• W Funduszu Rezerwy Demograficznej nie ma środków, aby pokryć chociaż miesięczną wypłatę emerytur z ZUS
  • Resort pracy nie chce, aby już w 2009 roku wykorzystać pieniądze zgromadzone w FRD
  • Z uwagi na pogarszającą się sytuację demograficzną, eksperci i pracodawcy chcą zwiększyć wysokość składki do FRD

ANALIZA

W Funduszu Rezerwy Demograficznej, który ma gromadzić pieniądze, aby uzupełnić brak środków na wypłatę emerytur będzie na koniec tego roku zaledwie 5 mld zł. A ZUS wydaje miesięcznie na te świadczenia 6,3 mld zł.

Tak mała kwota zgromadzona w FRD to m.in. efekt tego, że nie otrzymał żadnych środków z prywatyzacji. Poza tym planowane składki, które w momencie wprowadzania reformy miały wynieść 1 proc., zostały najpierw zawieszone, a później bardzo ograniczone. Bez zmian dotyczących wpływów do FRD nie ma więc szans, aby spełnił on oczekiwaną rolę. A miał być zabezpieczeniem wypłat emerytur przy pogarszającej się sytuacji demograficznej.

Nielubiany Fundusz

Kiedy w 1998 roku została wprowadzona reforma emerytalna, jej twórcy przewidzieli, że aby uniknąć w przyszłości kłopotów z finansowaniem emerytur związanych z pogarszającą się sytuacją demograficzną, zostanie powołany do życia FRD. Artykuł 58 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2007 r. nr 11, poz. 74 z późn. zm.) stanowi, że Fundusz ma powstawać z nadwyżek funduszu emerytalnego, części składki emerytalnej, środków pochodzących z prywatyzacji i wpływów z inwestycji.

Pierwotne zakładano, że do FRD będzie wpływać 1 proc. składek na ubezpieczenie emerytalne. Jednak ze względu na trudną sytuację budżetu, zmieniono wysokość tej składki. Najpierw zawieszono jej pobór, a w latach 2002-2003 zmniejszono dziesięciokrotnie do 0,1 proc. Natomiast od 2003 roku jest w każdym roku podwyższana o 0,05 proc. W ubiegłym roku do FRD było przekazywane 0,3 proc. składek emerytalnych, a w tym roku 0,35 proc.

Ustawodawca zastrzegł też, że pieniądze FRD mogą być wykorzystane wyłącznie na uzupełnienie niedoboru funduszu emerytalnego administrowanego przez ZUS. Profesor Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej, tłumaczy, że ustawa zastrzegła, że nie wolno wykorzystać środków zgromadzonych w Funduszu wcześniej niż w 2009 roku.

W okresie dziesięciu lat FRD miał więc zgromadzić rezerwę (planowaną na około 20-30 mld zł), która miała służyć do uzupełnienia niedoboru wypłat emerytur.

Ile pieniędzy

Jak poinformował nas ZUS, na koniec 2007 r. było w FRD 3,48 mld zł, a na koniec tego roku kwota ta ma wynieść 5 mld zł. A ZUS wydał na emerytury w ubiegłym roku 73,7 mld zł. Kwota zgromadzona w Funduszu jest więc bardzo mała w stosunku do wydatków.

FUS, w skład którego wchodzą cztery fundusze - emerytalny, rentowy, wypadkowy i chorobowy - jest już obecnie dotowany z budżetu. W ubiegłym roku dotacja wyniosła 20,5 mld zł, a w tym ma wynieść 33,25 mld zł. Z najnowszej prognozy FUS na lata 2009-2013 wynika jednak, że sytuacja będzie się jeszcze pogarszać. A największy deficyt będzie miał właśnie fundusz wypłacający emerytury, dla którego ratunkiem miał być FRD. W latach 2009-2013 zabraknie mu na wypłaty minimum 157,6 mld zł, a maksymalnie 226,36 mld zł.

Będzie coraz gorzej

Nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja w funduszu emerytalnym miała się poprawić. Według prognozy GUS liczba osób w wieku poprodukcyjnym wzrośnie w latach 2008-2013 z 6,2 mln do 7 mln. Za pięć lat będą stanowić 18,6 proc. społeczeństwa wobec 16,3 proc. obecnie. Starzenie się ludności powoduje, że coraz więcej osób otrzymuje emerytury. W grudniu ubiegłego roku ZUS wypłacał je dla ponad 4,6 mln osób, a dziesięć lat wcześniej dla 3,2 mln osób.

Eksperci podkreślają, że FRD powinien być kołem ratunkowym w przypadku pogarszającej się sytuacji demograficznej. Paweł Pelc, radca prawny, uważa, że rząd nie powinien decydować się na wykorzystanie w przyszłym roku całości środków zgromadzonych w FRD.

- Samo jego istnienie ma rolę edukacyjną, bo pokazuje, że system emerytalny powinien dążyć do samowystarczalności - podkreśla Paweł Pelc.

Dodaje, że w przyszłości sytuacja demograficzna będzie się pogarszać, bo z rynku pracy odchodzą osoby urodzone w powojennym wyżu demograficznym, a przyrost naturalny jest niski.

- Od 2009 roku składki powinny wynieść 1 proc., a wykorzystanie tych pieniędzy w przyszłym roku świadczyłoby o krótkowzrocznej polityce - uważa Paweł Pelc.

Resort za oszczędzaniem

Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej, też jest zwolennikiem utrzymania składek do funduszu po 2008 roku.

- Chciałabym, aby do FRD napływały pieniądze z prywatyzacji i jestem przeciwna wykorzystaniu jego środków na bieżąco w przyszłym roku - podkreśla.

Także Bogna Nowak-Turowiecka, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich uważa, że jeśli FRD ma pełnić swoją rolę od 2009 roku, składka powinna wzrosnąć do 1 proc., a fundusz powinien mieć zagwarantowane wpływy z prywatyzacji.

- Można na przykład rozważyć, czy nie zobowiązać ministra skarbu państwa do przekazywania do funduszu 5 proc. wpływów z prywatyzacji - mówi.

Podkreśla, że jeśli nie urealni się wpływów do FRD, to jego utrzymywanie nie ma sensu.

- Jeśli nie urealnimy dochodów funduszu, to lepiej w 2009 roku go zlikwidować i obniżyć dotacje do FUS, dzięki czemu obniży się deficyt budżetowy - zauważa.

Krzysztof Pater, były minister polityki społecznej, jest zdania, że rozstrzygnięcie o przyszłości FRD powinno nastąpić dopiero po przesądzeniu o sposobie wypłat emerytur z II filara.

- Jeśli firmy ubezpieczeniowe będą oferować w pierwszych pięciu latach wypłat niskie świadczenia kobietom, to warto zastanowić się, czy FRD nie powinien do nich dopłacać - mówi.

BARTOSZ MARCZUK

bartosz.marczuk@infor.pl

OPINIA

MIROSŁAWA BORYCZKA

członek zarządu ZUS

Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynkach finansowych, ten rok może być dla FRD znacznie trudniejszy od minionego. Jednak do końca 2008 r. planujemy zgromadzić w nim prawie 5 mld zł. Warto rozważyć, czy wydłużyć okres gromadzenia składki na FRD o kolejne lata. Pozwoliłoby to uzyskać większą stabilność w systemie i dałoby szansę na faktyczne gromadzenie rezerw.