Kiedy padały te zapewnienia, ZUS prowadził kontrolę jednej z firm szkoleniowych, kwestionując zawarte przez nią umowy o dzieło. I to za okres pięciu lat wstecz. Inspektor ZUS uznał bowiem, że osoby szkolące powinny być zatrudnione na podstawie umów-zleceń. Od każdej wypłaconej złotówki powinny być zaś zapłacone składki oraz odsetki od zaległości.

Naruszona swoboda

– Doszło do sytuacji skandalicznej. ZUS zaingerował w umowę zawartą zgodnie z prawem między firmą a wykonawcą. Została naruszona swoboda działalności gospodarczej – wskazuje Dorota Wolicka, dyrektor Biura Interwencji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Kontrola przeprowadzona przez ZUS może mieć poważne konsekwencje dla całej branży szkoleniowej.

– Już w przeszłości były przypadki, że najpierw ZUS testował możliwość obciążania składkami tylko jedną firmę. Następnie czekano na reakcję zainteresowanego, a później na wyrok sądu. Jeśli ZUS wygrał sprawę, podobne działania rozpoczynały się na wielką skalę w całej Polsce. Tak było w przypadku przedsiębiorczych matek czy chałupników, którym ZUS naliczył później miliony złotych do zapłacenia – ostrzega Wojciech Zatorski, prezes zarządu Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP.

W przypadku kontrolowanej firmy szkoleniowej ZUS uznał, że efektem szkoleń jest nabycie wiedzy i umiejętności przez ich uczestników. Wykonawca może się bardzo starać, żeby rezultaty pracy były jak najlepsze, ale i tak końcowy wynik szkolenia zależy od słuchaczy. Stopień nabycia wiedzy jest bowiem różny, a przy tym niepewny. Zdaniem ZUS brakuje więc elementarnej cechy umów o dzieło, jaką jest indywidualny, oznaczony i sprawdzalny rezultat. Nie jest możliwe zaprojektowanie poziomu wiedzy uczestników kursu w taki sposób, aby po jego zakończeniu był jednakowy.

Egzamin to nie efekt

– Inspektora ZUS nie przekonało nawet to, że niektóre kursy kończyły się egzaminami. W niektórych przypadkach wiedza ich uczestników była sprawdzana zarówno przed, jak i po zakończonej nauce – tłumaczy Marcin Majewski, radca prawny z Kancelarii Prawnej Lebek i Wspólnicy Sp. kom. z Wrocławia.

ZUS zakwestionował także umowy o dzieło osób wykonujących coaching. Uznał, że coach tylko towarzyszy klientowi w codziennych obowiązkach, a rezultaty jego pracy zależą wyłącznie od jego możliwości adaptacyjnych w środowisku klienta. Zdaniem ZUS autorski program realizowany przez takiego trenera nie jest przedmiotem umowy, lecz rezultat pracy.

Przedsiębiorcy są oburzeni takim postępowaniem ubezpieczyciela.

– Nie można pozwolić, aby ZUS w imię poszukiwania pieniędzy niszczył firmy tworzące ciekawe produkty – alarmuje Wojciech Zatorski.

Decyzja ograniczająca stosowanie umów o dzieło to cios dla polskiej nauki

Kwestionowanie przez ZUS umów o dzieło niesie z sobą poważne konsekwencje. Nie tylko firmy szkoleniowe specjalizujące się w podnoszeniu kwalifikacji zawodowych mogą bankrutować z powodu konieczności zapłacenia zaległych składek z kilku lat. To może być także cios dla polskiej nauki. Do tej pory wykładowcy prowadzili swoje autorskie zajęcia na podstawie właśnie umów o dzieło. Na tej samej podstawie były także prowadzone badania naukowe nie tylko przez naukowców, ale także studentów rozpoczynających swoją karierę. Ograniczenie możliwości zawierania umów o dzieło przez ich kwestionowanie przez ZUS spowoduje, że zostanie ograniczona liczba publikacji opartych na badaniach naukowych. Co więcej, osoby doświadczone nie będą chciały się dzielić swoją wiedzą za stawki zmniejszone o składki obowiązkowo odprowadzone od umów-zleceń. W najgorszej sytuacji będą uczelnie państwowe, które dostają ograniczoną pulę pieniędzy. Trudno bowiem przypuszczać, żeby został zwiększony budżet na składki od umów-zleceń. Korzyści finansowe z wpływów ze składek do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych mogą się okazać niczym w porównaniu do strat, jakie przyniesie ten zabieg ZUS.