Wczoraj w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektów przewidujących zwiększenie uprawnień związanych z rodzicielstwem, w tym wydłużenie do roku urlopów przysługujących po urodzeniu dziecka. Wszystkie projekty zostały skierowane do prac w komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach. Większość zaproponowanych zmian, o których dyskutowali posłowie, jest zbieżna z projektem przygotowanym przez rząd i to on będzie bazą dla ostatecznego projektu ustawy, którego drugie czytanie odbędzie się za już dwa tygodnie.

Inicjatywa rządu przewiduje wydłużenie o dwa tygodnie obecnego wymiaru dodatkowych urlopów macierzyńskich i wprowadzenie 26-tygodniowych urlopów rodzicielskich, które mogą być wykorzystane w całości lub w części przez rodziców bezpośrednio po zakończeniu dodatkowego urlopu macierzyńskiego. Z nowych uprawnień, które mają wejść w życie 17 czerwca br., skorzystają pracownicy na umowach o pracę i funkcjonariusze służb mundurowych.

W odróżnieniu od projektu rządowego poselskie inicjatywy, nad którymi pracowano, zawierały głównie rozwiązania dotyczące ustabilizowania sytuacji rodzica powracającego do pracy po urlopie. Projekt przygotowany przez Solidarną Polskę zawierał rozwiązanie, które zakazywało zwalniania przez okres sześciu miesięcy rodzica powracającego do pracy po urlopie macierzyńskim bądź wychowawczym. Ponadto SP zaproponowała, aby pracodawcy byli zwalniani z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne, rentowe i wypadkowe za pracowników, którzy wracają do pracy po ukończeniu urlopu macierzyńskiego lub wychowawczego. Zwolnienie miałoby obowiązywać przez rok, a część składki w tym okresie finansowana byłaby z budżetu państwa. Takie rozwiązanie miałoby zachęcać firmy do zatrzymywania rodziców powracających z urlopów. – Wydłużając urlop macierzyński, należy pamiętać o niedogodnościach, jakie w związku z tym dotykają pracodawcę. Również on powinien otrzymać wsparcie ze strony państwa – uzasadniał pomysł Andrzej Romanek z Solidarnej Polski.

Obniżenie kosztów zatrudnienia rodzica powracającego z urlopu przewiduje również projekt SLD. Sojusz chce zwolnienia pracodawcy z opłacania składek na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych przez okres aż trzech lat od momentu powrotu do pracy. Ponadto posłowie będą rozważać propozycję wydłużenia okresu na wykorzystanie urlopu wychowawczego do czasu ukończenia przez dziecko 5. roku życia.

Przy okazji zmienią się również zasady dotyczące dostępności i opłat za przedszkola. Wczoraj w połączonych komisjach edukacji, nauki i młodzieży oraz samorządu terytorialnego i polityki regionalnej odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już po wakacjach potanieją samorządowe przedszkola. Dzieci mają mieć zapewnioną bezpłatną opiekę przez pięć godzin dziennie (przeznaczone będą one na realizację podstawy programowej), a za każdą kolejną godzinę rodzice będą musieli zapłacić tylko złotówkę. Obecnie dopłata – zależnie od gminy – wynosi nawet 4 zł za godzinę. Pytanie, kto poniesie związane z tym koszty? – Samorządy otrzymają dotacje z budżetu, które zrekompensują im ubytki powstałe po obniżeniu opłat za przedszkola – przekonuje Krystyna Szumilas, minister edukacji narodowej. Tylko w tym roku dotacje z tego tytułu mają wynieść 504 mln zł. W 2014 r. budżet dopłaci do każdego przedszkolaka 1,2 tys. zł.

