■ Czy faktycznie zmniejsza się skala strajków w szpitalach?

- Nic mi nie wiadomo o tym, żeby spadała liczba strajkujących placówek. Oczywiście, w części z nich dyrektorzy podpisują porozumienia z protestującymi pracownikami, gwarantując im np. pewien wzrost wynagrodzeń. W takiej sytuacji strajk ulega zawieszeniu, ale nie ma mowy o jego zakończeniu. Tak się jednak stało tylko w kilku szpitalach. Należy jednak pamiętać, że takie ustalenia nie są specjalnie wiążące dla obu stron. Jedynym rozwiązaniem kryzysu w ochronie zdrowia byłoby przedstawienie przez rząd takich propozycji płacowych, których domaga się OZZL. O zakończeniu strajku można mówić jedynie w tych szpitalach, gdzie lekarze kilka miesięcy wcześniej założyli wypowiedzenia i nie mają już obowiązku świadczenia pracy.

■ Ilu lekarzy złożyło wypowiedzenia z pracy i czy oznacza to, że od września przestaną przychodzić do pracy?

- O ile mi wiadomo, od września może zabraknąć lekarzy w pięciu szpitalach. Natomiast już od października w kilkudziesięciu. Łącznie wypowiedzenia złożono w 86 zakładach opieki zdrowotnej. Tak postąpiło około 70 proc. lekarzy tam zatrudnionych. Jesienią może się więc okazać, że nawet kilka tysięcy lekarzy przestanie pracować na dotychczasowych warunkach.

■ Czy jesienią związek przystąpi do ponownych negocjacji z rządem?

- Będziemy rozmawiać, jeżeli rząd przedstawi konkretne propozycje. Znowelizowanie tzw. ustawy podwyżkowej z 2006 roku to za mało, żeby spełnić nasze oczekiwania płacowe. Dotyczy ona przecież tylko wypłacania w następnych latach podwyżek już przyznanych pracownikom służby zdrowia. Ten projekt nie gwarantuje w żaden sposób realnego wzrostu pensji lekarzy. Jeżeli rząd naprawdę chciałby to zrobić, to nic prostszego, jak zwiększyć wycenę świadczeń zdrowotnych przez Narodowy Fundusz Zdrowia o 20 proc. Ze względu na brak porozumienia z rządem namawiamy dyrektorów szpitali do wypowiadania kontraktów z funduszem i domagania się ich podwyższenia. Uzasadnienie jest bardzo proste. Skoro lekarze złożyli wypowiedzenia, strajkują i domagają się wyższych zarobków, a szpital musi normalnie funkcjonować, to musi mieć na to pieniądze. A przy obecnej wysokości kontraktu nie stać go na podwyżki.

Notowała Dominika Sikora