiadują się o odebraniu prawa do wypłaty świadczenia przy okazji innej sprawy – tłumaczy Karolina Miara, adwokat z Warszawy.

Listami zwykłymi przesyłane są także m.in. legitymacje emeryta lub rencisty dające uprawnienia do leczenia czy ulgowych przejazdów, decyzje o kontynuowaniu wypłaty renty rodzinnej, ważne informacje o stanie konta firmy czy o wstrzymaniu wypłaty renty.

– W najgorszej sytuacji są te osoby, które w taki sposób dowiedziały się o stanie konta prowadzonej firmy. To co prawda nieliczne przypadki, ale bardzo uciążliwe dla zainteresowanych. Wiele osób nie wie bowiem, jak w takiej sytuacji liczyć termin uprawniający do odwołania – dodaje Karolina Miara.

ZUS protestuje

Świadczeniobiorcy przysługuje prawo wniesienia odwołania od decyzji w terminie miesiąca od daty jej otrzymania. Jeżeli jest ona przesyłana listem zwykłym, ZUS uwzględnia okres na jej dostarczenie przez pocztę. Zgodnie z art. 71a ust 1. ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 205, poz. 1585 z późn. zm.) zakład może przesyłać pisma i decyzje w takiej formie. W razie sporu ciężar dowodu doręczenia pisma lub decyzji spoczywa na zakładzie.

– Nie znam przypadku, żeby ZUS odmówił rozpatrzenia odwołania od decyzji tylko dlatego, że dotarło ono po przekroczeniu wyznaczonego terminu. Jeżeli są przesłanki, żeby je uwzględnić, to tak się dzieje. Sprawy sporne stanowią zaledwie niewielki promil tego, czym się zajmujemy – wyjaśnia Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS.

Jak ZUS poucza ubezpieczonych

Jak ZUS poucza ubezpieczonych

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zakład liczy

– Nie ma wątpliwości, że ZUS oszczędza na listach poleconych. Ale to odbywa się kosztem osób ubezpieczonych, które na końcu muszą walczyć o swoje – uważa Wojciech Zatorski.

Faktycznie ZUS w ciągu roku wysyła około 60 mln listów do osób indywidualnych i instytucji. Z tej ogólnej liczby aż 16 mln dotyczy świadczeń (w tym w ramach dwóch akcji informacyjnych w zakresie waloryzacji – 8 mln), ok. 8 mln to rozliczenia podatku PIT, ok. 19 mln – informacje dla ubezpieczonych o stanie konta. 25 mln przesyłek to korespondencja związana z bieżącą działalnością zakładu.

W ocenie biura prasowego ZUS w przypadku tak dużej liczby przesyłek wychodzących nie jest konieczne – ani racjonalnie i ekonomicznie uzasadnione – przesyłanie wszystkim pism i decyzji listem poleconym. Co więcej, jak wskazano powyżej, takiego obowiązku nie nakłada na zakład ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych. Warto pamiętać, że cena przesyłki poleconej i poleconej za zwrotnym potwierdzeniem jest kilkukrotnie wyższa niż zwykłej, co stanowi znaczący koszt w działalności zakładu.

Ważna lista

Sam ZUS przyznaje, że część korespondencji musi być wysyłana jako specjalna przesyłka. Na tej liście są decyzje m.in. o odmowie przyznania okresowej emerytury kapitałowej, zawiadomienie o przesunięciu terminu wydania decyzji, korespondencja zawierająca oryginalne dokumenty, decyzja o rocznym i miesięcznym rozliczeniu emerytur, rent lub zasiłków przedemerytalnych oraz ponaglenie w sprawach o nadesłanie niezbędnej dokumentacji. Także zawiadomienie o postępowaniu egzekucyjnym w administracji odbywa się w formie listu poleconego rejestrowanego lub listu poleconego za zwrotnym potwierdzeniem odbioru.