Resort pracy chce, aby emerytury i renty wzrosły w marcu przyszłego roku co najmniej o 2 proc. – mówi wiceminister pracy i polityki społecznej Romuald Poliński. Zauważa, że ministerstwo przygotowało projekt ustawy przewidujący, że wskaźnik waloryzacji uwzględniałby oprócz inflacji (szacowana na 1,2 proc.) także 20-procentowy udział w realnym wzroście wynagrodzeń (około 0,8 proc.). Taka podwyżka kosztowałaby przyszłoroczny budżet około 2,3 mld zł, który jednak nie ma na to pieniędzy.
Dodatkowe pieniądze
Dlatego na propozycję resortu pracy nie godzi się Ministerstwo Finansów. Chce, aby wskaźnik uwzględniał oprócz inflacji nie 20 proc., ale 5 proc. wzrostu płac. A to oznaczałoby, że świadczenia rosłyby o około 1,4 proc., a przyszłoroczny budżet musiałby przeznaczyć na ten cel 1,6 mld zł (kwota ta jest zarezerwowana). Propozycja resortu pracy oznacza więc, że na podwyżki trzeba by znaleźć dodatkowe 700 mln zł. – Nie wydaje mi się, aby był problem, bo posłowie w trakcie prac nad budżetem mogą wygospodarować takie środki – zauważa minister Poliński. Dodaje, ze propozycja Ministerstwa Finansów oznacza zbyt małe podwyżki, zwłaszcza najniższych świadczeń. Zauważa, że na przykład najniższa emerytura wypłacana przez ZUS (597,46 zł) rosłaby o około 5 zł netto, co mogłoby powodować irytację świadczeniobiorców. Dlatego resort pracy cały czas domaga się, aby na posiedzenie rządu trafiła jego wersja ustawy.
Na ostatnią chwilę
Przeciągający się spór o przyszłoroczne podwyżki może w najgorszym przypadku doprowadzić do tego, że w ogóle ich nie będzie. Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami waloryzacja odbywa się wtedy, gdy od ostatniej podwyżki inflacja przekroczyła 5 proc. (nie rzadziej niż raz na 3 lata). Ponieważ była ona przeprowadzona w marcu tego roku, a inflacja za 2006 rok na pewno nie wyniesie 5 proc. – waloryzacji w 2007 roku nie będzie. Z takiego zagrożenia zdaje sobie sprawę resort pracy. – Nowa ustawa musi wejść w życie najpóźniej w styczniu przyszłego roku, aby wypłaty podwyższonych świadczeń mogły rozpocząć się w marcu – zauważa minister Poliński. Tymczasem do końca stycznia Sejm (pomijając rozpoczynające się w przyszłym tygodniu posiedzenie) zbierze się jeszcze dwa razy. Biorąc pod uwagę cały proces legislacyjny, tj. trzy czytania sejmowe, ewentualne poprawki Senatu i odniesienie się do nich Sejmu, podpis prezydenta, opublikowanie ustawy w Dzienniku Ustaw i jej wejście w życie, czasu jest bardzo niewiele. Minister Poliński ma jednak nadzieję, że trwające cały czas uzgodnienia ostatecznej wersji ustawy z Ministerstwem Finansów niebawem się zakończą i rząd jeszcze przed świętami przyjmie odpowiedni projekt ustawy.