Obowiązujący od dwóch lat art. 12a ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (Dz.U. nr 180, poz. 1493 z późn. zm.) umożliwia pracownikowi socjalnemu współpracującemu z policjantem i przedstawicielem służby zdrowia zabranie dziecka w sytuacji zagrożenia jego życia lub zdrowia bez decyzji sądu. Jak sprawdziliśmy, do działań podejmowanych w tym trybie dochodzi sporadycznie. Na przykład w Bydgoszczy od sierpnia 2010 roku takich interwencji było 21, w Lublinie 6, w Krakowie 2, a w Gdańsku i Opolu po jednej.

Liczby te przeczą obawom wyrażanym podczas przyjmowania przez Sejm tego przepisu przez wiele organizacji i stowarzyszeń rodziców. Alarmowały one, że będzie on nadużywany, a pracownicy socjalni będą mogli wejść do każdej rodziny i zabrać dziecko.

– Takie obawy od samego początku były bezpodstawne. Przepisy wyraźnie wskazują, że pracownik socjalny ma prawo do interwencji w czasie wykonywania swoich obowiązków, a do nich należy odwiedzanie rodzin znajdujących się pod opieką ośrodka pomocy społecznej – wyjaśnia Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Zdzisław Markiewicz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Opolu, dodaje, że mała liczba interwencji wynika z tego, że nie ma wielu sytuacji, które wymagałyby zabrania dziecka z powodu przemocy. Ponadto takie decyzje nigdy nie są podejmowanie pochopnie. Potwierdzają to późniejsze orzeczenia wydawane przez sąd. Musi on po dokonaniu interwencji przez pracownika socjalnego wydać orzeczenie formalnie postanawiające o umieszczeniu dziecka w pieczy zastępczej lub nakazujące jego powrót do rodziców. Z dotychczasowych doświadczeń gmin wynika, że w większości przypadków decyzje sądów były dla samorządów pozytywne.

– O wiele większą liczbę interwencji, które kończą się zabraniem dziecka, przeprowadza policja. Dotyczy to szczególnie godzin wieczornych i weekendów, kiedy trzeba zapewnić opiekę dzieciom nietrzeźwych rodziców – zwraca uwagę Magdalena Grochocka, kierownik działu interwencji kryzysowej MOPR w Szczecinie.

Justyna Podlewska, prawnik Fundacji Dzieci Niczyje, dodaje, że procedura zabrania dziecka ma jednak pewne mankamenty. Na przykład nie precyzuje, kto odpowiada za przewiezienie dziecka do najbliższej rodziny, placówki opiekuńczo-wychowawczej lub rodziców zastępczych. Policjant lub przedstawiciel służby zdrowia często nie chcą się tego podejmować.

– Zdarzyła się nam sytuacja, gdy po telefonie pracownika socjalnego pogotowie w ogóle nie chciało przyjechać. Twierdziło, że taki wyjazd nie należy do ich obowiązków – mówi Magdalena Grochocka.