– Ta dotacja jest trzykrotnie niższa od subwencji oświatowej dla szkół – uważa Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jego zdaniem samorządy powinny otrzymywać subwencje, a nie dotacje. Podobnego zdania byli też posłowie opozycji. – Dotacje trzeba zamienić na subwencje, bo samorządy dzięki temu zyskają stabilizację. Inaczej jeśli będzie trudna sytuacja budżetowa, to dotacja może być obniżona lub całkowicie zlikwidowana. W przypadku subwencji nie ma już takiej obawy – uważa Sławomir Kłosowski, poseł PiS i były wiceminister edukacji.

Rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty wprowadza też możliwość zwiększenia dostępności do przedszkoli.

– Od 1 września 2015 r. czterolatki będą miały prawo do wychowania przedszkolnego i miejsca w przedszkolu. O tym, czy zapisać dziecko, swobodnie będą decydować rodzice – wyjaśnia Krystyna Szumilas. Dodała, że od 1 września 2017 r. podobne rozwiązanie zacznie obowiązywać w grupie trzylatków.

Takie suche deklaracje nie uspokajają opozycji. – Ta dostępność będzie tylko zapisana w przepisach, a do przedszkoli wciąż będą ustawiały się kolejki – uważa Lech Sprawka z PiS. Aby temu zapobiec, SLD postuluje, by samorządy dotowały wyłącznie swoje przedszkola, a nie również – jak ma to miejsce obecnie – te niepubliczne.

Komentarz

Dzieci dla ryzykantów

Mirosław Mazanec, sekretarz redakcji

Zmiany wprowadzane pod wspólnym mianownikiem „prorodzinne” są piękne. I generalnie jestem za nimi wszystkimi. Za zwiększaniem kwoty wolnej od podatku, ulgą na dzieci, dostępnymi żłobkami, darmowymi przedszkolami i szkołą, wydłużaniem urlopów macierzyńskich, ich dzieleniem i rozkładaniem na raty. Darmowym transportem publicznym dla maluchów też. I jeszcze za becikowym. Wszystko z chęcią przyjmę. I w nic nie wierzę. Bo przez ostatnie lata to państwo nauczyło mnie, że nie warto przywiązywać się do deklaracji. Ba, nie warto przywiązywać się do już ustalonego prawa. Zaraz przyjdzie ktoś, kto je zmieni. Żeby było sprawiedliwiej i przede wszystkim lepiej. Czy jest? Politycy powiedzą, że tak, wskaźniki demograficzne są na nie. Ja z faktami nie dyskutuję.

Nasza klasa polityczna nie ma niestety żadnych barier. Nie ma dla niej rzeczy nie do ruszenia, które powinny pozostawać poza partyjnymi podziałami, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało. A dzieci i ich dobro właśnie takim tematem być powinny. Trudno jest zaplanować przyszłość swoją i malucha, gdy nie wiemy, ile czasu w pierwszych miesiącach jego życia będziemy mogli mu, jako rodzice, poświęcić. Jeśli nie wiemy, czy dostanie się do żłobka (gdy pojawi się taka potrzeba) i do przedszkola. Nie takiego, w którym godzina poza podstawą kosztuje złotówkę, ale po prostu – do przedszkola. Bo nie cena jest tu największym problemem (choć oczywiście jakimś jest), lecz dostępność. Trudno zaplanować edukację dziecka, jeśli nie wiemy, czy do pierwszej klasy pójdzie jako 6 czy 7-latek. Czy spędzi w podstawówce 6 lat, a może więcej, bo po drodze znikną gdzieś gimnazja. To wszystko jest trudne, ale nie niemożliwe. Dlatego jakoś się kręci. A poziom frustracji i niezadowolenia ojców i matek rośnie.

Polityka prorodzinna, obejmująca i podatki, i służbę zdrowia, i edukację, powinna być przede wszystkim długofalowa. Sięgająca na wiele lat do przodu, a nie prowadzona z czteroletniej, wyborczej perspektywy. A jej niezmienność powinna być gwarantowana przez państwo. Nasz kraj nie jest żadnym gwarantem.