Niebieska karta to specjalna procedura, która jest uruchamiana w przypadkach, gdy zachodzi podejrzenie wystąpienia przemocy w rodzinie. Jej podstawowym celem jest pomoc osobom doświadczającym agresji. Zdarzają się jednak próby wykorzystania tego postępowania wbrew jego przeznaczeniu. Co więcej, rodzic wcale nie musi wiedzieć, że taka procedura została wobec niego rozpoczęta.

Anonimowe zgłoszenie

W takiej sytuacji znalazła się Elżbieta Wisz, kiedy pod koniec kwietnia ubiegłego roku do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) w Rzeszowie przekazane zostało anonimowe zgłoszenie informujące o krzywdzeniu przez nią córki, która od dwóch miesięcy mieszkała u swojej krewnej (siostry ojca).

Na tej podstawie zespół interdyscyplinarny, który skupia przedstawicieli różnych służb społecznych odpowiedzialnych za przeciwdziałanie domowej przemocy na terenie gminy, postanowił w maju wszcząć procedurę niebieskiej karty. Jednocześnie MOPS zwrócił się do sądu z wnioskiem o wgląd w sytuację rodziny.

Rodzina

Rodzina

źródło: ShutterStock

– O założeniu karty dowiedziałam się w czerwcu, gdy przeglądałam akta sprawy sądowej dotyczącej prawa do opieki nad dzieckiem. To w nich znajdowała się informacja na ten temat. Tymczasem mimo że od zgłoszenia i wszczęcia procedury upłynął ponad miesiąc, nikt z ośrodka pomocy społecznej ani współpracujących z nim służb formalnie nie poinformował mnie o jej założeniu – tłumaczy Elżbieta Wisz.

Dodaje, że w czerwcu i lipcu, gdy dalej nie miała żadnej oficjalnej informacji w tej sprawie oraz nie została wezwana na spotkanie z zespołem, na którym mogłaby złożyć wyjaśnienia, sama udała się do ośrodka. Odmówiono jej wtedy dostępu do zebranej dokumentacji.

Zdaniem Elżbiety Wisz niebieska karta została jej założona z naruszeniem przepisów i wykorzystana w trakcie toczącej się przed sądem rozprawy o prawa do opieki nad dzieckiem.

Obowiązkowa interwencja

O prawidłowym postępowaniu przekonana jest jednak Luciana Rozborska, przewodnicząca zespołu interdyscyplinarnego i dyrektorka MOPS w Rzeszowie.

– Procedura została wszczęta, ponieważ mamy obowiązek sprawdzania każdego zgłoszenia, które do nas trafi i może dotyczyć przemocy domowej– podkreśla.

Dodaje, że zespół nie widział potrzeby wezwania na spotkanie osoby, wobec której skierowano podejrzenie o przemocy. Nie mogła ona też uzyskać dostępu do dokumentów takich jak formularz A niebieskiej karty, który został wypełniony w obecności ojca dziecka. Zespół postanowił też nie powoływać do tej sprawy grupy roboczej, a podjęcie kolejnych działań uzależnić od decyzji sądu. W związku z tym, że ten wydał postanowienie o tymczasowym umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej, którą została ustanowiona siostra ojca, procedura niebieskiej karty została zakończona.

– Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie ani rozporządzenie regulujące wspomnianą procedurę, nie wymagają zawiadamiania o jej wszczęciu – potwierdza Justyna Podlewska, prawnik Fundacji Dzieci Niczyje.

Dodaje, że jej rozpoczęcie nie wymaga zgody osoby doświadczającej przemocy. Nie ma ona też charakteru postępowania sądowego, w którym występują strony mające prawo wglądu do dokumentów. Ponadto nie mają do niej zastosowania przepisy kodeksów postępowania administracyjnego czy cywilnego. Jej podstawowym celem jest bowiem udzielanie pomocy osobom pokrzywdzonym, a nie stosowanie represji.

– Zastanawiające jest, że zespół nie spotkał się jednak z podejrzewaną o przemoc matką, tym bardziej że procedura przewiduje wezwanie tej osoby, aby wypełnić w jej obecności formularz D niebieskiej karty – wskazuje Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet.

Dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, do której Elżbieta Wisz zwróciła się o pomoc, wskazuje, że niewątpliwie osoba, na której temat opracowywane są dokumenty, powinna mieć możliwość zapoznania się z nimi oraz weryfikacji zawartych w nich informacji.

– Jest to o tyle ważne, że mogą one mieć istotny wpływ na kwestie związane z prawem do opieki nad dzieckiem – dodaje.